„Stań się najlepszą wersją siebie”. To jedno z najpopularniejszych haseł współczesnego rozwoju osobistego. Słyszymy je w podcastach, czytamy w mediach społecznościowych, spotykamy na okładkach poradników. Problem w tym, że dla wielu osób staje się ono kolejnym źródłem presji.

Monika Hebda, socjolog i terapeuta holistyczny, towarzyszy ludziom w procesie powrotu do siebie, pracuje z osobami, które chcą odzyskać kontakt z własną wewnętrzną prawdą. Proponuje inną perspektywę, zwracając uwagę na to, kim jesteśmy poza historią o sobie i jak odróżnić głos lęku od głosu prawdy.
Pułapka samorozwoju
Wiele osób trafia na ścieżkę rozwoju osobistego z potrzeby zmiany. I jest to zrozumiałe, zwłaszcza gdy mamy problem z relacjami, poczuciem sensu, poszukiwaniem celu w życiu. Chcemy sobie na tych polach lepiej radzić. Jednak po pewnym czasie może się okazać, że rozwój zamienia się w niekończący się projekt naprawiania siebie.
„Nie potrzebujemy stawać się kimś innym, lecz przypomnieć sobie, kim byliśmy przed wszystkimi oczekiwaniami, rolami i wyobrażeniami na własny temat. Jeśli tak nieustannie mamy stawać się kimś więcej, to nie znajdziemy przestrzeni, by spotkać się z tym, kim jesteśmy teraz. Zatem problem nie polega na tym, że jesteśmy niewystarczający, lecz na tym, że oddaliliśmy się od samych siebie. Rozwój zakłada ruch od „gorszego” do „lepszego”, a może zdejmijmy z siebie to, co nie jest nasze bez niepotrzebnego porównywania się. Odpowiedzmy sobie na pytanie, kim właściwie jestem, gdy przestaję próbować stać się kimkolwiek? Ciągle się doskonaląc sprawiamy, że pod powierzchnią często kryje się przekonanie, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy i musimy się zmienić. Nie uważam, że człowiek musi stać się kimś innym. Widzę raczej, jak przez lata nakładamy na siebie kolejne warstwy tego, kim powinniśmy być. A potem przychodzi moment, w którym zaczynamy pytać: kim jestem pod tym wszystkim? I właśnie tam zaczyna się prawdziwe spotkanie ze sobą” – mówi Monika Hebda, socjolog i terapeuta holistyczny.
Terapeutka zwraca uwagę, że prawdziwa zmiana nie zaczyna się od walki ze sobą, ale od spotkania ze sobą. Nie od poprawiania własnej natury, lecz od jej poznawania i pojmowania. Nie chodzi o to, aby się nie rozwijać. Rozwój wydarzy się sam, kiedy przestaniemy od siebie uciekać.
Powrót do siebie zamiast ucieczki
Żyjemy w obecnych czasach bardzo szybko. Skupiamy się na zadaniach, rolach społecznych i oczekiwaniach innych ludzi. Z czasem możemy stracić kontakt z tym, co naprawdę czujemy i czego potrzebujemy. Ale przede wszystkim kontakt z tym, kim jesteśmy. Żyjemy według nie swoich reguł, wbrew sobie.
„Przez lata uczymy się funkcjonować według zasad, które przejmujemy od rodziny, otoczenia i kultury. Przyjmujemy role, spełniamy oczekiwania, realizujemy kolejne cele. Niekiedy tak skutecznie dostosowujemy się do świata, że tracimy kontakt z własnym wewnętrznym kompasem. Powrót do siebie nie polega na odrzuceniu świata ani wycofaniu się z życia. To raczej zatrzymanie się na tyle, by usłyszeć to, co od dawna próbuje przebić się przez hałas codzienności. To przypominanie sobie, kim jesteśmy pod warstwami ról, przekonań i oczekiwań. Nie przez analizowanie siebie, lecz przez obecność. Powrót do siebie nie oddziela nas od świata. Przeciwnie. Dopiero gdy jesteśmy zakorzenieni w sobie, możemy naprawdę spotkać drugiego człowieka i uczestniczyć w życiu w sposób autentyczny” – tłumaczy Monika Hebda.
