„Serce pełne grobów” to kryminał z kultowej szkockiej serii o inspektorze Rebusie. Podobnie, jak sam bohater, mniej dynamiczny niż kiedyś, ale ciągle pełen akcji.
Tekst: Sylwia Skorstad

Historia zaczyna się od szokującej nowiny – doświadczony, emerytowany inspektor John Rebus staje przed sądem jako oskarżony o przestępstwo, za które grozi kara dożywocia. Potem czytelnik stopniowo poznaje wydarzenia, jakie doprowadziły bohatera do tego miejsca. Różne wątki spłatają się ze sobą. W jednym z nich zawieszony funkcjonariusz oskarżony o przemoc domową, który pracował w owianym złą sławą posterunku w Tynecastle i zamierzał ujawnić kilka niewygodnych rzeczy, zostaje zamordowany. W innym Rebus zostaje poproszony przez dawnego znajomego o bardzo złej reputacji o odnalezienie zaginionego przed laty mężczyzny. W jeszcze innym inspektor Siobhan Clarke staje się częścią zespołu śledczego, w którym zdają się przecinać różne interesy.
Powrót starego, ale czy dobrego inspektora?
Na kolejną powieść tej znanej serii detektywistycznej fani kryminałów Iana Rankina czekali cztery lata. „Serce pełne grobów” ukazało się w Szkocji w 2024 roku. Było to wkrótce po pandemii koronawirusa, co w opowieści jest widoczne, bo wracają tam wątki z czasów choroby. W dwudziestej czwartej części cyklu Rebus nie jest już tak dynamiczny niż kiedyś i bywa, że ma większą ochotę na wyprowadzenia na spacer swojego psa niż pogoń za przestępcami. Nie zawsze jest na bieżąco z nowinkami, o czym świadczy na przykład ten fragment: „Rebus wciąż nie miał pojęcia, jak działa ten cały kod QR. Od czasu do czasu co bardziej kumaty bywalec baru albo ktoś z obsługi próbował mu to wyjaśnić, ale informacja prześlizgiwała się po powierzchni jego mózgu jak puszczona po wodzie kaczka – i tak jak kamyk tonęła przepadając bez śladu.”
Wciąż jednak jest uparty i nie odpuszcza łatwo, tak samo innym jak i sobie. Pozostaje z boku prawdziwego śledztwa, ale stale się do niego wpycha. Żartuje podobnie, jak dawniej, a inni nie pozostają za nim w tyle. Kiedy na przykład mieszkanie dziennikarki ujawniającej niewygodne dla wielu informacje, zostaje podpalone koktajlem Mołotowa, policjanci mówią między sobą, że zważywszy na ceny benzyny, szukają kogoś z wypchanym portfelem.
Czytelnik, który dobrze zna Rebusa, wie, co mu w duszy gra. Ci, którzy przygodę z serią Rankina zaczynają od tej części, zachodzą w głowę, czy aby na pewno ten były policjant stoi po stronie dobrych. I mają prawo czuć się zagubieni, bo wątków w tej powieści jest aż nadto.

Bardziej prawdziwy od pisarza
W rozmowie z Tomem Powerem Ian Rankin powiedział, że spodobał mu się pomysł kontynuowania serii po tym, jak jej główny bohater przeszedł na emeryturę. Jego zdaniem to dobry moment, by znaleźć odpowiedź na pytanie, czy Rebus to zły, czy dobry człowiek. Nie definiuje go już jego pozycja w pracy, nawet jeśli on sam wciąż widzi siebie głównie jako inspektora. Mężczyzna zbliżający się do siedemdziesiątki powinien wreszcie znaleźć czas na podsumowanie swojego życia i charakteru.
„Czy jest jakaś szara strefa pomiędzy dobrem i złem?” – zastanawia się autor. „Rebus zaczyna wreszcie dumać nad tym, co pozostawi innym po sobie.”
Autor uważa, że dla jego wiernych czytelników John Rebus jest bardziej prawdziwy niż on sam. Czasem wydaje mu się wręcz, że to inspektor wymyślił jego, a nie on inspektora. Nawet w jego ulubionym barze w Edynburgu ludzie zwykle szukają właśnie Rebusa, a ignorują obecność Rankina. Pewnie dlatego, że ten pierwszy jest bardziej charyzmatyczny, domyśla się Rankin. Nawet na emeryturze.
Ian Rankin „Serce pełne grobów”, Wydawnictwo Albatros