„Mogłabym być jego córką” to powieść szokująca, przenikliwa, zmysłowa i niemożliwa do przegapienia. Podobnie jak jej nastoletnia główna bohaterka.
Tekst: Sylwia Skorstad

W szkole średniej na Alasce zatrudnia się nowy nauczyciel kreatywnego pisania, pan Korgy. Jest szczery z uczniami, gdy opowiada o sobie – ma za mało talentu, by zostać pisarzem, więc musi się zadowolić nauczaniem. Swoich podopiecznych instruuje, by byli równie szczerzy we wszystkim, co piszą, a może uda im się coś osiągnąć. Jako pracę domową zadaje napisanie wiersza zaczynającego się od słowa „jestem”.
Poematy sklecone przez licealistów są do siebie podobne – egzaltowane i płytkie. Pan Korgy zamienia się w słuch dopiero, gdy swoje zadanie domowe odczytuje siedemnastoletnia Waldo. Dziewczyna deklamuje: „Jestem z nizin społecznych. Jestem z roszczeniowej i nieobecnej matki. Z ojca bez twarzy. Jestem z niedopałków i zaległych przeprosin. Z niedojrzałych obietnic cienkich jak papier. Z ciemnego kąta na imprezie. Z nadmiaru koniaku. Z płacy minimalnej i minimum wysiłku. Z pomyłki i żalu. Z jednej zakrapianej, upojnej nocy.”
Nauczyciel jest pod wrażeniem. O to właśnie chodziło. Waldo bowiem zakochała się w nim od pierwszego zdania i ma plan, by go zdobyć.
Porywające studium dyskomfortu
Powieść „Mogłabym być jego córką” to jedna z tych, którą można zacząć z zamiarem przeczytania kilku stron, by już za chwilę znaleźć się na ostatniej. Choć w miarę lektury rośnie poczucie psychicznego dyskomfortu, tej książki nie da się odłożyć. Każdy dorosły czytelnik ma bolesną świadomość, że bohaterowie zmierzają wprost ku katastrofie, ale i tak musi dowiedzieć się, jak ich historia się zakończy.
Prowadzona w pierwszej osobie narracja dziewczyny ma niesamowitą siłę przyciągania. Siedemnastolatka jest szokująco otwarta. Z równą lekkością opowiada o masturbowaniu się w szkolnej toalecie do zdjęcia nauczyciela, co o wybieraniu odpowiedniego stroju na randkę z nim. Jest przenikliwa, harda, zdecydowana i diabelnie samotna. Zdaje się widzieć i rozumieć więcej od wszystkich dorosłych. Jednocześnie pozostaje dzieckiem nie potrafiącym przewidzieć wszystkich możliwych konsekwencji swoich czynów.
Ktoś powinien ją zatrzymać. Ktoś powinien jej wyjaśnić, że pragnąc seksu z nauczycielem w rzeczywistości szuka zaangażowania i uwagi ze strony dorosłych. Pan Korgy nie daje jednak rady stanąć na wysokości zadania. Scena, w której jej ulega, jest pierwszą z wielu, przy których czytelnik ma ochotę ze wstydu odwrócić wzrok.

Kobieca wściekłość
Trzydziestotrzyletnia pisarka, wcześniej znana jako aktorka seriali dla młodzieży, potem jako autorka bardzo dobrze przyjętej i szokującej autobiografii, przyznaje, że zawarła w tej powieści prawdziwy gniew związany z osobistymi przeżyciami.
„Najważniejszym wątkiem tej opowieści jest kobieca wściekłość i odkrywanie jej wartości. Przez większość czasu Waldo jest cholernie wkurzona, ale tłumi to uczucie i nie mierzy się z nim. Myślę, że warto rozpocząć dyskusję na ten temat” – powiedziała McCurdy w wywiadzie udzielonym portalowi BuzzFeed.
Autorka uważa, że jako siedemnastolatki i siedemnastolatkowie wszyscy nosiliśmy w sobie dozę wściekłości, ale staraliśmy się jej nie uzewnętrzniać. Byliśmy źli na tych, którzy powinni zachować się jak na dorosłych przystało, ale im się nie chciało. Niektórzy nie potrafili, inni mieli to gdzieś. Dopiero kiedy sami dorośliśmy, zyskaliśmy lepszą możliwość wglądu w przeszłość i refleksji nad nią.
Jennette McCurdy, „Mogłabym być jego córką”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka