„Lodowa pułapka” to thriller sensacyjny, do czytania którego przyda się podwójna dawka herbaty z cytryną oraz wyjątkowo gruby koc.
Tekst: Sylwia Skorstad

Amerykański podwodny statek badawczy w pływającej górze lodowej odkrywa trudne do wytłumaczenia anomalie. Nie dość, że zanurzony pod powierzchnią wody lód zawiera zorganizowane struktury, to jeszcze wydaje się, że panuje w nich ruch. Wkrótce okazuje się, że w olbrzymiej bryle lodowej znajduje się wielopiętrowa stacja badawcza, którą zbudowali, a następnie z jakiegoś powodu opuścili radzieccy naukowcy. Coś jednak zostało na miejscu, przynajmniej tak twierdzą zaawansowane instrumenty.
Odkrycie wywołuje niespodziewane konsekwencje. Do dryfującej stacji lodowej w trybie pilnym zmierzają Amerykanie i Rosjanie, żołnierze, naukowcy, agenci i dziennikarze. Każda ze stron ma śmiertelnie poważne, tajne i wzajemnie wykluczające się plany. Niektórzy członkowie załóg również zamierzają przy okazji zrealizować własne misje. Może się jednak okazać, że to co, kryje się we wnętrzu stacji, okaże się dla wszystkich zaskoczeniem.
Jeden wątek przez drugi
„Lodowa pułapka” to jedna z tych powieści, które najlepiej jest przeczytać szybko, bo inaczej można się zgubić. Dużo tam przeplatających się ze sobą wątków, bohaterów i perspektyw. W jednym rozdziale czytelnik znajduje się na pokładzie rosyjskiej łodzi podwodnej, w innym siedzi w ostrzeliwanym samolocie, by za chwilę przenieść do sunącego po lodzie pojazdu śnieżnego. Co i raz ktoś do kogoś strzela, prowadzi zaszyfrowane rozmowy na najwyższym szczeblu albo przed kimś lub przed czymś ucieka. W tym zamarzniętym piekle trudno się nudzić.
Rollins eksploruje w tej powieści swoje ulubione wątki. W wywiadzie dla „thenerddaily.com” powiedział: „Zacząłem swoje życie zawodowe jako weterynarz. Przez piętnaście lat prowadziłem szpital w Sacramento, aż wreszcie moje hobby pisania przerodziło się w nową ścieżkę kariery. Mam teraz na koncie ponad czterdzieści powieści, z których wiele stało się bestsellerami New York Timesa. Nigdy jednak nie porzuciłem całkowicie mojej miłości do nauki, medycyny i zwierząt.”
Niektóre sceny „Lodowej pułapki” to migawki z kariery weterynarza, wiele zaś świadczy o tym, że autor poważnie podchodzi do zagadnień naukowych. Bywa, że nagina fakty na potrzeby akcji, ale miłośnicy thrillerów są mu to w stanie wybaczyć.

Zimna wojna
W tej książce James Rollins zabiera czytelnika na zimną wojnę, a raczej jej nową odsłonę w alternatywnym wydaniu. „Lodowa pułapka” to typowa powieść akcji, w której dużo i szybko się dzieje, a czytelnik nie ma czasu na zastanawianie się, czy aby na pewno wszystko ma sens. Liczą się bowiem emocje, a tych nie brakuje.
Zdaniem Rollinsa głównym celem literatury faktu jest przekazywanie informacji, a najważniejszym celem beletrystyki jest przekazywanie emocji. Jak twierdzi, wciąż uczy się robić to umiejętnie. Zależy mu na tym, by czytelnik dobrze się bawił. Gdy pisze powieść sensacyjną, to chce, byśmy czuli się jak nowe wersje Indiany Jonesa i jego przyjaciół. Każdego wieczoru czyta i notuje, jak inni autorzy wywołują silne reakcje emocjonalne.
Czy ta nauka nie idzie w las, można sprawdzić samemu, czytając „Lodową pułapkę”. To powieść w sam raz na pożegnanie zimy.
James Rollins, „Lodowa pułapka”, Wydawnictwo Albatros