Zastanów się, ile razy słyszałaś prośbę, byś „nie brała tego do siebie”, czyli nie traktowała czegoś osobiście. Czy chociaż raz ten apel podziałał uspokajająco i pomógł przełknąć rozczarowanie? Raczej nie i są ku temu powody.

 Tekst: Sylwia Skorstad

kobieta w pracy
fot: Pixabay

„Uważam, że to głupie, iż traktujesz to osobiście” – usłyszałam niedawno od rozmówczyni i poczułam, jak budzi się we mnie złość. Nie potrafiłam jeszcze wyjaśnić, dlaczego ten komentarz wywołał we mnie frustrację, ale rozpoznałam samą emocję. To rodzące się gdzieś w brzuchu uczucie ostrzega mnie za każdym razem, gdy mam wrażenie (bo jeszcze nie „dochodzę do wniosku”), że ktoś rości sobie prawo do twierdzenia, iż wie lepiej ode mnie, jak powinnam się czuć. Traktuję to, a jakże – osobiście – jako próbę naruszenia mojej autonomii.

Nie chodzi o niechęć

Co ma wyrażać „nie bierz tego osobiście”? Zwykle za komunikatem stoi deklaracja, że konkretne rozstrzygnięcie nie zostało wymierzone przeciwko tobie lub nie zostało podyktowane niechęcią do ciebie. Ktoś czegoś nie daje lub coś zabiera albo ogranicza, na przykład awans, nagrodę lub możliwość i tłumaczy, że wynika to z obiektywnych okoliczności. Najczęściej nie ma złych intencji, prosząc o to, co ze swojej perspektywy nazywa obiektywizmem. „Nie bierz tego osobiście” ma często oznaczać, iż ktokolwiek inny byłby na twoim miejscu, doświadczyłby tego samego. Jednak nawet, gdyby tak właśnie było, ten ktoś zapewne miałby wciąż prawo mieć do wydarzenia osobisty stosunek, prawda?

Nad tym, czego nie należy traktować osobiście, a co można lub wręcz się powinno, zastanawia się wiele osób. Na angielskojęzycznym portalu „Psychology Today” to hasło daje ośmiostronicową listę artykułów, fraza wyszukiwana po polsku kieruje do niezliczonych wpisów różnych psychologów. Kwestię rozważało między innymi polskie „Zwierciadło”, natomiast amerykański „New York Times” opublikował aż czternaście artykułów na ten temat.

Gdy „zbyt osobiście” jest symptomem

Bywa, że traktowanie czegoś zbyt osobiście jest symptomem. Może być to na przykład jedno z zachowań prezentowanych przez osoby o cechach narcystycznych. Narcyz może potraktować osobiście nawet fakt, że spóźnił się na autobus albo że w sklepie obuwniczym nie ma akurat modelu butów w jego rozmiarze.

Zrozumienie, iż świat nie kręci się wokół nas, przychodzi z wiekiem. Nie jest naturalne dla niemowląt i małych dzieci. Szwajcarski psycholog Jean Piaget, pionier psychologii rozwojowej, wykazał, że małe dziecko patrząc na obrazek wierzy, że dorosły po drugiej stronie stołu widzi dokładnie to samo, co ono (chociaż dorosły widzi obrazek do góry nogami). Częścią naszego rozwoju intelektualnego i emocjonalnego jest stopniowe zrozumienie, że nie zawsze widzimy to samo, co ktoś inny.

Zdolność do rozpoznawania, że ​​ktoś ma inną perspektywę od naszej, nie jest tym samym, co empatia. Choć wydaje się to oczywiste, to oddzielenie własnego doświadczenia od cudzego jest skomplikowane. Kto ma z tym problemy, ten faktycznie, nawet jako dorosły, może brać rzeczywistość zbyt osobiście. Zdecydowanie można brać kwestie nie związane z własną osobą zbyt osobiście, ale w takich przypadkach apel o „nie branie tego do siebie” nie rozwiąże problemu.

„Ja nie traktuję, to i ty nie traktuj”

Nie znaczy to jednak, że wszystko powinniśmy traktować, tak, jakby w ogóle nas nie dotyczyło, to niemożliwe. Jesteśmy osobami i działania innych wywołują w emocje, tym bardziej, że często mają konkretne skutki. Granica między podchodzeniem do życia zbyt osobiście i bezosobowo jest co prawda cienka, ale da się ją nakreślić. Weźmy na przykład przykre słowa: „jesteś niedobra” albo „wyglądasz szkaradnie”. Nic miłego, prawda? W przypadku, gdybyś usłyszała to na przykład od wkurzonego przedszkolaka albo pacjenta z niesprawnością intelektualną, to branie tych słów osobiście należałoby uznać za nierozsądne. Gdyby komunikat pochodził jednak od kogoś w pełni zdolnego do oceny możliwych konsekwencji tych słów, nierozsądnym byłoby go zignorować i nie zastanowić się, czy było w nim coś osobistego.

Jednocześnie cześć psychoterapeutów, na przykład doktor Claire Jack, terapeutka z Edynburga, zaznacza, że w niektórych przypadkach to apelowanie do innych o brak osobistego stosunku jest symptomem. To jedna ze strategii stosowana przez gaslighterów.

Apel o niebranie rzeczy do siebie bywa manipulacją. Gdy przekonujemy kogoś by „nie traktował tego osobiście”, to możemy raczej wyrażać, że nie jesteśmy gotowi na jego emocjonalną reakcję niż to, że w naszym zachowaniu nie byłoby nic takiego, co mogło w nim tę reakcję wywołać. Często ten apel bywa deklaracją: „ja nie traktuję tego osobiście, bo mnie to nie obchodzi, więc nie chcę, żebyś ty traktował to osobiście”. Rzecz w tym, że nawet jeśli coś nie obeszło osobiście decydenta, to może obejść adresata decyzji.

Znaleźć lepsze słowa

„Nie bierz tego do siebie” zdarza nam się mówić wtedy, gdy jesteśmy zaskoczeni czyjąś reakcją na kwestię, która nam zdawała się neutralną. Mogło nam się tak zdawać albo dlatego, że faktycznie było to coś neutralnego, albo dlatego, że poświeciliśmy zbyt mało uwagi na przemyślenie, co to będzie oznaczać dla drugiej osoby. W każdym z tych przypadków apel o nie branie rzeczy do siebie ma małą szansę powodzenia, raczej zaostrzy atmosferę niż ją uspokoi.

Zamiast „nie bierz tego do siebie” lepiej wybierz takie słowa, które nie podważają kompetencji emocjonalnych rozmówcy ani jego prawa do samodzielnego decydowania, jak ma się czuć z danym rozstrzygnięciem. Zamiast dewaluować czyjeś emocje, postaraj się je zauważyć i potwierdzić – zwykle da to lepszy rezultat. „Nie bierz tego osobiście” lepiej jest unikać za każdym razem, gdy zwracamy się do osoby.

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.