Wybieramy rower

Taki do codziennej jazdy po mieście, który sprawdzi się też na krótkich weekendowych wycieczkach. Jazda na rowerze jest zbawienna dla zdrowia, a jeśli wybierzecie dobry sprzęt, będzie też przyjemna.

Tekst: Joanna Zaguła

Portret cyklisty, fotografia, 1897, źródło: Polona

Nie macie czasu na sport? Przesiądźcie się na rower! Jadąc do pracy, ominiecie kroki, a przy okazji poprawicie kondycję. Badania naukowe udowodniły, że jazda na rowerze nie tylko pomoże wam schudnąć, ale też poprawi humor i ułatwi zdrowy sen. Ja od kilkunastu lat codziennie (no może oprócz śnieżnych zim) jeżdżę rowerem, ale ostatnio stanęłam przed wyzwaniem – mój (nie)zawodny zielony towarzysz odmówił współpracy i przyszedł czas na nowszy model. Okres otrzymywania rowerów od rodziców (nie tylko na komunię) dawno już minął, ale za sobą mam też studenckie czasy szukania najtańszych sztuk na rynku. Musiałam więc dowiedzieć się, jak kupić dobry rower!

Szosa czy damka?

Zachowuję się jak typowy facet w kryzysie wieku średniego. Chciałabym kupić czerwone ferrari, mimo że, tak naprawdę, potrzeba mi rodzinnego vana, którym będę wozić wielkie zakupy i który z łatwością pokona nierówności podjazdu do mojego domu. Mówiąc wprost – marzy mi się bycie bardzo cool i jazda na smukłej kolarzówce. Ale wracając z pracy do domu, kupuję kilogramy warzyw, wiec potrzebuję koszyka. A w dodatku jadę przez wertepy w parku i podjeżdżam pod krawężniki, czego nie wytrzymałyby delikatne dętki szosowe. Czas się więc z tym pogodzić. Rowery szosowe dobre są do jeżdżenia po mieście tylko wtedy, gdy przemierzacie najlepiej przygotowane ścieżki rowerowe i nie boicie się jechać jezdnią, nawet gdy to ruchliwa trzypasmówka. Bowiem, jeśli się na nie zdecydujecie, ciężko będzie z ucieczką na chodnik, szczególnie taki wyłożony brukiem. Pamiętajcie też, że najczęściej szosy mają wąskie, mało wygodne siodełka. W myśl tej samej zasady odpuściłam sobie ostre koło (choć takie modne) i single speed. Potrzebuję przerzutek, żeby podjeżdżać pod pagórki.

Portret Kazimierza Wyhowskiego, fotografia 1897, źród

Bajery

A więc damka. Trudno. Ale chwila, jak ja będę tego masywnego holendra wnosić codziennie na piętro, do mieszkania? (Tak, zdecydowałam, że tym razem będę dbać o rower). Jeśli też macie taki problem albo – tak jak mi – marzy się wam model nieco smuklejszy i lżejszy niż klasyczna holenderka, poszukajcie dwururki. Ja szukałam online, bo lubię stare rowery, a w Internecie jest ich sporo. Ważne jest jednak, moim zdaniem, żeby kupować je w serwisach, a nie od kogoś prywatnie. Wtedy jest większa szansa, że kupimy rower dobrze utrzymany i po przeglądzie. Jak macie więcej kasy, postawcie na nowy. Za taki przyzwoity dacie 1000-1200 zł. Ale taki za 200 zł więcej lepiej sobie poradzi przy złej pogodzie. Dobrze, by miał hamulce tarczowe, raczej niż v-brake, amortyzator też się przyda, ale niech będzie rzeczywiście działający. Te tańsze nie zawsze zdają egzamin. Jeśli jednak macie ograniczony budżet, w miarę przyzwoity używany rower kupicie już za 400-500 zł. Tańszych nie polecam, bo – jak mówiła moja babcia – biednego nie stać na badziewie. Wydacie 200 zł na rower, ale dwa razy tyle na naprawy w ciągu roku.

Przymiarka

To kluczowa rzecz i jedyny sposób, żeby dobrać rozmiar ramy. Wysokość siodełka i kierownicy to kwestie indywidualne. Przyjmuje się, że, gdy siodełko jest od niej wyżej, lepiej nadaje się do jazdy sportowej. A w jeździe rekreacyjnej zasada jest odwrotna. Ale ja mam siodełko ustawione równo z kierownicą, choć żaden ze mnie sportowiec. W ten sposób łatwiej mi się rozpędzić na ścieżkach rowerowych. Szybkość pomagają mi osiągnąć też w miarę wąskie opony (ale nie aż tak jak w kolarzówce) i spore koła. Jednak, gdybym lubiła w weekendy wyskoczyć na rowerze do lasu, wybrałabym opony grubsze, którym bliżej do takich, jak u górala.

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.