Moje ukochane kucharki

Przedstawiam wam moje ulubione kucharki, których nie boję się nazwać tym słowem. Które nauczyły mnie, jak dobrze gotować i przyjemnie żyć. 

Tekst: Joanna Zaguła

Mimi Thorisson w sesji dla Zara Home

Język polski ma nam do zaoferowanie dwie formy. Kucharz, czyli osoba profesjonalnie zajmująca się gotowaniem, zawiadująca kuchnią. Odpowiednikiem żeńskim są kucharki. Ale to słowo nie kojarzy się z szefową kuchni, tylko z panią, która nalewa nam zupę w barze. Nie umniejszając zdolności kulinarnych takich pań, nie da się nie zanotować tego, że to zawód cieszący się mniejszą estymą. Sama niejednokrotnie zastanawiałam się, jak określić zawód kobiet, w których pisałam. Nie zawsze były szefowymi kuchni. Czasami to blogerki, czasami edukatorki, aktywistki, popularyzatorki, zawsze gotujące. Bałam się, że słowo kucharka je obrazi. Myślę jednak, że nie warto obrażać się na to słowo, tylko wciąż go używać. Określając mądre, zdolne kobiety, stanie się tak samo wartościowe. Dlatego dzisiaj opisuję dla was moje ulubione kucharki.

Nigella Lawson to moja pierwsza kulinarna miłość. Na początku lat 2000 uczyła nas, że gotowanie to żaden problem, tylko dobra zabawa. Jak coś nie wyjdzie – trudno. Przejmujesz się liczeniem kalorii – przestań! W kuchni chciałam być taka jak ona – dowcipna, seksowna i gotować dla ludzi po to, żeby sprawiać im przyjemność.

Julia Child też uczyła mnie luzu. Jej sposób mówienia w przeuroczy sposób kontrastuje z tym, że pokazuje nam trudne przepisy i krząta się po kuchni w eleganckim stroju i perłach. Jeśli chcecie poznać podstawy, które powinien znać każdy mistrz kulinarny, czyli klasyki dań francuskich, ale nudzą was profesjonalne lektury, oglądajcie jej programy.

Ina Garten i jej program „Bosonoga Contessa” to moja fascynacja z okresu gimnazjum, kiedy jeszcze oglądałam telewizję. Może zabrzmi to okrutnie i głupio, ale jej program uzmysłowił mi – wówczas nastolatce –  że taka „dobra mama”, trochę grubsza, ciepła, kochana, gotująca nie jest śmieszna, ale może mieć fajnego męża, grupę przyjaciół, którzy wpadają na kolacje i jest bardzo cool.

Rachel Khoo prowadzi programy dla BBC i wydaje książki o kuchni francuskiej. Nią inspirowałam się z kolei podczas studiów. Bo tak samo, jak jej „Mała paryska kuchnia”, moja nie była ani przestronna, ani dobrze wyposażona. Ale dla Rachel najważniejsze były dobre składniki, fajny pretekst do urządzenia kolacji i już. Nie trzeba wielkich pieniędzy i wielkich luksusów, żeby pysznie jeść i się tym cieszyć.

Mimi Thorrisson jest inspiracją na okres życia, który nieubłaganie trzeba by nazwać dorosłym. Jej wielka rodzina (mnóstwo dzieci i psów oraz mąż-fotograf) mieszka w równie wielkim i pięknym chateau we Francji. Ich codzienne rytuały, rodzinne wycieczki, powolne sprzątanie i wspólne remontowanie starego pałacu, wizyty znajomych i odświętne, choć niezobowiązujące kolacje pełne klasycznych pysznych dań – tak sobie wyobrażałam najlepszy rodzaj dorosłości. I do tego dążę do dzisiaj. No, może oprócz tego pałacu…

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.