Razem czy osobno czyli o urokach samotności

W piękny, bardzo wczesny poranek, spacerując z kijkami (kocham nordic walking), z uśmiechem mijałam kobietę. Była mniej więcej w moim wieku i ciągnęła spory wózek z zakupami.


„Co, przykro tak samej spacerować, prawda?” – zagadnęła.
„Nie, nie przykro” – odpowiedziałam z przekonaniem, a uśmiech mogłam mieć teraz dziwny.
„Ej, przykro, przykro. Tylko tak pani mówi.” Kobieta była sama, może to jej smutno było, że musi dźwigać te zakupy, zapytałam zatem: „A pani nie smutno?”
„Mnie?
– wyglądała na jeszcze bardziej zdziwioną niż ja. – „Przecież ja nie spaceruję.”


I tak się rozstałyśmy. Myślałam o tym już do końca spaceru, potem jeszcze w domu, nawet pisałam na ten temat w pamiętniku.  Doszłam do wniosku, że dla tej pani odpoczynek, relaks i wszelkie przyjemności życiowe związane są z konieczną obecnością drugiego człowieka, natomiast pracować można  tak, jak wychodzi. Zakupy rozumiała jako pracę, zaś ja, spacerując,  mogłam to robić sama tylko dlatego, że nie miałam z kim.

Sama, ale nie samotna
Tymczasem to nie jest prawda. Mam z kim spacerować, jednak najczęściej wolę robić to sama. Zresztą nie tylko to. Lubię samotnie spędzane dni, kiedy to  mogę spokojnie zajmować się sprawami, które mnie pasjonują – czytaniem, pisaniem, myśleniem, słuchaniem muzyki …  Mogę wreszcie siedzieć sama w ciszy na swoim fotelu i „nicnierobić” i też jest mi dobrze. Lubię przebywać ze sobą. A spacer jest jedną z takich okazji.

Wtedy zresztą nie jestem sama. Jest las a w nim drzewa, ptaki ogłaszające w różny sposób swoje istnienie, nowe – choć tyle razy mijane – zaskakujące widoki,  niebo w różnych odsłonach, promienie słońca przemykające miedzy drzewami i zapachy, mnóstwo różnych zapachów. Są moje myśli, afirmacje, które wyśpiewuje w rytm marszu, modlitwa. I wreszcie – na szczęście rzadko – są ludzie, którzy jak ja wybrali się na spacer. Nie nudzę się, wprost przeciwnie – czuję się podłączona do większej całości, widzę jakby wyraźniej, lepiej myślę… I nie jest mi smutno,  jestem  pełna dobrej energii i szczęśliwa. To „przepływ” – specjalny stan świadomości nazwany w ten sposób przez Mihalyja Csiksztenmihalyja,     A już na pewno nie jest mi „przykro”! Cieszę się i dumna jestem z tego, że w toku rozwoju udało mi się wypracować osobowość, która tak dobrze czuje się w samotności.  Cieszy mnie i napawa dumą i to,  że sama wybieram okoliczności swojego życia.

I Bóg stworzył kobietę
To prawda, pierwszy rozdział Biblii sugeruje zwrócenie uwagi na to, że kobieta nie była nigdy sama na świecie. Zostałyśmy stworzone jako drugie i niejako „w serwis”. Żartuję sobie zawsze, że Adasiowi żadne inne stworzenie nie było w stanie wypełnić nudy samotnego istnienia, zatem Bóg stworzył mu kobietę.  Do towarzystwa i dla pomocy. Adam miał za sobą okres samotności, do którego chętnie wraca wielu mężczyzn w kryzysowych sytuacjach. Mówimy, że idą do swojej „jaskini”. Potrafią być sami, a nawet potrzebują tego. Zbyt późno zrozumiałam dlaczego mój mąż spędzał długie chwile w… toalecie. W naszym małym mieszkaniu nie miał się gdzie ukryć przed moją emocjonalną ekspansją. Tak, to wszystko prawda. Większość z nas potrzebuje do szczęścia męża, dzieci, rodziny, przyjaciół. I bardzo dobrze! Trzeba wykorzystać właściwie czas  – kochać, tworzyć związek, wychowywać dzieci, budować i podtrzymywać przyjaźnie. Jednakże w każdej z tych nastawionych na ludzi sytuacji kobieta potrzebuje też czasu dla siebie – ze sobą. Trzeba w ciągu dnia wygospodarowywać dla siebie minuty i godziny, musimy nauczyć się być same i polubić ten stan, a nawet więcej doprowadzić do tego, by przeżywać wtedy wspaniałe chwile przepływu.

Strach przed samotnością

Jakże często spotykałam w życiu młode kobiety, które wręcz bały się (czasami nawet przyznawały się do tego) zostać same. Małgosia, matka trójki dzieci, wieczory spędzała na oglądaniu filmów z siostrą lub spotkaniach towarzyskich, ćwiczyła w klubie,  na wakacje wyjeżdżała zawsze w dużym gronie,  a kiedy szła pobiegać, towarzyszyła jej muzyka z odtwarzacza. Jeśli z jakiegoś powodu nie udało jej się wypełnić ludźmi i „dzianiem się” jakiejś chwili, dostawała ataków paniki.  Rzecz miała miejsce w  Stanach w latach osiemdziesiątych minionego wieku.  Myślę, że sporo znalazłybyśmy dzisiaj takich kobiet w Polsce, zwłaszcza w dużych miastach.

Współpracuję z Uniwersytetami Trzeciego Wieku i wiem, jak często kobiety w wieku emerytalnym są nieszczęśliwe, ponieważ czują się samotne, mają za dużo czasu i nie wiedzą co z nim zrobić. Wcześniej, te same kobiety boleśnie przeżywały „syndrom opuszczonego gniazda” –  moment, w którym ich dzieci, dla których tyle robiły, opuszczały dom,  zakładając własną rodzinę czy wyjeżdżając do szkoły lub pracy. A jak bardzo cierpią owdowiałe kobiety. I nie tylko dlatego, że straciły kogoś, kogo kochały i z kim przeżyły wiele lat, ale dlatego, że „życie straciło sens”, nie ma już „dla kogo” robić pewnych rzeczy  i „z kim”,  a same nie potrafią. Mężczyźni również bardzo to przeżywają, jednak… im zdarza się to rzadziej. No właśnie – jednym z powodów, dla którego powinnyśmy uczyć się samotności jest fakt, że przecież kobiety żyją dłużej i statystycznie większość z nas część życia będzie musiała spędzić sama. Kiedy powiedziałam o tym znajomemu  – nastawionemu  wielce tradycyjnie do związków – powiedział krótko „Głupie, ale lansuj” .

Przeciętny mężczyzna rozumie bowiem to, że on potrzebuje czasu dla siebie, jednakże kobieta… o, ta raczej powinna być zawsze wtedy, kiedy jej potrzebuje, a ponieważ niewiadomo kiedy to nastąpi, powinna czuwać i być do tego przygotowana w każdej chwili.  Dlatego tym bardziej od wczesnych chwil związku trzeba ich do tego przyzwyczajać, że potrzebujemy czasem być same.

Nakierowanie wyłącznie na innych ludzi, na świat zewnętrzny i bodźce stamtąd płynące niesie bowiem kilka niebezpieczeństw, które powodują zarówno obniżenie jakości życia bieżącego jak i źle wróżą na przyszłość. Pozbawiamy się przyjemności już teraz i narażamy na ból samotności i nudę w przyszłości.

Znajdź pomysł na bycie ze sobą

Nasza psychika ma tendencję do entropii, do poddawania się chaosowi, ruchom nieokreślonym i niecelowym. Tak dzieje się, kiedy ogarnia nas nuda, kiedy zbyt wiele bodźców uniemożliwia jakąkolwiek  koncentrację.  Jednakże mimo tej skłonności, preferujemy jednak stan, w którym w psychice jest określoność, jakiś ład, struktura. Część tej strukturyzacji pochodzi z codziennych rytuałów życiowych – troski o siebie i … innych. Ośmielam się tutaj twierdzić, że kobiety, które poświęcają dużo czasu na drobne, rutynowe zajmowanie się domem czy codzienną pielęgnację ciała, robią to często właśnie dlatego, że nie mają lepszego pomysłu na bycie ze sobą. W ten to sposób nadają swojemu działaniu i myśleniu strukturę.  Podobnemu celowi służy oglądanie telewizji – ona również w sposób niewymagający (niestety!) żadnego wysiłku.

