Kobiecy browar Hoplala

W cyklu „Kobiecy biznes” o tym, dlaczego mówią o sobie „kobiecy browar” opowiada nam właścicielka browaru Hoplala. Poleca orzeźwiające piwa na lato i radzi, co do nich zjeść.

Rozmawiała: Joanna Zaguła

Zdjęcia: Materiały browaru Hoplala

 

Dlaczego browar kobiecy?

Ja od zawsze pracowałam ze smakami. Najpierw z czekoladą, potem z winem. A kiedy przeprowadziłam się do Barcelony, poznałam świat kraftu. Spodobało mi się to, że piwo powstaje w 4 do 6 tygodni, czyli bardzo szybko w porównaniu z wieloletnim procesem dojrzewania wina. Warzenie piwa okazało się być pasją nie tylko dla mnie, dlatego po powrocie do Polski zdecydowałam się spróbować sił poza domowym garnkiem – i tak powstała Hoplala. Długo szukałyśmy sposobu na to, żeby wyróżnić się na tym mocno konkurencyjnym rynku (obecnie w Polsce działa ok. 300 browarów) i wydawało nam się, że nasze kobiece spojrzenie na piwo może się wyróżnić.

No właśnie. Przecież firmy zakładają i kobiety, i faceci. Nie jest to wcale oczywiste, żeby nazywać się kobiecą firmą, a nie po prostu firmą.

Gdybyśmy działały w innej niszy, możliwe, że nie podkreślałybyśmy tego, że Browar Hoplala buduje w 100% kobiecy zespół, jednak w świecie piwa jest to na pewno coś, co nas wyróżnia. Nie jest oczywiście tak, że jesteśmy jedynym browarem, w którym pracują kobiety, ani nawet jedynymi właścicielkami browaru. Ale na pewno w tej chwili jesteśmy jedynym zespołem, w  którym są wyłącznie kobiety.

 

Gdzie uczyła się Pani warzenia piwa?

Swoją przygodę z warzeniem piwa zaczęłam w Barcelonie. Najpierw próbowałam w domu, a potem robiłam wolontariaty w dwóch tamtejszych browarach. Kiedy wróciłam do Polski, założyłyśmy browar kontraktowy. To znaczy, że wynajmujemy instalacje od browaru stacjonarnego i tam warzymy nasze receptury piwa. Przyjemnym zaskoczeniem była duża otwartość wszystkich browarów, w których zdecydowałyśmy się warzyć piwo Hoplala. Wiele się od nich nauczyłyśmy.

A co z określeniem „kobiece piwo”? Kiedy przychodzę do multitapu, często barman proponuje mi coś „lekkiego, kobiecego”, np. piwo smakowe albo pszeniczne, i dziwi się, gdy chcę coś mocno chmielowego.

Warząc piwo, musiałyśmy się zdecydować, jakim browarem chcemy być. Zdecydowałyśmy się na warzenie piw, które nam samym sprawiały największą przyjemność: aromatycznych, o obniżonej goryczce, z dodatkiem świeżych owoców i przypraw. Największą satysfakcję sprawia nam to, że możemy popularyzować picie piwa warzonego tradycyjnymi metodami w Polsce. Chciałyśmy pokazać, że piwo ma niejedno oblicze i szeroką gamę smakową. Możemy zaczynać od piw delikatnych, jak piwa pszeniczne, poprzez piwa tradycyjne, nowofalowe piwa z dodatkiem świeżo wyciskanych owoców, aż po ciemne piwa typu stout.

 

Które z tych kraftowych piw jest Pani osobistym faworytem?

Właśnie uwarzyłyśmy nasze pierwsze piwo w stylu sour – Sorry Boys – czyli kwaśne piwo z dodatkiem przecieru z wiśni i rabarbaru. W tym momencie to mój zdecydowany letni faworyt. Jeżeli mam jednak skupić się na naszej stałej ofercie – zdecydowanie wybieram Wolną czy Zajętą – grejpfrutową IPA. Mam z nią chyba najwięcej wspomnień – przy produkcji pierwszej warki ręcznie wyciskałyśmy sok z prawie pół tony czerwonego grejpfruta. Łączenie piwa ze świeżo wyciskanymi sokami to znak rozpoznawczy Browaru Hoplala. Poza Wolną czy Zajętą, mamy też lekkiego witbiera ze świeżym sokiem z pomarańczy i odrobiną limonki, ananasową IPA – PoraNaNas i lagera z mango – Kiss&Fly. Jednak ostatnio coraz mocniej skupiamy się na polskich owocach. Sorry Boys to trzecie piwo, w którym właśnie polskie owoce są najważniejsze. Poza nim mamy również porzeczkowe Hoppy Ale – Darling, I love you – oraz witbiera z dodatkiem truskawek i pieprzu – Przyjaźń czy Kochanie.

 

A jakie jedzenie poleciłaby Pani do Waszych piw, jako ekspertka od pracy ze smakami?

Staramy się budować naszą ofertę tak, aby można ją parować nawet z szerokim menu. Jednak doświadczenie ze szkoleń dla restauratorów pokazuje mi, że czekoladowy owsiany stout z dodatkiem mrożonych malin – wytrawny w smaku – świetnie sprawdzi się w towarzystwie ciężkich, czekoladowych deserów.

A coś na letni lunch?

Może szparagi z jajkiem i pszeniczne piwo z dodatkiem przecieru w polskiej truskawki i pieprzu Guinea– Przyjaźń czy Kochanie? Myślę, że to naprawdę dobry sposób na popołudniowe spotkanie w gronie znajomych w restauracyjnym ogródku lub domowym ogrodzie.

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.