Jesienią zwykle poszukujemy brzmień, które otulają niczym ciepły koc i oddają emocje towarzyszące pożegnaniu lata. Motywem spajającymi wszystkie wymienione niżej piosenki idealne na początek kalendarzowej jesieni, obok balansowania na pograniczu gatunków takich jak soul, blues, indie-pop i indie-rock, jest tęsknota za tym, co minione – zdarzeniami, ludźmi i poczuciem, że pewien beztroski, słodko-gorzki etap dobiega końca.
Tekst: Julia Staręga

Artur Rojek „Mirafiori”
Artur Rojek sprawnie operuje w piosence skojarzeniami z odchodzącym, włoskim latem, a te oddziałują na wyobraźnię najmocniej i zachęcają słuchaczy do dopisania własnej opowieści do historii zawartej w piosence. Artysta przychodzi do słuchaczy z odą do najdłuższych, skąpanych w słońcu dni w roku, gwieździstych nocy i wspomnieniem smaku jabłkowego ciasta – synonimu powolnego szykowania się na wejście w jesień. Lato staje się tu schowkiem na obrazy, emocje i drobne rytuały minionego czasu, który w razie potrzeby można odkurzyć wtedy, gdy wspomnienia przesycone wolnością, romantyzmem i spokojem szczególnie mocno domagają się usłyszenia. Lekkości i rzewnego tonu nadaje tej piosence misternie tkane instrumentarium, w którym na pierwszy plan wysuwają się skrzypce, gitarowe ozdobne pasaże i subtelne perkusjonalia.

Coldplay „Sparks”
„Sparks” to poruszająca i – zaryzykuję stwierdzenie – jedna z ładniejszych ballad o miłości. Choć nie wyróżnia się szczególnie na tle reszty kompozycji zamieszczonych na albumie „Parachutes”, ma wszystko to, co nie pozwala o niej zapomnieć na długo po wyłączeniu odtwarzacza. Jest urzekająca, kojąca i zarazem boleśnie rozdzierająca. Melancholijny klimat, spokojny i ciepły głos Chrisa Martina oraz emocjonalny tekst, w którym frontman Coldplaya rozlicza się z popełnionych błędów, składają się na intymną opowieść człowieka, który pragnie zrewidować swoje zachowanie wobec ukochanej osoby. Dokładnie takich utworów, utulających trudne emocje, których w przypadku części osób jesienią nie brakuje, potrzebujemy w tym okresie najbardziej.

Fleetwood Mac „Thrown Down”
Gdy w 1975 roku w szeregach Fleetwood Mac, założonego z inicjatywy Micka Fleetwooda, Jeremy’ego Spencera i Petera Greena, nastąpiła zmiana składu, zespół odwrócił się od bluesowej spuścizny z pierwszych lat działalności. Muzycy, już w nowym gronie, z Lindsey’em Buckinghamem i Stevie Nicks w rolach głównych, zwrócili się ku przystępnym, rockowym utworom, chętnie stosując rozwiązania, które są charakterystyczne dla popu. W ten sposób powstały m.in. płyty „Fleetwood Mac” i „Rumours”, które z czasem zyskały status kultowych i do dziś najczęściej kojarzą się z zespołem. W roku 2003 Fleetwood Mac powrócili do słuchaczy z albumem „Say You Will”, z którego pochodzi utwór „Thrown Down” – nie pierwsza zresztą opowieść napisaną przez Nicks, wspominająca skomplikowaną relację, jaka prywatnie łączyła ją i Buckinghama. Liryczna nostalgia i żal splatają się tu w całość z melodyjną przebojowością i jasnymi, gitarowymi partiami, niosąc gorzkie przesłanie: nawet, jeśli relacja się zakończyła, tak naprawdę nigdy do końca nie przestaje oddziaływać na teraźniejszość.

The Teskey Brothers „Carry You”
The Teskey Brothers to wywodząca się z Australii formacja założona przez dwóch braci, Sama i Josha. W swojej twórczości łączą wpływy bluesowe, folkowe i rockowe, a ich utwory pokochali słuchacze na całym świecie. „Carry You”, pochodzący z albumu „Run Home Slow” wydanego w 2019 roku, to intymna, ciepła opowieść o ocalającej sile bliskich relacji międzyludzkich, nie tylko tych romantycznych. „Trochę to zajmie nim odkryjesz prawdę/że potrzebujesz kogoś, na kim można polegać/Ja też potrzebuję kogoś […]” – śpiewa w pre-refrenie Josh. W dalszej części utworu wtórują mu chórki, a napięcie budowane przez sekcję dętą i gitarową powoli rośnie. To idealna piosenka do spokojnego kołysania się wieczorem w domu z ulubionym człowiekiem lub do słuchania w pojedynkę, pod miękkim kocem.