Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać – rozmowa z psychologiem specjalizującym się w ludzkiej seksualności, Kamilem Perończykiem, związanym z akcją Go Heathly Girl.

Rozmawiała: Joanna Zaguła 

Zdjęcie: Materiały prasowe akcji Go Healthy Girl

Właściwie od zawsze w społeczeństwach represjonowano kobiecą seksualność. Dlaczego tak bardzo się jej boimy?

Kobieca seksualność ma w sobie dużo większą siłę niż męska, bo kobieta z czysto atawistycznego punktu widzenia mogłaby współżyć cały czas. Jeżeli mówimy o klasycznym seksie, to mężczyznę ogranicza erekcja, a kobietę nic. Mogłaby współżyć ze wszystkimi partnerami, jakimi tylko by chciała i miała ochotę. Ale nie może tego robić, bo kultura nakazuje jej być dziewicą i uprawiać seks dopiero po ślubie. Wielka wagę przykłada się do tego, by kobieta była wierna swojemu pierwszemu mężczyźnie do końca życia. Cały czas okalecza się dziewczynki, wykonując obrzezanie. (Nigdzie na świecie nie panuje zwyczaj obcinania mężczyźnie główki penisa.) A to tylko po to, żeby kobieta nie mogła czerpać przyjemności z seksu.

A jednak takie praktyki dotyczą raczej społeczności ortodoksyjnych religijnie. Myślę więc sobie – urodziłam się we wspaniałym miejscu. A jednak wcale nie… Jesteśmy w ogromnym stopniu niedoinformowani, bo boimy się o seksie rozmawiać.

Cała akcja Go Healthy Girl została wymyślona jako akcja profilaktyczna i informacyjna. Są tam ginekolodzy, fizjoterapeutki uroginekologiczne i moja działka – czyli seksuologia. Miałem zajmować się tym, o czym najczęściej słucham w gabinecie. A słucham o nadużyciach. Można je podzielić na dwie kategorie. Nadużycia ze strony partnera/partnerki. Ale też nadużycia ze strony własnej. Sami siebie ograniczamy albo robimy coś, na co nie mamy ochoty. Jak na przykład seks w małżeństwie. „Mąż ma oczy jak zbity pies, to – chociaż nie mam ochoty – zacisnę zęby i przeboleję.” Kobiety uprawiają seks pomimo bólu i braku chęci, na przykład bojąc się, że partner odejdzie. A przecież – jak mawia moja koleżanka – choć miłość czasami boli, seks nigdy nie powinien. Najwięcej pytań i zaskoczeń było wśród uczestniczek akcji, gdy mówiłem o zgodzie, o konsensualności. To nadal nie jest oczywiste!

No właśnie, nie zawsze to musi być gwałt. Ale seks – nawet z osobą, którą kochamy, ale seks, na który nie mamy ochoty jest takim nadużyciem.

Tak. To czasem polega na tym, że nawet mamy tę ochotę, ale nie dziś, nie w takiej sytuacji. Albo nie w taki sposób, na jaki nasz partner ma ochotę. Jeśli na przykład chciałby czegoś mocniejszego, a w nas wszystko krzyczy „nie”.

Na czym więc polega edukacja seksualna?

Mówimy dziewczynom, aby akceptowały tyko to, co podpowiada im ciało.

A co z wieloletnimi związkami, w których kobieta po prostu nigdy nie czerpie przyjemności z seksu?

Mężczyźnie jest łatwiej, bo nie ma na sobie takiej presji. Ale dojście do orgazmu jest sprawą kobiety. Mówimy dziewczynom, żeby skupiły się na sobie i swoich potrzebach. Często zdarza się, że z partnerem (jeśli mówimy o związku heteronormatywnym) kobieta nie doświadcza orgazmu, ale sama sobie potrafi go zapewnić. Tu dochodzimy więc do emocji, jakie są między partnerami. Może to złość i niechęć uniemożliwia przyjemność. A sama ze sobą kobieta się nie krępuje.

Czy to tylko kwestia skrywanych emocji, akceptacji bądź jej braku? A może nadal wstydzimy się powiedzieć partnerowi, co ma zrobić, żeby nam było dobrze.

Jedno i drugie. Presja tłumienia kobiecej seksualności owocuje tym, że kobiety nie potrafią mówić o swoich potrzebach. Na warsztatach mamy takie łatwe ćwiczenie – dotykamy drugiej osoby. Ten dotyk będzie trwał trzy minuty, robimy tylko to, czego ta osoba chce. Dotykamy się od palców rąk do łokcia. Jest tylko jedno pytanie „Jak mam cię dotknąć?”. Najczęstsza odpowiedzieć to „Nie wiem” albo najgorsze z najgorszych „Nie wiem, zrób, co chcesz”. To tak, jakby dziewczyna odcięła sobie rękę i mi ją oddała. Na warsztatach to tylko ręka, a w łóżku to całe ciało. Przez to nie mamy przestrzeni do rozmowy, pertraktacji. Zwykle potem i tak kobiety same dają sobie to, czego potrzebują.

O czym też się nie mówi.

