Szkocki kryminał, który ma się ochotę przeczytać w jeden wieczór. „Krew nie woda” to drugi tom serii o inspektorze Jacku Loganie.
Tekst: Sylwia Skorstad

Inspektor Jack Logan postanawia zostawić za sobą Glasgow, bo za każdym rogiem czai się tam jakieś przykre wspomnienie. Przenosi się do Highlands, górzystego regionu w północno-zachodniej Szkocji, gdzie wspólnie z lokalnym zespołem prowadził ostatnie duże śledztwo. Nie zdąży nawet dojechać na miejsce, zanim trafi do niego pierwsza sprawa na nowym posterunku. W jeziorze Loch Ness dwójka nastolatków znalazła ciało zamordowanej kobiety. Sekcja zwłok wykazuje, że mordercę trzeba znaleźć jak najszybciej, bo ktoś taki nie powinien przebywać w otoczeniu innych. Obrażenia ofiary dają wyjątkowe powody do niepokoju. Ta sprawa sprawi, że Logan długo nie będzie mógł zasnąć.
Logan – nowoczesny inspektor z zasadami
„Był typowy letni dzień w Highlands, dlatego Ben był zapięty pod szyję”. W takim właśnie stylu J.D. Kirk pisze kryminały. Są lekkie w formie, choć sprawy, którymi zajmują się policjanci nie mają nic wspólnego ze ściąganiem kotów z drzew lub przeprowadzaniem staruszek przez ulice. Niektóre sceny odbierają apetyt. Każdemu oprócz miejscowej patolożki. To zresztą ona ma w tej powieści najbardziej zwariowane poczucie humoru, co wcale nie dziwi, bo w książkach, tak jak w życiu, ludzie wykonujący trudne prace stosują ironię jako mechanizm obronny.
Jack Logan to policjant, o którym czyta się z przyjemnością i zainteresowaniem. Od Harry’ego Hole odróżnia go to, że pije herbatę zamiast kawy, a od Myrona Bolitara brak zainteresowania koszykówką. Łączy ich między nimi przenikliwość, poczucie humoru i wrażliwość społeczna. Wróżę mu karierę jednego z ulubionych powieściowych detektywów wśród polskich czytelników. Ma interesujące podejście do współpracowników, dynamika ich relacji bywa tak samo ciekawa jak śledztwo. Widać, że Kirk wymyślił tę postać po kampanii #MeToo, bo gdy Logan ma okazję, to wymownie przypomina wszystkim o zasadach właściwego traktowania kobiet. Do tego to wnikliwy gość, który potrafi wydedukować coś na temat świadka na przykład na podstawie szybkich oględzin jego salonu:
„Regalik zajmowały rząd Danów Brownów oraz kolekcja powieści o Greyu i jego licznych twarzach, rząd filmów na DVD, a na większej dolnej części stały cztery książki kucharskie i było sporo wolnego miejsca. Na ścianie nad biblioteczką zawieszono piętnastocentymetrowy krzyżyk z ceramicznym Jezusem, a gdy Logan przyjrzał się uważniej, dostrzegł Biblię wciśniętą między thrillery a soft porno niczym Mojżesz rozdzielający na dwoje Morze Czerwone.”
Zarzucić mu można jedynie to, że nie cierpi dziennikarzy i najchętniej zrobiłby z nich gulasz. Tylko kto by wtedy pisał recenzje książek?

Potwór z okolic Loch Ness
W śledztwie prowadzonym w powieści „Krew nie woda” pojawia się wątek potwora z Loch Ness. Czytelnik ma tę samą wiedzę, co policjanci, zdaje sobie zatem sprawę, że coś na kształt potwora faktycznie znajduje się w okolicy, ale raczej nie nocuje w jeziorze. Człowiek może zrobić drugiemu takie rzeczy, jakie innemu zwierzęciu nie przyszłyby do głowy. Pytanie tylko, kto z miejscowej społeczności miał motyw, aby w brutalny sposób zabić młodą nauczycielkę? I dlaczego ofiara tuż przed śmiercią podjęła z bankomatu dziesięć funtów, choć zwykle nie korzystała z gotówki? Szukanie odpowiedzi na te pytania razem z Loganem i jego zespołem to bardzo sympatyczny sposób na spędzenie wolnego czasu.
J.D. Kirk, „Krew nie woda”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka