Powieść zamykająca trylogię stworzoną przez mistrzów horroru, a jednocześnie powrót do świata Mrocznej Wieży. „Inne światy niż te” to spektakularna podróż przez terytoria zagracone artefaktami z innych rzeczywistości. Trzymajcie się mocno, bo jeszcze coś wybuchnie.

Tekst: Sylwia Skorstad

regał z książkami
fot: Pixabay

Mieszkający w Świecie Pośrednim Jack Sawyer może wracać do Ameryki tylko na krótko, inaczej zaczyna chorować. Bezpieczny jest tylko po stronie Terytoriów. Wiedzie tam stosunkowo zadawalający żywot, choć tęskni za utraconą ukochaną. Co jakiś czas musi wykonywać misje dla gubernatora, które zwykle wysyła go do naszego świata po coca-colę oraz rzadkie egzemplarze znanych powieści, najlepiej z autografem. Podczas jeden z takich wypraw Jack dowiaduje się, że jego dawny przyjaciel Dale zaginał podczas pełnienia policyjnej służby. Wkrótce okazuje się, że para morderców, których ścigał, przeniknęła na stronę Świata Pośredniego. Tam rozprzestrzeniła zarazę, w wyniku której nastolatki stały się częścią zbiorowego, zabójczego umysłu. Jeśli nikt ich nie powstrzyma, może dojść do zagłady. Nie tylko miasta Dezi oraz okolicznych osad, ale całego świata, a nawet wszystkich światów.

Jack Sawyer, choć nie pragnie odpowiedzialności ani zaszczytów, musi stanąć na czele drużyny, której zadaniem będzie przetransportowanie bardzo delikatnego ładunku tam, gdzie istnieje szansa, by zapobiec zagładzie. Cena strachu może się jednak okazać bardzo wysoka.

Pisarze wzajemnej adoracji

Gdyby w połowie lat siedemdziesiątych zapytać krytyków literackich albo fanów horrorów i fantasy, czy King i Straub mogliby razem napisać dobrą powieść, zapewne nikt nie postawiłby na taką ewentualność więcej niż dolara. Pisarze, których dzieła stają obok siebie na księgarskich półkach, zwykle nie darzą się sympatią. Do tego od opowieści Strauba zwykle wiało emocjonalnym chłodem, podczas gdy King lubi grać na uczuciach czytelników i wzruszać ich prawie tak samo często jak straszyć.

Niespodziewanie panowie zaczęli się publicznie komplementować. King wypowiedział się entuzjastycznie o horrorze „Julia”, Straub zachwycił się „Lśnieniem”, King odpowiedział pochwałą „Upiornej opowieści” i tak dalej. W końcu w 1977 roku pisarze postanowili się spotkać. Mistrz horroru z Maine i mistrz horroru z Milwaukee poszli razem na obiad w… Londynie, bo Straubowie mieszkali w tamtym czasie w Europie. Kilka lat później na rynku ukazała się pierwsza wspólna powieść duetu pod tytułem „Talizman”. W Stanach Zjednoczonych stała się jednym z największych bestsellerów roku, a Steven Spielberg wywalczył prawa do jej ekranizacji (ostatecznie film nie został zrealizowany). Recenzenci nie byli zachwyceni, ale czytelników to nie obchodziło. W rezultacie, również dzięki dobrze skonstruowanej umowie, obaj pisarze zarobili na projekcie rekordowe sumy.

Zaginiony list od przyjaciela

Choć początkowo tego nie planowali, szesnaście lat później Straub i King opublikowali drugą część nieziemskich przygód Jacka Sawyera pod tytułem „Czarny dom”. Część trzecia być może powstałaby wcześniej, gdyby nie fakt, że King zawieruszył e-maila od Strauba. Zajęty pisaniem kontynuacji „Lśnienia” założył, że wkrótce znajdzie czas na przyjrzenie się pomysłom przyjaciela na zakończenie historii Świata Pośredniego. Do koncepcji wrócił jednak dopiero po śmierci Petera. Rodzina zmarłego pisarza wyraziła zgodę, by nazwiska obu panów znalazły się na okładce „Innych światów niż te”. W tej części jest dużo więcej Kinga niż Strauba, ale ten pierwszy oddaje honory drugiemu.

„Inne światy niż te” można równie dobrze dopisać do cyklu o Sawyerze i do cyklu „Mroczna wieża”. Są takie sceny, w których Jack sam nie jest pewien, czy jest sobą, czy kolejnym wcieleniem ostatniego rewolwerowca. Są też odniesienia do innych powieści, w tym nawet „Króla Smutka” Joego Hilla.

Inne światy niż te

Na wertepach innych światów

Ostatnia część trylogii o Jacku Sawyerze to powieść nierówna. Ma swoje porywające fragmenty. Gdy bohaterowie nawiązują nietypowe relacje, na przykład z inteligentnym samochodem albo inteligentnym zwierzęciem, to trudno się od nich oderwać. Ma swoje porywające rozdziały, najwięcej w ostatniej części, bo wyprawa drużyny w celu ocalenia światów jest z założenia mocno podminowana emocjami. Generalnie jednak bez znajomości poprzednich części oraz historii Rolanda z „Mrocznej wieży” czytelnikowi bywa trudno za Kingiem nadążyć. Zdarza się, że akcja grzęźnie albo rozbija się gdzieś na wertepach.

Można odnieść wrażenie, że autor chciał pozamykać kilka różnych historii naraz. „Pora pomyśleć o uporządkowaniu swoich spraw, na tyle, na ile to osiągalne dla pisarza, którego wyobraźnia wciąż pełna jest fajnych pomysłów” – napisał w posłowiu. King znowu daje znać, że zdaje sobie sprawę z własnej śmiertelności i woli sam domknąć opowieści ze swoich światów, niż zrzucać na rodzinę odpowiedzialność za decydowanie, kto w przyszłości byłby w stanie zrobić to za niego.

Chłopaki i dziewczyny, ci, którzy zawarli znajomość z książkami Kinga w dzieciństwie, a dziś już siwieją, miejmy nadzieję, że będzie jeszcze wiele światów innych niż ten.

Stephen King, Peter Straub „Inne światy niż te”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.