Rozciągająca się na dekady i kontynenty historia pieniędzy i władzy. „Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna” to dobrze udokumentowany reportaż śledczy, który powstał dzięki podstępowi autora.

Tekst: Sylwia Skorstad

książki
fot: Pixabay

Brytyjski dziennikarz finansowy Gareth Gore zwykle zajmował się sprawami upadków banków. Analizował je między innymi we Francji, Niemczech, Grecji, Rosji, Portugalii i Turcji. Kiedy w 2017 roku hiszpański Banco Popular ogłosił bankructwo, został wysłany do opisania tej sprawy. Spodziewał się usłyszeć te same historie co zwykle, bo mają podobny schemat – ktoś był zbyt chciwy, ktoś inny nie dopilnował procedur, prawdę ukrywano przed klientami tak długo, jak się dało. W historii tego upadku wyraźnie jednak coś nie pasowało. Największy i najbardziej poszkodowany akcjonariusz – enigmatyczny Syndykat – nie walczył o odzyskanie swoich środków szacowanych na około dwa miliardy dolarów. Zamiast tego ogłosił, że wkrótce się rozwiąże.

Dziennikarz przeniósł się do Madrytu, by zbadać sprawę dokładniej. Tak zaczęło się trwające kilka lat śledztwo. Jego rozmiar można ocenić, przeglądając bibliografię. Dochodzenie dotyczyło jednak nie tyle samego banku, a stojącej za nim organizacji Opus Dei. W języku kościelnym nazywa się ją „prałaturą personalną w Kościele Katolickim”. Autor uważa, że w języku potocznym można raczej mówić o skrajnie prawicowej organizacji o cechach sekty.

Świętość obierania ziemniaków

Jedną z pierwszych rzeczy, które zaniepokoiły Gore’a, był niezwykły sposób zaczynia spotkań przez kolejne osoby związane z tą prałaturą. Na wstępie niezmiennie zapewniali, że „wszyscy w organizacji mają całkowitą swobodę działania i cokolwiek robią – czy to w biznesie albo polityce, albo w ogóle – należy poczytywać za ich własną inicjatywę, ponieważ nie ma to żadnego związku z Opus Dei”. Po usłyszeniu tej formułki od piątego już mężczyzny, dziennikarz uznał, że musi się wszystkiemu przyjrzeć bliżej.

Książka Gore’a, rozdział po rozdziale, opowiada o historii Opus Dei, punktując to, co jest w niej niezwykłe i niepokojące. Autor zwraca uwagę, że organizacja odpowiada jedynie przed papieżem, co pozwala jej na wyjątkową swobodę działania. Z jego relacji wynika, że wobec członków stosuje metody kontroli i nacisku, jakie nie są akceptowane w organizacjach typu świeckiego. Należą do nich między innymi rozszerzone spowiedzi, raportowanie o szczegółach życia zawodowego do przełożonych oraz gromadzenie informacji zdobytych podczas takich rozmów.

Brytyjski dziennikarz analizuje też bardzo mało transparentne metody rekrutacji wśród młodzieży oraz wykorzystywanie darmowej pracy młodych kobiet. W tej ostatniej kwestii cytuje opinię założyciela organizacji, który pisał: „Szczerze uważam, że numerarie pomocnicze, to największy cud, jaki Pan uczynił dla Dzieła. One wcześniej po prostu obierały ziemniaki. Teraz przez to obieranie ziemniaków osiągają świętość.”

Opus dei - okładka

Dużo, ale nic

Najpoważniejszym zarzutem przedstawionym w książce jest brak transparentności finansowej. W teorii organizacja posiada niewiele, bo aktywa należą do sieci powiązanych ze sobą spółek. W praktyce zdaje się obracać olbrzymimi środkami. Z ustaleń dziennikarza wynika, że w przeszłości pracujący w jej strukturach politycy wykorzystywali między innymi państwowe fundusze w Hiszpanii. Dziś trudno jest od razu ustalić, czy prałatura posiada dużo, czy nic, oraz jak zdobyła wszystkie środki na budowanie kolejnych rezydencji, uniwersytetów i ośrodków szkoleniowych. Wiadomo, że jej prestiż i status znacząco się poprawił za czasów papieża Jana Pawła II, który darzył ją szczególnym zaufaniem.

Choć z deklaracji członków organizacji wynika, że po prostu są dla siebie życzliwi i pomagają sobie nawzajem, Gore kreśli obraz struktury, w którym nie ma miejsca na dyskusję i szacunek dla odmiennego zdania. Rozstania z tymi, którzy zdobyli wiedzę o mechanizmach działania, bywają przykre. W założenia organizacji wpisane mają być bezkrytyczne dążenie do jej wzmacniania oraz ślepe uwielbienie dla założyciela. Tego od ziemniaków.

„Ewidentne kłamstwa?”

Jeden z rozdziałów poświęcony jest reakcji Opus Dei na wydanie powieści Dona Browna „Kod Leonarda da Vinci”. Co ciekawe, odpowiedź na tę książkę w wielu punktach ją przypomina. Jeśli zajrzycie do internetu, to szybko odkryjecie, że wyszukiwarka podsuwa wam do przeczytania oficjalne stanowisko w tej sprawie przygotowane przez biuro prasowe w USA. Pierwszy zarzut dotyczy tego, że Gore użył podstępu, aby uzyskać dostęp do dokumentacji i zrobić wywiady z członkami organizacji. Kolejny, zaznaczony grubszą czcionką, że „ani autor, ani wydawca nie pozwolili Opus Dei na zapoznanie się z rękopisem przed publikacją.” Dalej biuro prasowe pisze, że: „Książka jest pełna przekręconych faktów, błędów, teorii spiskowych, a nawet ewidentnych kłamstw oraz zawiera fałszywe oskarżenia na podstawie stronniczych i błędnie odczytanych źródeł.”

„Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna” nie sprawia jednak takiego wrażenia, wręcz przeciwnie. Imponuje wnikliwością i dbałością o źródła. Nie wydaje się, by był to reportaż powstały z uprzedzeń, wygląda raczej na to, że do kolejnych tez Gore’a doprowadziła dziennikarska ciekawość. Myszkując w historii Opus Dei znalazł zdecydowanie zbyt wiele kontrowersji, by zostawić je w spokoju.

Gareth Gore,Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.