Nowy thriller kryminalny Harlana Cobena „Nie ma głupich” ma niespodziewanego bohatera w roli głównej. Detektyw Kierce miał do wygłoszenia kilka zdań, a ostatecznie dostał całą książkę.
Tekst: Sylwia Skorstad

Były policjant Sami Kierce nie jest typowym człowiekiem sukcesu. W wyniku popełnionych przez siebie błędów stracił pracę w policji i zarabia jako nauczyciel kursu detektywistycznego dla osób zainteresowanych prawdziwymi zbrodniami. Wykonuje też różne zlecenia śledcze, ale raczej w ramach usług barterowych niż wynagrodzenia. Choć się nikomu nie skarży, to ledwie wiąże koniec z końcem. Nie czuje się jednak nieszczęśliwy. Najlepsze, co mu się w życiu przytrafiło, to żona i malutkie dziecko. Mając ich, czuje się bogaty.
Sami wierzy w otwartość w związku i dlatego wyznał żonie każdy swój sekret. Z wyjątkiem jednego. Przed ponad dwudziestoma laty, kiedy zaraz po szkole średniej pojechał z kolegami do Europy, poznał tam piękną dziewczynę. Ich romans trwał kilka dni, aż do poranka, kiedy odurzony narkotykami obudził się obok jej zakrwawionego ciała. Uciekł z miejsca zdarzenia, ale mentalnie nigdy się od niego nie uwolnił. Pewnego dnia jednak kobieta z przeszłości, którą uważał za martwą, pojawiła się na jego kursie…
Bohater, który skradł historię
Taka historia rzadko się pisarzom zdarza. „Nie wiem, czy ktokolwiek wcześniej coś takiego zrobił, ja na pewno nie” – powiedział Harlan Coben w wywiadzie udzielonym „Time”. Chodzi o niezwykły awans mało znaczącej postaci na głównego bohatera w wyniku wyjątkowo inspirującej kreacji telewizyjnej. Sami Kierce wdarł się przebojem do wyobraźni widzów i skradł historię dla siebie, choć teoretycznie miał siedzieć cicho w kącie i robić notatki.
Wszystko zaczęło się od powieści „Już mnie nie oszukasz”, w której na kilka scen pojawił się poboczny bohater, detektyw Roger Kierce. W serialu Neftlixa nakręconym na podstawie tej książki zagrał go brytyjski aktor o pakistańsko-kenijskich korzeniach, Adeel Akhtar. To on wpadł na pomysł, by zmienić postaci imię. Miał powiedzieć „To wcale nie jest Roger, będę nazywał się Sami”. Książkowy pierwowzór był tak mało znaczący, że w końcu uznano, iż nikt nie zwróci uwagi na zmianę imienia. Akhtar zagrał jednak Samiego tak spektakularnie, że Coben postanowił poświęcić mu kolejną powieść. Twierdzi, że sam chciał się przekonać, co ten facet jeszcze wymyśli. Od postaci brawurowo zagranej przez Akhtara nie dało się oczu oderwać. Podobnie jest w poświęconej mu powieści.

„Sto tysięcy dolarów, panie i panowie
W pogoni za kobietą, której kiedyś najwyraźniej jednak nie zamordował, Sami trafia na bajecznie bogatą rodzinę. Na pewnym etapie „Nie ma głupich” dostaje od niej propozycję wynagrodzenia stu tysięcy dolarów za utrzymanie w sekrecie mającej się odbyć rozmowy. Nie wie, co zostanie powiedziane, ale (jak powtarza trzy razy), to sto tysięcy dolarów, panie i panowie. Treść rozmowy zamienia go ze ściganego w ścigającego. Zaintrygowani? No pewnie! Coben wie, jak przykuć uwagę czytelników. Jak to zwykle u niego, w grę wchodzą sekrety z przeszłości i skomplikowane relacje między najbliższymi sobie ludźmi.
Kierce zasługiwał na swoją historię i dobrze, że ją dostał, bo czas szybko płynie w jego towarzystwie. Facet nie zadziera nosa, szczerze mówiąc, to mógłby mieć o sobie nieco lepsze zdanie. Potrafi się opisać w taki sposób: „Obaj są wysokimi mężczyznami i kiedy stoję między nimi, wyglądamy jak wykres słupkowy przedstawiający nagłe tąpnięcie w gospodarce.” Miewa ciekawe, rodzinne tradycje i mądrości życiowe. Za przykładem ojca namawia na przykład, by zawsze pamiętać, że kogokolwiek spotykasz, czy to człowieka młodego, starego, bogatego czy biednego, to ta osoba ma nadzieje i marzenia. Jest czymś więcej, niż obserwujemy na pierwszy rzut oka.
Sami ma też rodzinne powiedzonka, na przykład to, którego jego ojciec używał wobec ludzi chciwych: „nie można siedzieć jedną dupą na dwóch koniach”. Czy pragnienie rozwiązania kłopotów materialnych rodziny zawiedzie go za daleko? Przekonajcie się, nudno nie będzie.
Harlan Coben, „Nie ma głupich”, Wydawnictwo Albatros