Po rozstaniu z mężem, które zbiegło się z wydorośleniem dzieci niepotrzebujących już jej troski, Ewa mówi, że ratunkiem jest dla niej praca. „Lubię chodzić do pracy. Coś się dzieje, wiem, że potrafię robić to, czego ode mnie oczekują. Najgorzej jest w weekend. Jak już posprzątam, nie wiem co mam ze sobą począć.”  Pierwszym gestem Ewy po wejściu do domu jest włączenie telewizora. Często wyłącza go w nocy jedna z jej córek. Ewa za dużo również pije alkoholu. Inne kobiety też tak czasem robią – dostarcza on chwilowego wrażenia, że coś się w ich życiu dzieje.

I moja koleżanka, i inne podobnie czujące się  kobiety,  nie nauczyły się w toku swojego życia bycia ze sobą samą. Wszystko, co robiły narzucane było z zewnątrz, potrzebami środowiska.

Wyłącz telewizor!
A przecież czas spędzany ze sobą może dostarczać wspaniałego uczucia, w którym człowiek cieszy się tym, co robi, sprawia mu to wielką przyjemność,  a czasem nie zauważa wręcz mijającego czasu. Towarzyszy temu często wielkie skupienie, czasem uśmiech odzwierciedlający stan duszy,  a zawsze doznanie spokoju i harmonii lub delikatnego podniecenia.  Żeby jednak obudzić w sobie to zjawisko oprócz struktury potrzebnych jest kilka elementów – zadanie musi być celowe, musi mieć jakąś myśl przewodnią, musi być „po coś” i im więcej sensu posiada ten cel, tym lepiej.  Trzeba mieć umiejętności do robienia danej rzeczy, ale powstanie przepływu wymaga jednak pewnego wysiłku, starania. Chodzi o to, byśmy mieli poczucie wzrostu, rozwoju przy jednoczesnym wrażeniu adekwatności. Jest mnóstwo czynności, które z założenia są nagradzające – dają wrażenie przepływu.  Należą do nich czytanie, gry różnego rodzaju, zajmowanie się hobby, celowe słuchanie muzyki, ćwiczenia fizyczne czy zajmowanie się jakimś sportem, spisywanie swoich myśli, zabawa słowem, poezja, a także rozmyślanie na zadany temat.  Jednakże zajmowanie się tym w sposób  prowadzący do przepływu wymaga koncentracji, na tym co robimy. I zdolności do koncentracji w ogóle, której to często nie mamy w odpowiednim stopniu wytworzonej, gdyż zbyt wiele rzeczy robimy jednocześnie. Jednym z bardziej niszczących szansę na przepływ zjawisk jest wiecznie włączony i nadający „w tle” telewizor.

Za każdym razem jako młoda pani domu,  sprzątając starałam się coś zmieniać, dokładać, ulepszać, upiększać. Nie wiedziałam wówczas, że postępuję w myśl ustaleń co należy robić, by odczuwać przyjemność przepływu. Takie sprzątanie sprawiało mi przyjemność. Uwielbiałam wręcz przeprowadzki do nowych mieszkań, gdzie mogłam się wykazać nową aranżacja tych samych przedmiotów. Czułam, że tworzę. Gotowanie dostarcza mi również takich wrażeń. Kolory, kształty, zapachy, smaki, różnorodne kompozycje… Ależ to twórczość w najlepszym wydaniu. Tyle tylko, że żeby móc podchodzić do tego w taki sposób, nie można się spieszyć i robić tego, „bo trzeba”  po to choćby,  by mieć potem chwilę na oglądanie telewizji. Trzeba to potraktować jako czynność samą w sobie, z pełną koncentracją i smakowaniem bycia ze sobą.

Samotności można się nauczyć

Dlaczego niektóre kobiety nie potrafią być same i cieszyć się sobą podczas wykonywania różnorodnych zajęć. Myślę, że to dlatego iż nie wykształciły w sobie osobowości autotelicznej – szukającej sensu i nadającej go temu, co robią,  niezależnie od środowiska. Są zbyt proste, uzależnione od warunków zewnętrznych, często pomimo wyższego wykształcenia. Wszelką strukturę ich życia narzuca im zewnętrzność.
Dlatego uczmy się samotności, jej smakowania. Posiedźmy chwilę spokojnie na kanapie… Długą chwilę.

Iwona Majewska – Opiełka
psycholog, założycielka Akademii Skutecznego Działania,
trenerka liderów, tłumaczka,
autorka wielu książek, min.: „Czas kobiet”, „Droga do siebie”
prowadzi blog: www.majewska-opielka.pl

1 komentarz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.