Jedni dorastali przy Kalibrze 44, inni kilka lat później odkrywali Paktofonikę i Grammatika, a dla następnych ważnymi głosami sceny rapowej stali się PRO8L3M czy Bedoes 2115. JIMEK znalazł sposób, by te pokolenia spotkały się na jednej scenie. Na warszawskim Bemowie przedstawiciele trzech generacji polskiego rapu wystąpili w towarzystwie orkiestry symfonicznej, zabierając publiczność w podróż przez kolejne etapy historii tego gatunku. 

Tekst i zdjęcia: Julia Staręga 

JIMEK - historia polskiego hip-hopu

„Historia Polskiego Hip-Hopu” w wykonaniu JIMKA sięga roku 2022, kiedy na Bemowie odbył się pierwszy koncert. Drugi – na Stadionie Śląskim w Chorzowie rok później. Trzeci wrócił w minioną sobotę do miejsca, od którego wszystko się zaczęło. 12 września JIMEK zagrał koncert zamykający hip-hopową, symfoniczną trylogię. Wspólnie z 70-osobową orkiestrą i gośćmi JIMEK zabrał słuchaczy w trwającą trzy godziny podróż po najlepszych klasykach rodzimego hip-hopu w nowych, symfonicznych aranżacjach. Oprócz nich premierowo wybrzmiały także utwory z najnowszego albumu JIMKA „ETIUDY na pianino, sampler, orkiestrę i kolegów”. Na scenie pojawili się liczni goście – zarówno ci, którzy tworzyli podwaliny polskiego hip-hopu, jak i artyści, którzy wpisali się w rapowy mainstream i eksplorują ten gatunek po swojemu. Wśród nich znaleźli się m.in. Sokół, Molesta Ewenement, Rahim i Fokus z Paktofoniki, Oskar83, Bedoes 2115, O.S.T.R., Fenomen, Mor W.A., Kosma Król, Eldo, Grammatik, Abradab, Łona i Wzgórze YA-PA 3.

Zapamiętamy ten wieczór na długo

Gdy JIMEK wszedł na scenę i zasiadł przy pianinie, publiczność wiedziała, że za chwilę rozpocznie się porywający spektakl. Wystarczyły pierwsze dźwięki jednej z najnowszych kompozycji, po których nastąpiły wariacje perkusyjne, by wprowadzić słuchaczy w stan oczekiwania na to, co nastąpi. Orkiestra weszła na scenę i zaczęła się prawdziwa dźwiękowa uczta. Jako pierwszy pojawił się Sokół, który z klasą wykonał „Etiudę nr10”, a słowa refrenu „Wszyscy powiedzcie: „Jestem”, no siemasz/Nikt tu nie milczy, przecież nikogo nie ma” poniosły się echem w tłumie. Później, wspólnie z FU, wykonał kultowy kawałek „Jeszcze będzie czas”, a publiczność zaczęła rozkręcać się we wspólnym tańcu. Atmosferę podgrzali Rahim i Fokus z Paktofoniki, prezentując numery „Gdyby” i ikoniczne „Jestem Bogiem”, którego refren odśpiewali wspólnie z zebranym pod sceną tłumem. Trudno było nie odczuć, że dla wszystkich był to moment wzruszający, a hip-hopowa brać na chwilę przeniosła się do czasów, gdy to właśnie Paktofonika wyznaczała trendy w polskim rapie.

Na scenę dziarskim krokiem wkroczyli również panowie z formacji Molesta Ewenement ze swoim dobrze znanym „Wiedziałem, że tak będzie”, by po chwili przejść do „Muzyki miasta” i „Dziękówy dla chłopaków”, w którym między wersami pozdrowili towarzyszącą im orkiestrę i słuchaczy. Oskar83 z Pro8l3mu zarapował „Flary” i z właściwym mu impetem przeszedł do „Molly”. Dalej było tylko lepiej.

