Korzystając z wolnego czasu w majówkę, warto skupić się na czynnościach, które przynoszą radość i pomagają uwolnić głowę od codziennych trosk. Jedni uprawiają sport, inni czytają książki. Dla tych z was, którzy lubią wolne chwile wykorzystywać na odkrywanie muzyki, czeka propozycja pięciu piosenek, przy których będziecie się dobrze bawić, złapiecie oddech podczas podróży lub przeprowadzicie jedną z tych czułych rozmów, którą długo się wspomina.
Tekst: Julia Staręga

Dawid Podsiadło „sezon”
Dawid Podsiadło przyzwyczaił słuchaczy do trzymania w niepewności i zaskakiwania. W nocy z 9 na 10 kwietnia na antenie radia RMF, o godzinie 02:05, wybrzmiał fragment jego najnowszego singla „sezon”, który ukazał się w całości tydzień później. Ci, którzy tęsknili za maksimum Podsiadły w Podsiadle z pewnością narzekać nie mogą. Artysta, w myśl sprawdzającej się od kilku lat formuły chwytliwych refrenów i melodii, nagrał piosenkę, która może stać się jego kolejnym przebojem. Słowa „co z tego, że jest już za późno na miłość” wkręcają się w uszy i samoistnie cisną się na usta do podśpiewywania. Nie trzeba jednak czekać z tym do letnich stadionowych koncertów – majówkowe karaoke w gronie znajomych może dostarczyć równie dobrej rozrywki.

Roachford „Only to be with you”
„Only to be with you”, choć pochodzi z albumu wydanego w 1994 roku, starzeje się z klasą. Mimo ponad 30 lat na karku nadal brzmi ponadczasowo i świeżo, jak zresztą większość rockowych, car-friendly utworów o silnych uczuciach – Bryan Adams i jego „Run to you”, zaraz obok kilku innych przebojów Roachforda, to jeden z nich. Czasami tym, czego potrzebujemy najbardziej, jest właśnie pogodna piosenka o miłości, której niestraszne są kilometry i inne wyzwania codzienności, bo liczy się tylko czułe i konsekwentnie powtarzane „Girl, I believe in you”. I właśnie w tę kategorię piosenek romantycznych na długie samochodowe trasy „Only to be with you” Roachforda wpisuje się znakomicie.

Jessie Ware „Ride”
W miniony piątek Jessie Ware wypuściła szósty już album w swojej dyskografii. „Superbloom”, bo taki tytuł nosi, przenosi nas do krainy tętniącej kobiecością, zmysłowością i radością w najpiękniejszym wydaniu. Elektryzujące, kolorowe lata 70. i 80. miksują się na krążku z disco, funkiem i rasowym popem. „Ride”, dziewiąta pozycja na płycie, błyszczy od syntezatorowych pochodów i perkusyjnych automatów, które trzymają całość w ryzach. Dodajmy do tego sampel z kultowej kompozycji Enio Morricone, czołówki do „The Good, the Bad and the Ugly”, który świetnie odnajduje się w tym zwariowanym disco szale; Ware zresztą śpiewa: „Come be my cowboy, baby come, let’s ride”. Ten utwór przywołuje na myśl najlepsze imprezy, podczas których nieznajomi puszczają do siebie zalotne spojrzenia, wymieniają się uśmiechami i jedyne, co ma znaczenie, to dobra zabawa. Tego tanecznego potencjału aż szkoda byłoby nie wykorzystać na parkiecie.

Khrungabin „People Everywhere ii”
Czy możliwe jest napisanie piosenki, której tekst składa się tylko z dwóch słów i zrobienie tego tak, by nie traciła ona na energii? Tak, bo Khrungabin dosłownie czarują dźwiękami. W połączeniu z gęsto tkanymi i melodyjnymi wariacjami gitarowymi słowa „Still alive” brzmią jak najwspanialsza apoteoza życia. W najnowszym utworze zespołu, pochodzącym z niedawno wydanego albumu „The Universe Smiles Upon You ii”, słychać budzący się do życia świat, blask słońca, nieskrępowaną niczym radość i hipnotyzujący spokój. To dokładnie to, czego każdy potrzebuje wczesną wiosną.

MGMT „Kids”
Po sukcesie, jaki odniósł wcześniejszy singiel „Time to pretend”, zespół MGMT miał w planach napisać piosenkę tak prostą, jak to tylko możliwe. „Kids” to utwór, który podbił serca słuchaczy na całym świecie, niezależnie od ich wieku, choć zdaje się, że rezonuje szczególnie z dzisiejszymi dwudziestokilkulatkami. Jego ponadczasowość zaznacza się nie tylko w chwytliwej, syntezatorowej melodii, ale też frywolnym tekście odwołującym się do lat dzieciństwa, tak wolnych od problemów dorosłych. „Kids” to potterowski zmieniacz czasu w świecie muzyki. Nostalgiczne puszczenie oka do momentów, w których drzewa wydawały się bardziej wysokie, zdarte kolana stanowiły codzienność a „sky was no limit” to to, w czym każdy z nas lubi się od czasu do czasu zanurzyć. Nawet, jeśli nie przyznaje tego wprost. Wtedy przemówić może ta piosenka.