Trzydziestopięcioletnia Marta Gryczko pracuje w banku, a w wolnym czasie uprawia ultrakolarstwo. Dwukrotnie ukończyła Maraton Północ-Południe, z czego w jednym z nich zdobyła 1. miejsce w kategorii kobiet. Wśród jej sportowych sukcesów jest zdobycie 1. miejsca w kategorii Open w Pucharze Polski Ultramaratonów Kolarskich. O swojej pasji będzie wkrótce opowiadać podczas BIKE EXPO – Narodowy Test Rowerowy 2025.

Marta Gryczko
fot: bite.of.me

Sylwia Skorstad: Wyobraź sobie, że masz pod ręką rower. Już? Teraz zdefiniuj proszę przymiotniki „daleko” i „blisko”.

Marta Gryczko: To dobre pytanie! Blisko jest na przykład Drezno, które odwiedziłam w miniony weekend. Jeśli chodzi o moje weekendowe wyprawy rowerowe, to granica słowa „daleko” znajduje się gdzieś po pięćsetnym kilometrze. Zwykle planuję co najmniej trzystupięćdziesięciokilometrowe wycieczki, jadę sobie na przykład do Wrocławia albo okrężnie do Białegostoku. Chyba każdemu, nie tylko miłośnikom sportu, definicje zmieniają się z wiekiem. Kiedy byłam mała, to mój rodzinny Grójec zdawał mi się dużym miastem. Teraz mogłabym je przebiec w kilkanaście minut albo przejechać rowerem w kilka. „Daleko” jest dużo dalej niż kiedyś.

Sylwia Skorstad: A wyścigi rowerowe, w których uczestniczysz? Ile kilometrów musi mieć rajd, by w twoim słowniku zasłużył na miano długiego?

Marta Gryczko: Krótkie wyścigi to takie po pięćset-sześćset kilometrów, a długie to więcej niż tysiąc kilometrów.

Sylwia Skorstad: Przeczytałam o tobie, że jeszcze w 2018 roku nie umiałaś jeździć na rowerze, a teraz uprawiasz ultrakolarstwo, pokonując rocznie nawet po czterdzieści tysięcy kilometrów. Czy odkąd wsiadłaś na rower twój świat się skurczył, czy raczej rozrósł?

Marta Gryczko: Kiedyś bałam się pojechać rowerem nawet na bulwary. Teraz świat jest w zasięgu ręki, szczególnie Polska. Żeby znaleźć w kraju nową, ciekawą trasę, muszę dłużej pomyśleć, bo w wielu miejscach już byłam. Wielką zaletą jazdy na rowerze jest jednak to, że każdy zakątek można odkrywać na nowo. Zmieniają się pory roku, krajobrazy, pogoda, zawsze można spojrzeć na wszystko z innej strony, bo rower daje dużo swobody. Mnie najbardziej cieszy sama jazda, to, że mogę zobaczyć na przykład wschód albo zachód słońca. Bywa, że jest tak pięknie, iż w jednym miejscu można by zrobić dziesiątki zjawiskowych zdjęć, ale warto jechać dalej, bo za kolejnym pagórkiem może być jeszcze bardziej malowniczo.

Przed odkryciem, ile radości daje mi jazda rowerem, nie lubiłam podróżowania. Nudziło mnie odwiedzanie miast i kręcenie się po nich bez celu. Teraz mam wrażenie, że doświadczam każdego miejsca wszystkimi zmysłami, mogę się nimi w pełni cieszyć.

Sylwia Skorstad: Co jeszcze zmieniło się w twoim życiu, odkąd odkryłaś ultrakolarstwo?

Marta Gryczko: Rzadziej narzekam. Nie przeszkadzają mi drobne niedogodności, na przykład pogoda. Nie potrzeba mi luksusów, każdy posiłek dobrze smakuje i każde miejsce do spania jest wystarczająco wygodne. Wiele z tego, czego nauczyłam się na rowerze, mogę przenosić na inne strefy życia. Mam wrażenie, że bardziej doceniam to, co ważne i jestem ogólnie bardziej zadowolona niż wcześniej.

Sylwia Skorstad: Rozumiem, że nie o liczby w twojej pasji chodzi, ale one robią wrażenie. Czy możesz wykazać się brakiem skromności i opisać swoje niektóre dokonania rowerowe liczbach?

Marta Gryczko: Moja najdłuższa nieprzerwana jazda trwała czterdzieści dziewięć godzin, było to podczas Maratonu Północ-Południe. Pokonałam wtedy tysiąc dziesięć kilometrów, mając na trasie ponad osiem tysięcy metrów przewyższenia, zatem nie była to płaska trasa. Podczas sześciodniowego wyścigu Race Through Poland przejechałam tysiąc pięćset kilometrów. Teren nie był łatwy i pamiętam, że spałam wtedy w sumie dwanaście godzin. W czasie wyścigu byłam skupiona, skoncentrowana na doznaniach na trasie i szczęśliwa. Może to zabrzmi dziwnie, ale pamiętam, że trochę obawiałam się wracać do domu, a raczej do codzienności, która bywa o wiele bardziej skomplikowana niż długodystansowa jazda rowerem. Kiedy jadę, to wszystko jest proste, mogę się skupić na sprawach podstawowych, czyli potrzebach swojego organizmu oraz jasnym celu. Wydaję się wtedy sobie najbardziej prawdziwa, mogę zostawić za sobą rzeczy, które na co dzień urastają do dużej rangi, ale w rzeczywistości mają niewielkie znaczenie.

Sylwia Skorstad: Chyba wiem, co masz na myśli. Zakończeniu ważnych wyzwań sportowych, do których długo się przygotowywaliśmy, chyba zawsze towarzyszy smutek, że to już koniec przygody, która mimo swojej karkołomności urzekała prostotą. Co jest dla ciebie najfajniejsze w długodystansowych jazdach na rowerze?

Marta Gryczko: Właśnie to, jak umysł staje się wtedy klarowny. To jest jak rodzaj oczyszczenia dla duszy. Znika myślenie o drobiazgach – zakupy, dom, praca – to wszystko zostaje w tyle. Zostaję ja i to, co znajduje się za najbliższym zakrętem. Jeśli jedzie się z kimś, to dochodzi jeszcze aspekt towarzyski. Znalezienie odpowiedniego partnera do jazdy rowerem jest na pewno łatwiejsze niż na przykład partnera do biegania, łatwiej jest wtedy znaleźć wspólne tempo oraz okazję do rozmowy, ale wciąż to wiele kompromisów, które należy wspólnie wypracować.

Sylwia Skorstad: Który moment podczas długiej jazdy lubisz zwykle najbardziej?

Marta Gryczko: Chyba ten, gdy zaczynam. Mam wszystko spakowane, przygotowania, treningi i zakupy są za mną, teraz wszystko się zaczyna. To wspaniałe uczucie. A może chodzi o to, że te momenty najlepiej pamiętam? Rzadko na mecie potrafię poskładać cały wyścig w jedną historię, w moim umyśle pozostaje głównie dobry vibe, ale poszczególne etapy to fragmenty, które trudno ułożyć w całość, a nawet umiejscowić na osi czasu.

Sylwia Skorstad: A który moment lubisz najmniej? Co jest najtrudniejsze w długodystansowej jeździe na rowerze?

Marta Gryczko: Radzenie sobie ze zmęczeniem. Najtrudniej jest zimą, nie można wtedy zatrzymać się na „power napa” gdzieś na przystanku autobusowym, bo nawet jeśli masz ze sobą śpiwór, to i tak zmarzniesz. Ciągle szukam sposobu na to, jak walczyć z sennością, ale żadnego pewnego nie znalazłam. Na jednym z wyścigów dojechałam kiedyś na drugim miejscu, choć długo prowadziłam. Pod koniec dopadła mnie senność, inna zawodniczka miała wtedy większe rezerwy i wygrała. Jednocześnie wiem, że nie mogę przedkładać wyników nad bezpieczeństwo. Pamiętam, jak kiedyś podczas wyścigu na ostatnich kilometrach kierowcy wyprzedzali mnie „na gazetę”, a ja myślałam sobie: „Omijalibyście mnie ostrożniej, gdybyście wiedzieli, że nie spałam od czterdziestu ośmiu godzin”. Wiem, że nie mogę przesadzić, bo jeśli zasnę, to mogłabym być realnym zagrożeniem dla siebie i innych, a to ostatnie, czego bym chciała.

Sylwia Skorstad: Jaki cel rowerowy postawiłaś sobie na ten rok?

Marta Gryczko: The Transcontinental Race, wyścig szosowy z Santiago de Compostela do miejscowości Constanta w Rumunii. Trasa liczy około pięciu tysięcy kilometrów. Cieszę się na to wyzwanie i jednocześnie stresuję, bo 27 lipca będzie gorąco. O tym, jak się jeździ w upałach przekonałam się już nieraz, dosłownie na własnej skórze.

fot: Michał Chrostowski

Sylwia Skorstad: Powodzenia, będę ci gorąco kibicować na Stravie! Zanim jednak to się stanie, to 5 kwietnia będzie cię można spotkać w Warszawie na imprezie BIKE EXPO – Narodowy Test Rowerowy 2025. Co będziesz tam robić?

Marta Gryczko: Razem z Remkiem Siudzińskim będziemy mówić o ultrakolarstwie. To dla mnie okazja, by przekazać szerszej publiczności, że przygodę ze sportem można zacząć w każdym wieku. Nie trzeba trenować od dziecka, aby mieć radość z jazdy i osiągać wyniki, to przygoda na każdy etap życia. Mając dwadzieścia pięć lat nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi powiedział, że kiedyś wykręcę na rowerze czterdzieści tysięcy kilometrów rocznie. Będę też mówić o tym, aby nie koncentrować się na liczbach, to niepotrzebne i czasem nas blokuje. Chcesz zrobić swoje pierwsze sto lub dwieście kilometrów na rowerze? Bierz rower i zrób najpierw dziesięć albo dwadzieścia, ciesz się wiatrem, słońcem i sobą. Jeśli to ci się spodoba, to duże liczby same przyjdą. Tylko pierwszy krok bywa trudny, może szczególnie dla kobiet. Z moich obserwacji wynika, że kobiety częściej od mężczyzn obawiają się zacząć robić coś, w czym nie są jeszcze dość dobre. Tymczasem nie da się zacząć z gwarancją sukcesu. Nie ukończysz wyścigu? Nie zrealizujesz celu? To dobrze, nauczysz się dzięki temu, jak przygotować się lepiej i będziesz mieć kolejną okazję na wyruszenie w nieznane, żeby poznać nie tylko właśnie to, co nieznane, ale przede wszystkim, by jeszcze lepiej poznać samego siebie!

No Comments Yet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.