Bedoes 2115 wyraził słowa uznania dla JIMKA

W momencie, gdy Bedoes 2115 wszedł na scenę, wszystkie „Bedoesiary” krzyknęły z radości. Część z nich wspólnie z artystą zawzięcie recytowała pod sceną każde słowo utworu „1988 (mam to we krwi)”. Z kolei „Etiuda nr3”, wykonana przy akompaniamencie gitary akustycznej w wykonaniu JIMKa, wprowadziła kameralną atmosferę i wielu wzruszyła do łez. „JIMEK robi to z zajawki i z pasji, gra ze Snoop Doggiem i nie musiałby tego tutaj robić. A to dzięki niemu się dzieje tutaj hip-hop” – powiedział ze sceny Bedoes chwilę wcześniej, a tłum nagrodził go brawami. W środowisku rapowym jest on znany ze swojej szczerości i od lat podkreśla znaczenie ludzi, w szczególności słuchaczy, dzięki którym znalazł się w tym miejscu. Podobny wyraz uznania skierował w stronę gospodarza wieczoru, który z klasą dyrygował orkiestrą i zbijał piątki z wchodzącymi na scenę raperami.

O.S.T.R. na scenie

Chwilę później pałeczkę przejął O.S.T.R., powracając do starej szkoły hip-hopu. Medley składający się z „Mówiłaś mi”, „Jednej chwili” i „Tabasko”, przywołał materiał, na którym wielu się wychowywało. W międzyczasie prowadził z tłumem klasyczne okrzyki w formie call and response, utrzymując w ten sposób napięcie. Na koniec zostawił sobie piękny freestyle, w którym odwołał się do rodzinnych, warszawskich korzeni, czym zaskarbił sobie sympatię publiczności. Był to jeden z tych drobnych momentów, który przypomniał, że mimo aranżacji symfonicznych i rozmachu, jaki towarzyszył temu wieczorowi, wciąż był to przede wszystkim koncert hip-hopowy, w który wpisane są nieprzewidywalne zwroty akcji.

„W rapie jest jeszcze dużo miejsca na poezję”

Tymi słowami swoją część występu podsumował Eldo, choć po „Etiudzie nr1” właściwie nie musiał niczego dopowiadać. Wśród monumentalnych aranżacji moment ten zadziałał jak swoiste calando – ciężar słów wraz z misternie utkaną orkiestracją, pianinem i bitem wystarczyły, by w pełni skupić uwagę publiczności. Było w tym również coś z przypomnienia, że rapowa nawijka nie ogranicza się głównie do historii o imprezach, używkach, przygodnym seksie i przedmiotowym traktowaniu kobiet. Eldo pokazał jego poetycką stronę, co stanowiło przeciwwagę dla bardziej spektakularnych i żywiołowych momentów tego wieczoru. Ich nie brakowało – klasyki Kalibra 44 wyrapowane przez Abradaba porwały tłum, a medley utworów z repertuaru Grammatik, które Eldo wykonał wraz z Jotuze – „Nie mam czasu pomyśleć” w towarzystwie „Friko” i „Nie ma skróconych dróg” – przypomniały słuchaczom wychowanych w latach 2000. o sile szczerości w rapie. Na scenie pojawił się również Łona z „Etiudą nr7” i trzeba przyznać, że jego obecność od razu wprowadziła odrobinę błyskotliwego humoru, okraszonego dozą stand-upowego dystansu. Z uśmiechem wspomniał o towarzyszącym mu José Manuelu Albán Juárezie i JIMKU, gdy powiedział: „Chociaż wszyscy wychowani są na starym, dobrym, hardkorowym rapie, to teraz dają się porwać melodii nienachalnej bossanovy, żeby spojrzeć z nostalgią w przeszłość i nadzieją w przyszłość, nieprawdaż?”.

Łona i „Etiuda nr 7”

JIMEK po raz kolejny udowodnił, że historię polskiego hip-hopu można przedstawić w formule, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym. Połączenie orkiestry i głosów artystów kształtujących dzisiejszy mainstream z klasykami, na których wychowywało się pokolenie pamiętające walkmany i osiedlowe kasety, przypomniało, że mimo zmian w obrębie polskiego hip-hopu, wszystkie zawarte w nim historie wyrastają z tego samego korzenia.

Finał „Historii Polskiego Hip-Hopu” był więc czymś więcej niż sentymentalną podróżą przez największe utwory ostatnich dekad. Stał się dowodem na to, że polski rap nie ma jednej twarzy, lecz ewoluuje, dojrzewa razem ze swoimi słuchaczami i nadal pozostaje w nim miejsce na eksperymenty. 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.