Książka na weekend: Mam na imię Jutro

Wycinek burzliwej historii Europy opowiedziany z perspektywy
najlepszego przyjaciela człowieka.

Tekst: Sylwia Skorstad

Niedaleko weneckiej katedry, w niszy przy porcie, pewien pies umościł sobie
legowisko. Codziennie czuwa w pobliżu budowli, bowiem kiedyś zgubił tam swojego
pana. Ścigał ich zły człowiek i umówili się, że jeśli zostaną rozdzieleni, spotkają się
ponownie przy drzwiach katedry. Pies zatem czeka, choć minął ponad wiek, od kiedy
ostatni raz widział swojego opiekuna.
Trzeba bowiem wiedzieć, że pan wiernego czworonoga był osobą niezwykłą –
naukowcem, filozofem, lekarzem, wynalazcą, a także posiadaczem receptury na
bardzo, ale to bardzo niezwykły eliksir. Substancja ta, właściwie użyta, dawała życie
wieczne. A ponieważ nieśmiertelny człowiek był bardzo samotny, podzielił się darem
wiecznego życia ze swoim czworonożnym przyjacielem, którego nazwał Jutro. Minęło
dwieście siedemnaście lat, odkąd spotkali się po raz pierwszy.

Wszystko marność?
W jaki sposób można by wykorzystać życie wieczne? Nie wiedział tego Valentyne –
właściciel wiernego czworonoga. Nie wiedział też ścigający go Vilder. Choć każdy
próbował na swój sposób oswoić wieczność, żadnemu to się nie udało. Na bolączki
nieumierania na dłuższą metę nie pomagały ani rozpusta, ani kolekcjonowanie
wiedzy, ani oddanie się misji pomagania innym. Prędzej czy później okazywało się, że
wszystko to marność. Może ludzie nie nadają się do nieśmiertelności?
Wieczność nie doskwierała natomiast psu. Przynajmniej nie tak, jak moglibyśmy tego
oczekiwać. Dla Jutra liczyło się zawsze dzisiaj. Lubił spędzać czas ze swoim panem i
razem z nim zbierać na plaży ostrygi. Lubił chodzić na spacery i wygrzewać się przy
kominku. Nie przeszkadzało mu ani życie na królewskich dworach, ani przy taborach
wojskowych. Kiedy został sam, nie liczył lat. Po prostu zaczynał każdy dzień od
nowa. Czekał, nie tracąc jednocześnie czujności na sprawy, jakie działy się wokół
niego. Poznał okoliczne psy oraz ludzi. Nie zadawał sobie pytań o przyszłość ani o
przeszłość. Jutro umiał być tu i teraz.

Zachowuj się jak zwierzę – bądź dobry
Mieszkający z dwoma psami Brytyjczyk Damian Dibben napisał bardzo kobiecą
książkę. „Mam na imię Jutro” to powieść o emocjach i fragment historii świata
opowiedziany przez pryzmat uczuć. Jutro nie zważa na fakty czy daty, zamiast tego
swoim sposobem narracji zachęca czytelnika, by wyczuwać dobre i złe zamiary,
przewidywać zagrożenia, opiekować się słabszymi i wybaczać tym, którzy błądzą.
Nieśmiertelny pies widział tak wiele, że stał się pacyfistą, wegetarianinem, duchowym
opiekunem i mentorem dla innych. Towarzysząc swojemu panu poznał największych
naukowców, artystów i myślicieli swoich czasów i z każdego z tych spotkań potrafił
wyciągnąć wnioski. Możemy mu tylko pozazdrościć spokoju i równowagi ducha. O
tak, zwierzęta mają duszę, o tym autor powieści jest głęboko przekonany!

– To książka, która powstała z mojej miłości do zwierząt – powiedział Dibben w
wywiadzie dla bloga „MylifeMybooksMyescape”. – Relacja człowieka z psem wydaje
mi się jedną z najsilniejszych i najczystszych, jakie w ogóle istnieją. Kiedy patrzysz w
oczy niektórych psów, to czujesz, jakby kryła się w ich jakaś starożytna mądrość.
Właśnie to uczucie stało się punktem wyjściowym dla mojej książki.
Czy Jutro doczeka się w końcu swojego pana? Jednego, jedynego dnia, postanowił
oddalić się od katedry i właśnie wtedy poczuł, że jego opiekun się zbliża. A może za
tym przeczuciem krył się tylko wyrzut sumienia wynikający z niedopełnienia
obowiązku?

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.