Zacznij od uważności
Uważność stała się w ostatnich miesiącach bardzo trendującym zjawiskiem. To dobrze. Tak bardzo tracimy kontakt z samym sobą, że musimy świadomie i celowo trenować uważność. Uważnie jeść, spacerować, rozmawiać z drugim człowiekiem bez zerkania na telefon. Robić jedną rzecz na raz.
„Nie chodzi o to, by nieustannie obserwować siebie i coś w sobie poprawiać i na siłę być uważnym. Chodzi raczej o odzyskanie zdolności bycia obecnym wobec własnego doświadczenia. Gdy zatrzymujemy się na chwilę i naprawdę słuchamy, zaczynamy dostrzegać nie tylko swoje myśli i emocje, ale także przestrzeń, która jest od nich głębsza. To właśnie z niej rodzi się większa jasność, spokój i kontakt ze sobą” – dodaje Monika Hebda.
Obecność i uważność zwiększają efektywność życia. Obecność jest wartością samą w sobie. Nie po to, by być bardziej odpornym. Nie po to, by podejmować lepsze decyzje. Ale po to, by naprawdę być.
Wewnętrzny krytyk nie mówi prawdy
Wiele osób żyje pod nieustannym nadzorem wewnętrznego krytyka. Głosu, który ocenia, porównuje i przypomina o wszystkich niedoskonałościach. Mówi nam, że mamy bardziej się starać, że inni radzą sobie lepiej, mają więcej, są bogatsi, szczęśliwsi, osiągnęli więcej.
„Wewnętrzny krytyk potrafi być bardzo przekonujący. Przez lata słyszymy jego głos tak często, że zaczynamy wierzyć, iż mówi prawdę o nas. Tymczasem najczęściej opowiada historię zbudowaną z lęku, porównań i dawnych doświadczeń. Powrót do siebie polega między innymi na rozpoznaniu, że nie każdy głos, który słyszymy w swojej głowie, jest naszym głosem. Gdy zaczynamy to dostrzegać, pojawia się przestrzeń na większą łagodność, zrozumienie i prawdziwe spotkanie ze sobą” – tłumaczy terapeutka.
Niezwykle ważne jest współczucie dla samego siebie. Współczucie, które jest naturalną konsekwencją zobaczenia prawdy, życzliwej obecności wobec własnych trudności. Bo kiedy naprawdę widzimy własne zranienia, lęki i historię, trudno odpowiadać na nie dalszą surowością. To właśnie w tej przestrzeni pojawia się możliwość autentycznej zmiany.
Nie stawaj się kimś innym. Odkryj, kim jesteś
Paradoksalnie największa transformacja często nie polega na stawaniu się kimś nowym. Polega na zdejmowaniu kolejnych warstw oczekiwań, lęków i przekonań, które oddzielają nas od własnej natury.
„To prawda w nas, o nas samych. Odpowiedzi, których szukamy na zewnątrz, bardzo często znajdują się bliżej, niż przypuszczamy. Trzeba tylko zatrzymać się na tyle, by usłyszeć to, co od dawna jest w nas obecne. Nie próbujmy być kimś innym. Prawda o nas nie wymaga ulepszania” – dodaje Monika Hebda.
Być może więc nie potrzebujesz kolejnej instrukcji, jak stać się lepszą wersją siebie. Być może potrzebujesz zatrzymać się na chwilę i zapytać: kim jestem, kiedy przestaję spełniać oczekiwania innych? Właśnie tam zaczyna się droga do wewnętrznej prawdy. I właśnie tam odsłania się człowiek, którym byłeś od zawsze.
Bo nie chodzi o to, by stać się kimś więcej. Chodzi o to, by przestać oddalać się od tego, kim jesteśmy.