„Dom dla lalek” to przekonujący kryminał z niewiarygodną narratorką i tematem (niestety) na czasie. To również jedna z tych książek, które czyta się jak najszybciej, oby tylko dowiedzieć się prawdy.

Tekst: Sylwia Skorstad

książka na weekend
fot: Pexels

W deszczową noc na odludziach stanu New Hampshire dochodzi do nietypowego zdarzenia drogowego. Właścicielka luksusowego, naszpikowanego elektroniką samochodu, przy niewielkiej prędkości wjeżdża do jaru i doznaje wielu obrażeń. Choć ledwie trzyma się na nogach, znajduje siłę, aby doczołgać się do drogi i poszukać pomocy. Nie dla siebie, tylko kilkuletniej dziewczynki o imieniu Vero. Ofiara wypadku nie dba o własne zdrowie ani bezpieczeństwo, zależy jej wyłącznie na odnalezieniu dziecka.

Kiedy na miejscu wypadku pojawia się Wyatt Foster, detektyw z miejscowego biura szeryfa, ochotnicy już przeszukują zarośla w celu odnalezienia Vero. Podejrzewają, że dziewczynka albo wypadła z auta w pierwszej fazie wypadku, albo wyszła o własnych siłach i zgubiła się w lesie. Do akcji wkracza pies policyjny, ale jego zachowanie zaskakuje śledczych. Zwierzę wyczuwa we wraku samochodu ślady obecności tylko jednej osoby – kobiety, którą już zabrano do szpitala. Dopiero wtedy Foster zauważa, że w aucie nie ma żadnego śladu obecności dziecka, choćby chusteczki albo papierka po cukierku.

Gdy narrator uderzy się w głowę

„Dom dla lalek” to jedna z tych powieści, w której czytelnik nie może wierzyć narratorce. Kiedy ciężar opowieści bierze na siebie Nicky Frank, ofiara wypadku drogowego, nie jesteśmy pewni, na ile możemy ufać jej słowom. Wiozła ze sobą dziecko czy nie? Jej mąż twierdzi, że są bezdzietni, a Vero nie istnieje. Ponieważ Nicky kilka razy doznała wstrząśnienia mózgu, miesza przeszłość z teraźniejszością, zapomina niektóre rzeczy, a inne słabo kojarzy. Czy jednak zmyśla fakty? A jeśli tak, to dlaczego akurat takie, a nie inne?

Niedługo po wydaniu tej powieści Lisa Gardner powiedzała w wywiadzie dla „The Big Thrill”, że pierwszy pomysł na fabułę przyszedł jej do głowy po lekturze artykułu o cerebrastenii pourazowej, stanie mogącym wystąpić po wstrząśnieniu mózgu: „Zaczęłam się zastanawiać nad symptomami. Zafascynowało mnie to, że osoba zmagająca się z zaawansowanym syndromem mogłaby się czuć obco wobec samej siebie. Zaczęłam sobie wyobrażać, jak trudne mogłoby to być dla jej otoczenia.”

Pisarka miała rację, pogoń za tym pomysłem się opłaciła. Choć „Dom dla lalek” szedł jej pod górkę i ostatecznie dużą część fabuły trzeba było przeredagować, powieść odniosła w USA spektakularny sukces i wspięła na czołowe miejsce listy bestsellerów „The New York Times”. Czytelników totalnie wciągnęła zagadka kobiety, która zgubiła wyimaginowane dziecko. To jedna z tych książek, które czyta się jak najszybciej, oby tylko dowiedzieć się prawdy. Pod koniec nieważne już jest, na ile wiarygodna jest ta prawda, oby tylko można było do niej dotrzeć.

Niejeden Epstein na świecie

Choć „Dom dla lalek” powstał w roku 2015, dzisiaj jest tak samo aktualny jak przed dekadą. Za kryminalną i psychologiczną zagadką kryje się znacznie poważniejszy temat molestowania seksualnego dzieci i nastolatków. Tam, gdzie znajdują się ludzie gotowi zapłacić za zgwałcenie dziecka, prędzej czy później znajdzie się ktoś gotowy im to umożliwić. Za odpowiednią opłatą obie strony znajdą nawet eleganckie i dalekie od prawdy słowa opisujące taki proceder. Wszystko odbędzie się po cichu, za zamkniętymi drzwiami i w otoczeniu wspaniałych dekoracji. I choć nie mieści się w głowie, to jednak działo się, dzieje i będzie działo. Problem nie zaczął się ani nie skończył na jednym megalomańskim bankierze Jeffreyu Epsteinie. Coś podobnego, choć na mniejszą skalę, może się zdarzyć na prowincji. Na przykład u ciebie za płotem.

Lisa Gardner „Dom dla lalek”, Wydawnictwo Albatros

 

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.