„Zostań ze mną” to efekt współpracy mistrza romantycznych historii ze znanym scenarzystą i reżyserem thrillerów filmowych. Choć to historia jakich wiele, jest skazana na sukces.
Tekst: Sylwia Skorstad

Tate Donovan, architekt z Nowego Jorku, po epizodzie depresyjnym i pobycie w szpitalu powraca do pracy. Motywowany przez przyjaciela ma zaprojektować mu dom marzeń. Wybiera się w jego okolice, czyli na malowniczy półwysep Cape Cod w stanie Massachusetts, aby lepiej wczuć się w atmosferę miejsca i na bieżąco konsultować szczegóły prac nad projektem.
W zabytkowym pensjonacie, gdzie chciał w spokoju pracować, spotyka intrygującą kobietę. Choć widzi ją po raz pierwszy, zwierza się jej z niedawnych kłopotów ze zdrowiem. Wyznaje, iż jego nastrój znacznie pogorszył się po śmierci siostry.
Wstrząsnęło nim nie tylko samo jej odejście, ale też wypowiedziane przed śmiercią słowa. Sylvia zdawała się wierzyć, że posiada dar widzenia duchów i może komunikować się ze zmarłymi rodzicami. Jej gasnący umysł był przekonany, iż ten wyjątkowy dar był w ich rodzinie przekazywany z pokolenia na pokolenie.
Murowany hit
„Zostań ze mną” ma typowa dla Sparksa niespieszną, pełną czułości narrację prowadzoną w pierwszej osobie. Czytelnik wie dokładnie, co dzieje się w głowie i sercu Tate’a. To właśnie ta dostępność emocjonalna męskich bohaterów jest jedną z części składowych olbrzymiego sukcesu literackiego amerykańskiego autora. Prawie każda z jego dwudziestu pięciu powieści stała się bestsellerem dzięki kobietom, bo to one stanowią aż 82% grupy jego wiernych czytelników. To również dzięki nim jedenaście filmowych adaptacji jego powieści cieszyło się dużym powodzeniem. Wiele z nas chciałoby wiedzieć, jak myślą zakochani mężczyźni. Z opowiadania nam historii na ten temat Sparks uczynił swój chleb powszedni.
W rozmowie z „The Wall Street Journal” pisarz wyznał, że zawsze był fanem książek i filmów o zjawiskach nadprzyrodzonych i od dawna planował napisanie romansu, który mógłby trafić do Archiwum X. Okazja ku temu nadarzyła się, gdy jego agent przedstawił go Shyamalanowi. Celem nawiązania znajomości było stworzenie hitu, który równie dobrze sprawdzi się na rynku księgarskim, jak i na dużym ekranie (premiera filmu już w lutym 2027).
Każdy z nich stworzył zarys historii. Ostatecznie zdecydowali się postawić na pomysł reżysera i rozwinąć zaproponowaną przez niego opowieść. W wywiadzie dla stacji ABC News Sparks powiedział, że jednocześnie pracowali nad scenariuszem i powieścią – Shyamalan wyłącznie nad pierwszym, on wyłącznie nad drugim. I choć to historia, jakich wiele, to odniesie sukces.

Punkt dla czytelnika
W fabule „Zostań ze mną” wiele jest z biografii Sparksa oraz jego duchowości. Główny bohater, podobnie jak on, traci rodziców w wypadku i siostrę w wyniku przewlekłej choroby. Często zadaje sobie pytania o istnienie życia po śmierci. Sam autor deklaruje się jako głęboko wierzący katolik, który codziennie między 06.00 i 06.30 rano spędza czas na modlitwie skoncentrowanej przede wszystkim na praktykowaniu wdzięczności. Tate Donovan nie jest do końca pewny, w co wierzy, gdy śmierć siostry otwiera go na nowy wymiar duchowych doznań.
Bohaterowi „Zostań ze mną” trudno jest wybaczyć fakt, że wolno kojarzy fakty. Wyraźnie nigdy nie oglądał filmów M. Nighta Shyamalana. Raczej nie czytał też wielu kryminałów. Czytelnik ma prawo czuć się od niego dużo sprytniejszy, bo architektowi wnioski nasuwają się niespiesznie. Rozwój akcji w tej powieści jest przewidywalny dla czytelników, ale nie dla Tate’a, więc po każdym rozdziale możemy sobie przyznać punkt za bycie o kilka kroków przed nim.
Mimo wszystko „Zostań ze mną” dobrze się czyta. Powracający do psychicznej równowagi Tate to postać, z którą szybko odczuwa się bliskość i obdarza go sympatią. Może nie jest najbystrzejszy, ale jest życzliwy, uczciwy i odważny. Chcemy, żeby wszystko dla niego skończyło się dobrze, chociaż wiemy, że to niemożliwe.
Nicholas Sparks, M. Night Shyamalan, „Zostań ze mną”, Wydawnictwo Albatros