Wyobraź sobie, że w ostatnim bastionie ludzkości, w Barze Byłych Prezydentów niegdysiejsi dyktatorzy serwują potrójnie destylowaną wódkę z wodorostów oraz sfermentowane mleko foki. Kogo i co zabrałabyś ze sobą, gdyby dano ci miesiąc na przeprowadzkę do najzimniejszej części świata? Trop znajdziesz w powieści „Dzieci lodu”.

 Tekst: Sylwia Skorstad

fot: Pexels

Amerykanka Liza, studentka medycyny, podczas rodzinnych wakacji w Portugalii spotyka czarującego, lokalnego przewodnika o imieniu Atto. Choć zdaje sobie sprawę, że być może pada ofiarą magii chwili lub celowej manipulacji flirciarza, zaczyna mu wierzyć, że w ich spotkaniu jest coś wyjątkowego. Zgadza się na romantyczną wycieczkę łodzią. Kiedy zauroczeni sobą młodzi wracają po kilku godzinach do Lizbony, wszystko, absolutnie wszystko, staje na głowie.

Ta historia zaczyna się jak wiele innych, ale jest jedyna w swoim rodzaju. Na Ziemię przylatują Obcy, ale czytelnik nigdy ich nie zobaczy, podobnie jak bohaterowie powieści. Widać tylko ich statki kosmiczne na niebie oraz powtarzane w wyłączonych telewizorach komunikaty o konieczności udania się na Antarktydę. Ludzkość ma trzydzieści dni, by przenieść się tam, gdzie będzie jej najtrudniej przetrwać. Rozpoczyna się walka z czasem i chaotyczna podróż. Liza i Atto korzystając z łodzi chłopaka, również zmierzają w stronę kontynentu, który wkrótce stanie się rezerwatem ludzkości.

Przeżyć w miejscu nie do życia

Na Antarktydzie słupek rtęci ma wyjątkowo niemiły zwyczaj wskazywania nawet minus 90 °C. Odczuwalna temperatura jest jeszcze niższa z powodu silnych wiatrów. Na tym najbardziej niegościnnym kontynencie nie ma stałych mieszkańców. Rocznie obozuje tam kilkuset naukowców chroniących się przed mrozem pod dachami stacji badawczych. Istnienie stacji jest możliwe tylko dzięki letnim, masowym dostawom sprzętu, pożywienia oraz lekarstw.

W powieści „Dzieci lodu” drugiej szansy na dostawę nie ma. Ludzkość musi spakować wszystko i wszystkich, a do tego ruszyć w drogę natychmiast. Ta misja nie ma prawa się udać, nawet gdyby wykorzystać wszystkie możliwe jednostki pływające i latające. Czy w takiej chwili trzeba ratować oryginał „Słoneczników” van Gogha czy raczej zachować miejsce w plecaku na witaminy i sprzęt medyczny?

Tom Rob Smith powiedział na festiwalu pisarzy w San Diego, że odczuwał szczególną przyjemność wymyślając wskrzeszanie cywilizacji na lodzie. Wyobrażał sobie potrawy, instrumenty muzyczne i alkohole, które mogłyby powstać w antarktycznych warunkach. Stworzył Bar Byłych Prezydentów, Muzeum Życia na Lodzie, Kaplicę Śniegów i inne niezwykłe miejsca. Zastanawiał się, co tak naprawdę oznacza słowo „przetrwać”. Najbardziej skupił się na tym, jaki bagaż etyczny zabralibyśmy ze sobą, gdyby przyszło nam zaczynać wszystko od nowa.

„Przetrwanie człowieka musi wyrażać się w czymś więcej niż tylko bilansie kalorycznym i temperaturze ciała” – przekonywał na festiwalu.

dzieci lodu okładka

Futurystyczna fantazja na zimno

„Dzieci lodu” to idealna powieść na zimę – nieważne, jak bardzo doskwiera ci niepogoda, jej bohaterom jest zimniej niż tobie. Ta książka aż grzeje w ręce, bo poszerza perspektywę.

A już na poważnie – to rzetelna i wiarygodna fantazja futurystyczna, która zadaje istotne pytania o kondycję człowieczeństwa. Czy w obliczu tego samego zagrożenia stajemy się jako grupa lepsi czy gorsi? Czy współczesny człowiek z całą jego wiedzą na temat technologii, genetyki, biologii i antropologii poradziłby sobie w ekstremalnych warunkach lepiej niż polarni odkrywcy sto lat temu? Jakie granice można bezpiecznie przekroczyć walcząc o przetrwanie gatunku? Autor nie daje oczywistych odpowiedzi. Trzeba samemu ich poszukać, podążając za dwójką jego ulubionych bohaterów.

Najnowsza powieść Smitha to też książka o miłości. Nie tylko tej romantycznej, jaka rodzi się między parą spacerowiczów skąpanych w złotych promieniach zachodzącego słońca w Lizbonie. Kochać, również od pierwszego wejrzenia, można psa, adoptowane dzieci, przybranych rodziców należących do innego gatunku albo istotę stworzoną do życia pod lodem. Zdolność do współczucia może się okazać jedną z najcenniejszych rzeczy, jaką warto ze sobą zabrać w podróż na Antarktydę.

Tom Rob Smith, „Dzieci lodu”, Wydawnictwo Albatros

 

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.