Historia rodziny, dla której przyjęcie nowego członka okazało się ciężką próbą. Powieść Sophie de Baere „Sekrety matek” nominowana jest do prestiżowych nagród wydawniczych we Francji.
Tekst: Sylwia Skorstad

Kilka lat po zakończeniu drugiej wojny światowej na farmie Przeklęty Kąt w departamencie Morvan w Burgundii życie nie jest łatwe. Nikomu się nie przelewa. Mieszkająca tam niezamożna rodzina przyjmuje pod dach sierotę z Paryża, by zyskać dodatkowe pieniądze od państwa. Jadąc do nich pociągiem mały Lucien wyobrażał sobie, że zyska przybrane rodzeństwo i rodziców, ale rzeczywistość okazała się skomplikowana. Tak zwani „mali Paryżanie”, czyli znajdy z numerem od opieki społecznej na szyi, bywali na prowincji obiektem drwin. Z otwartymi ramionami przyjęła Luciena tylko najmłodsza dziewczynka, Marthe. Oczekiwała go z bijącym sercem i uśmiechem na buzi. Na uwagę innych musiał ciężko pracować. Nie z każdym mu się udało.
W roku 2004, po latach nieobecności, do Przeklętego Kąta wraca kobieta o imieniu Colette. Chce towarzyszyć ojcu i bratu w żegnaniu się z umierającą matką. Pragnie naprawić więzy rodzinne i dowiedzieć się więcej o bliskich, od których uciekła jako nastolatka. Liczy, że uda się jej odkryć, co stało się z jej zaginioną przed laty siostrą Marthe.
Rodzinne emocje
„ (…) Dowiadywały się teraz czegoś, czego inne nigdy nie pojmą lub co pojmą dużo później: że dając, tak naprawdę się dostaje, że szlachetność serca dodaje nam chwały, godności, blasku i czyni z nas istoty ludzkie” – pisze o dziewczynkach z „domu dla matek” Sophie de Baere. W im trudniejszych warunkach znajdują się jej bohaterki, tym bardziej ona stara się znaleźć w nich albo dla nich coś pięknego.
De Baere, filozofka, pisarka i kompozytorka, najchętniej pisze o relacjach rodzinnych. Często opisuje rzeczywistość z perspektywy nastolatków i dzieci. Mówi o sobie, że cechuje ją wybujała emocjonalność, a pisanie to rodzaj porządkowania uczuć. Nie miała planu na zostanie pisarką. Kiedy w 2016 roku stworzyła pierwszy dłuższy tekst, nie wiedziała, co z nim zrobić.
„Pisanie zaspokaja we mnie fundamentalne potrzeby ucieczki od codzienności, walki z upływem czasu i lepszego zrozumienia biegu wydarzeń. Zawsze pisałam. Dla siebie samej. Głównie krótkie teksty. Przede wszystkim piosenki, a kilka lat temu pierwszy długi, bardzo osobisty rękopis, który ostatecznie schowałam w szufladzie” – powiedziała w rozmowie z pisarzem Guillaumem Para.

Z szuflady na literackie salony
Z szuflady powieść Sophie wyjął jej mąż. Za jego radą wysłała tekst do szefa jednego z magazynów literackich. Ten zaprezentował go wydawcom. Dziś wielu z nich ma nadzieję, że pani De Baere zrezygnuje z kariery nauczycielki i zajmie się wyłącznie pisaniem. Jej kolejne powieści zdobywają prestiżowe nagrody. Czytelnikom najbardziej podoba się to, że mówią o zwyczajnych ludziach w niezwyczajny sposób. Bywa, że poruszają tematy, których we Francji nikt nie ma ochoty poruszać. Jak choćby ten o „domach dla matek”, które w rzeczywistości bardziej przypominały domy poprawcze. Tym samym problemem zajęła się w Kanadzie Heather Marshall w powieści „Szukając Jane”. Nad Sekwaną domy dla niezamężnych kobiet w ciąży istniały jeszcze w latach siedemdziesiątych. Dziewczyny, które tam trafiały, zwykle nie rozumiały, dlaczego i po co, bo nikt z nimi nie rozmawiał o cielesności ani seksie. W „Sekretach matek” Sophie de Baere postanowiła poświęcić im uwagę, tak samo jak „małym Paryżanom”.
Autorka deklaruje, że zazdrości pisarzom, którzy mogą sobie pozwolić na rezygnację z pracy etatowej. W żartach zapowiada, że jeśli kiedyś sama to zrobi, to w trzy miesiące napisze wielotomową sagę. Na razie nie planuje zmiany trybu życia, bo jak twierdzi, lubi swoją pracę, a także zajmującą rolę matki. Pierwszą powieść wydała na swoją czterdziestkę, być może pierwszą sagę stworzy na sześćdziesiątkę.
Sophie de Baere, „Sekrety matek”, Wydawnictwo Albatros