Jasne. Wśród mężczyzn statystycznie masturbacja to 99,9%, a dziewczyny się do niej nie przyznają. Ale ostatnio różne kobiece ruchy powodują, że mówimy o niej więcej. Na szczęście. To jest tak samo naturalne jak to, że chodzimy do toalety. Już przecież małe dzieci rozróżniają różne rodzaje odczuć jakie daje dotykanie się w łokieć, czy w łechtaczkę, to później nadajemy temu emocjonalnie seksualny kontekst.

Wchodzimy na bardzo polityczny grunt.

Oczywiście nieprawdą jest, jakoby ruch LGBT miał cokolwiek wspólnego z seksualizacją dzieci i uczeniem czterolatków masturbacji. Powinniśmy tylko powiedzieć dzieciom, że to jest najbardziej naturalna rzecz. Ale też, że jest na nią czas, miejsce i przestrzeń. Musi się tam znaleźć miejsce na intymność, bezpieczeństwo. My jako dzieci robimy to w ukryciu, strachu i z poczuciem winy. Bezgłośnie i oby jak najszybciej do celu. Nie uczymy się kontaktu z ciałem. Tak, jak mówią wszystkie najbardziej profesjonalne osoby w Polsce, jak na przykład pani doktor Alicja Długołęcka – rozmawiajmy z dziećmi odpowiednio do wieku i odpowiednio do pytań, które zadają. Czytajmy im książki napisane przez profesjonalistów. Przykładowo „Zwykła książka o tym, skąd się biorą dzieci”, „Wielka księga siusiaków”, „Wielka księga cipek”. Przedszkolaków wystarczy nauczyć, do czego służą dane części ciała. Dla starszych dzieci warto mieć na półkach kilka książek o seksualności.

Jak walczyć z negatywnym, pełnym poczucia winy obrazem seksualności, z którym niejednokrotnie dzieci mogą się zetknąć na przykład na lekcjach przygotowania do życia w rodzinie czy na religii?

Trzeba przede wszystkim nasycać Internet pozytywnymi treściami. Pikiety i marsze równości też coś dają. Dają ludziom głos.

A problemy dorosłych to też wynik braku edukacji dzieci?

Ja pracuję z osobami dorosłymi, które mają swoje doświadczenia i przychodzą do mnie, gdy czują, że coś jest nie tak. Tylko raz zdarzyło mi się, że przyszła do mnie para zakochanych w sobie ludzi, którzy powiedzieli, że wszystko jest między nimi w porządku, ale mają różne doświadczenia, są po terapiach i chcieliby dowiedzieć się jak mają swój związek poprowadzić. To fantastyczny pomysł! Ale edukacja oczywiście też jest ważna. I brakuje jej. W szkole poznajemy wszystkie dopływy Nilu, ale przez całe życie możemy nie przeczytać ani jednej książki o seksie.

Co powiedzieć takim zakochanym, jak ich ostrzec, by patrząc przez różowe okulary, nie zignorowali czerwonych lampek?

Przede wszystkim należy wsłuchać się w siebie i w swoje ciało. Po drugie – piszmy sobie dosłownie na kartce, co nam się podoba w związku, a co nie. Róbmy sobie inwentaryzację. Mówmy, czego nam potrzeba więcej, a co nam przeszkadza. Wyróbmy sobie taki naturalny nawyk, zamiast robić sobie wyrzuty. Czasem lepiej się rozstać, by dwie osoby żyły osobno, ale szczęśliwie. Pamiętajmy, że związek to sztuka wyboru. My wybieramy życie z daną osobą i w ten sposób.

Wracając do edukacji, mam pytanie o to, jak przygotować dzieci na to, że – mimo strachu przed mówieniem o seksie – jest on wszędzie obecny? Od reklam przez filmy po pornografię w Internecie.

Ja pamiętam sceny z filmu dla dzieci „Było sobie życie”. Seks był tam przedstawiony bardzo subtelnie i pozytywnie. Poza tym jest jeszcze sekspozytywna pornografia, jaką kręci np. Erika Lust. Pokazuje ciało takie, jakie jest naprawdę, emocje towarzyszące seksowi. Choć oczywiście pornografia nie jest dla dzieci. Nastolatkom warto podsunąć serial „Sex Education”.

Przez tę wszechobecność seksu w mediach czujemy presję, by nasz seks był idealny.

To, że mamy potrzebę idealności wywodzi się poniekąd z obecnej pornografii, ale też w ogóle w życiu dążymy do perfekcji, bo jesteśmy niepewni siebie. Zróbmy krok w tył. Niech ten seks będzie wystarczająco OK. Niech będzie niedoskonały, spocony, leniwy, w przerwie gotowania obiadu, między odcinkami serialu, ale NASZ poparty spontaniczną ZGODĄ.

Gdzie jeszcze dostrzega pan potrzebę edukowania?

Oprócz konsensualności to jeszcze akceptacja tego, jak wiele jest odcieni seksu, jego różnorodności. Świadomość wielu obrazów tego, co możemy nazwać seksem. Czytajmy o seksie, piszmy po książkach, zaznaczajmy, to, co nam się podoba (może partner to zobaczy) zagłębiajmy się w swoje i nasze fantazje.

No Comments Yet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.