Nowy planer w kratkę, aplikacja do zadań, kolorowe bloki w kalendarzu i wyłączone powiadomienia. Poniedziałek wygląda obiecująco. A w czwartek po południu zostaje już tylko siła, żeby bezmyślnie przewijać telefon na kanapie. Jeśli ten scenariusz brzmi znajomo, warto przyjąć niewygodną hipotezę: problemem prawdopodobnie nigdy nie był czas, ale zarządzanie energią. Coachowie słyszą to bardzo często – kobieta przychodzi po pomoc w organizacji dnia, a po dwóch spotkaniach okazuje się, że jej doba jest rozplanowana wzorowo i zupełnie pusta energetycznie.

zarządzanie energią a nie czasem

Godzina o siódmej i o dwudziestej pierwszej to nie ta sama godzina

W kalendarzu wyglądają identycznie. W praktyce trudno je porównać. Większość popularnych metod produktywności traktuje jednak każdą godzinę jak równorzędny zasób, stąd klasyczny błąd: najtrudniejsze zadanie trafia w wolne okienko, a nie tam, gdzie są siły, żeby je wykonać. Tymczasem energia nie jest metaforą. Składa się z kilku warstw – fizycznej (sen, jedzenie, ruch), poznawczej (liczba decyzji podjętych od rana), emocjonalnej (napięcia w relacjach, niewyjaśnione sprawy) i tej związanej z sensem, czyli z odpowiedzią na pytanie, po co w ogóle coś robisz. Każda wyczerpuje się w innym tempie i każda regeneruje się inaczej. Trzecia kawa nie pomoże, jeśli deficyt siedzi w emocjach.

Niewidzialna lista, która drenuje najmocniej

Dzień nie był fizycznie ciężki, spotkań było pięć, a wieczorem nie da się zdecydować, co zrobić na kolację. To typowy obraz zmęczenia decyzyjnego. Każdy wybór – od budżetu projektu po sformułowanie maila – pobiera środki z tego samego konta. U wielu kobiet dochodzi do tego mental load: pamiętanie o szczepieniu psa, prezencie dla teściowej, wywiadówce i braku mleka w lodówce. Nikt tego nie wpisuje do kalendarza, a kosztuje codziennie. Dlatego sensowna zmiana zaczyna się od ograniczenia drobnych decyzji, by zostawić przestrzeń na te naprawdę ważne. Dobrze tłumaczy ten mechanizm tekst o tym, na czym polega zarządzanie energią zamiast czasem i dlaczego sam kalendarz nie rozwiąże problemu przewlekłego zmęczenia.

Każde „tak” ma swoją cenę

Koleżanka prosi, żeby „tylko rzucić okiem” na jej prezentację. Szef dorzuca kolejny projekt. Znajoma dzwoni w niedzielę, bo potrzebuje się wygadać. Pojedynczo to drobiazgi, razem – stały wyciek energii. Jeśli deficyt wynika z braku granic, żadna technika planowania nie zadziała. Potrzebna jest asertywność w pracy i poza nią, rozumiana nie jako chłód czy konfrontacja, ale jako spokojne wyrażenie własnych możliwości. Przykład? „Rozumiem, że to pilne. Dziś nie dam rady, ale mogę spojrzeć na to jutro po południu”. Warto też pamiętać, że „nie” jest pełnym zdaniem – im więcej tłumaczeń, tym więcej pola do negocjacji.

Perfekcjonizm, czyli praca za dwie

Jest jeszcze jeden złodziej energii, rzadko nazywany po imieniu. To przekonanie, że sukces był przypadkiem, a lada chwila ktoś odkryje, że się „nie nadajesz”. Psycholożki Pauline Clance i Suzanne Imes opisały to zjawisko w 1978 roku, a dziś zna je chyba każda ambitna kobieta. Syndrom oszusta sprawia, że przygotowujesz się do spotkania trzy razy dłużej niż trzeba, nie delegujesz, bo „zrobisz to lepiej”, a pochwałę natychmiast bagatelizujesz. To ogromny koszt energetyczny, bo praca odbywa się podwójnie – raz na zewnątrz, raz w głowie, pod okiem surowego wewnętrznego krytyka. Paradoksalnie im więcej sukcesów, tym silniejszy bywa lęk przed zdemaskowaniem.

Dwa tygodnie obserwacji, zanim cokolwiek zmienisz

Zamiast od razu przebudowywać grafik, lepiej najpierw zebrać dane. Wystarczy przez czternaście dni notować odpowiedzi na kilka pytań:

  • po jakich czynnościach czujesz się naładowana, a po jakich pusta – często ładują rzeczy trudne, a wyczerpują pozornie łatwe;
  • o której naprawdę myślisz najjaśniej, a nie o której „powinnaś”;
  • które relacje oddają energię, a które ją zabierają – to pytanie zwykle budzi największy opór;
  • ile razy w tygodniu robisz coś, czego sens rozumiesz i akceptujesz.

Pomocne bywają też narzędzia diagnostyczne, takie jak badanie talentów Gallupa czy test osobowości BIG FIVE. Pokazują one na przykład, czy regenerujesz się wśród ludzi, czy w samotności – a to zmienia cały plan dnia.

Regeneracja to nie nagroda za odhaczoną listę

„Odpocznę, jak skończę” to zdanie, po którym odpoczynek zwykle nie nadchodzi, bo lista nigdy się nie kończy. Regenerację planuje się przed wyczerpaniem, tak jak tankuje się auto przed zapaleniem kontrolki. Nie musi to być weekend w spa. Kwadrans spaceru bez telefonu po trudnym spotkaniu, obiad zjedzony przy stole zamiast nad klawiaturą, wieczór bez służbowych maili – małe przerwy wplecione w dzień działają lepiej niż jeden długi urlop raz w roku. Jeśli trudno samodzielnie wyjść z tego schematu, warto sięgnąć po wsparcie. W Katowicach i online pracuje z tym Magdalena Stokłosa – certyfikowana coach i certyfikowana trenerka Radykalnego Wybaczania metodą Colina C. Tippinga. Łączy klasyczne narzędzia coachingowe z pracą nad blokującymi przekonaniami oraz neurografiką, która wspiera budowanie nowych połączeń neuronowych i nawyków. Sesje online łatwo zmieścić między obowiązkami, a praca zaczyna się od sprawdzenia, gdzie naprawdę ucieka energia. Pierwsza, półgodzinna rozmowa zapoznawcza jest bezpłatna.

Ważne: coaching nie zastępuje konsultacji medycznej ani psychoterapii. Przewlekłe zmęczenie może mieć przyczyny zdrowotne, np. niedobór żelaza, zaburzenia tarczycy czy depresję, dlatego warto najpierw wykluczyć je u lekarza.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.