Policyjna ekspertka od komunikatów niewerbalnych musi przeanalizować własną mowę ciała, by dowiedzieć się, czy jest morderczynią. „Mimika” to kolejny thriller niemieckiego producenta bestsellerów.
Tekst: Sylwia Skorstad

Hannah Herbst jest doświadczoną niemiecką ekspertką od odczytywania mimiki. Pomaga policji w rozpoznawaniu, czy ktoś mówi prawdę, czy kłamie. Pewnego dnia sama staje się ofiarą przestępstwa. Po odzyskaniu świadomości orientuje się, że jest w rękach porywacza i nie może sobie przypomnieć swojej przeszłości, szczególnie ostatnich kilkunastu godzin. Z wiadomości telewizyjnych dowiaduje się, iż została uprowadzona z więziennego szpitala przez obłąkanego, groźnego przestępcę. Przebywała tam, bo… zamordowała swoją rodzinę i chciała odebrać sobie życie.
Hannah nie może uwierzyć, że jest morderczynią. Nie pamięta swoich najbliższych, ale też nie odkrywa w sobie skłonności do przemocy. Ogląda zapis video z własnego przyznania się do winy. Może użyć zawodowych umiejętności do analizy swojego języka ciała. Czy podczas przesłuchania mówiła prawdę, czy kłamała? Musi znaleźć na to odpowiedź, bo jej szalony porywacz nie wybacza kobietom, które są w stanie krzywdzić dzieci.
Pokaż mi, co myślisz
Pomysł, że mowę ciała można by znać na tyle dobrze, by zawsze umieć ocenić prawdziwe intencje rozmówcy, rozpala wyobraźnię. Kto nie chciałby posiąść tak użytecznej wiedzy i być jak Sycylijczyk Vincenzo Coccotti z filmu „Prawdziwy romans”, który potrafił wykryć kłamstwo wyłącznie obserwując twarz rozmówcy? Nic zatem dziwnego, że niemiecki mistrz thrillera sięgnął po ten motyw. Bywa efektowny, choć tak naprawdę dużo mniej niż życzyłyby sobie tego osoby pragnące na zawołanie „prześwietlać” innych. W prawdziwym świecie nawet najlepsi eksperci najsłynniejszych służb specjalnych świata nie są w stanie odczytać intencji rozmówców z mowy ciała na tyle dobrze, by mogło to stanowić dowód w sądzie. Ta sztuka jest bardziej skomplikowana i omylna niż się wydaje.
Umiejętność odczytywania mimiki to jednak ciekawy motyw do wykorzystania w powieści. Fitzek stworzył dzięki niemu zajmującą podstawę historii, a potem… jak zwykle zagmatwał wszystko tak bardzo, że przestało być wiarygodne. Zbiegi okoliczności obsiadły bohaterkę jak muchy lep. Choć „Mimika” to powieść, w której wiedza psychologiczna jest tak ważna dla bohaterów, to brakuje jej właśnie psychologicznej wiarygodności. Bohaterom zdarza się podejmować decyzje, dla których trudno jest znaleźć logiczne uzasadnienie. Niektóre z nich są tak zadziwiające, że aż skłaniają do zastanowienia, czy autor jest w stanie zrozumieć ludzkie emocje. Czy na przykład bohaterka opisywana jako wyjątkowo empatyczna i zdolna do odczytywania nastrojów innych naprawdę mówiłaby w sposób opisany w powieści i podejmowała tak kontrowersyjne decyzje? Być może Fitzek ma rację, że w szczególnych okolicznościach mogłaby, ale ma problemy z opisaniem tego w taki sposób, aby czytelnik mu w to uwierzył.

Dwie prawdy
„Mimikę” da się czytać jak dobry kryminał, gdy mocno przymknie się oko na wyjątkowe nagromadzenie zbiegów okoliczności oraz brak emocjonalnej wiarygodności. Zadaniem czytelnika jest zdecydować, czy bardziej wierzy zeznaniu Hannah na nagraniu, czy jej przeczuciu po utracie pamięci. To ciekawy zabieg o niemal filozoficznym wymiarze, który skłania do refleksji, na ile znamy sami siebie. Dramaturgii całej historii dodaje fakt, iż nie wiadomo, co stało się z synem kobiety. Czy istnieje szansa, że dwunastoletni Paul wyszedł cało z masakry? Jeśli tak, to być może jest szansa, by go uratować.
Thrillery Sebastiana Fitzka już wkrótce osiągną zawrotną liczbę dwudziestu milionów sprzedanych na świecie egzemplarzy. Zyskują wiele entuzjastycznych recenzji, podczas gdy autor produkuje bestseller za bestsellerem. „Mimika” nie wyjaśnia tego fenomenu, ale też nie pozwala się nudzić.
Sebastian Fitzek, „Mimika”, Wydawnictwo Albatros