Na zawsze razem. O matce i córce, które nie rozstaną się nigdy

Niewiele uczuć jest tak powszechnie cenionych, jak miłość matki do dziecka. Bezinteresowność, niezmienność i niemożność zastąpienia przez cokolwiek innego – to tylko niektóre z długiego szeregu pozytywów,  które z tym rodzajem więzi się zwykło kojarzyć. Jednak nierozwiązana symbioza z matką oznacza zatrzymanie rozwoju i utratę wielu życiowych możliwości dostępnych dla dorosłych kobiet.


O ile pełne pasji narzekanie na życie z partnerem jest w gabinecie psychoterapeuty zjawiskiem powszechnym, to już uczucia wzbudzane przez bliską relację z rodzicem lub dzieckiem cenzurujemy w opisie o wiele uważniej.

Trójkąt zredukowany

Relacja matki i córki jest szczególna w jeszcze większym stopniu. Jej ważną cechą odróżniającą i zarazem jednym z głównych punktów zapalnych jest sprawa podobieństwa obu kobiet do siebie. Jeśli związek ma charakter ścisły, zwykle jest on także dwuelementowy. Pierwotny układ trójkąta matka-ojciec-dziecko z jakiegoś powodu zamieniony zostaje na relację pary. Mężczyzny tu nie ma. Brak jego wydaje się często czymś tak naturalnym, że ani nie budzi zdziwienia, ani się go w żaden sposób nie omawia. Relacja dwu kobiet bywa tak doskonale kompletna i szczelna, że można mieć wrażenie, iż tego trzeciego – mężczyzny –nigdy tu nie było lub że do niczego nie jest potrzebny i tylko by wadził.
Niezależnie więc, czy ojciec sam się z jakiegoś powodu odsuwa, czy też usunięty zostaje wbrew woli, uczestniczki związku przejmują jakąś część ról odgrywanych w stosunku do siebie, które zwykle wykonuje mężczyzna. Wiele uczuć typowych dla męsko-damskich związków jest tu więc ciągle obecnych, choć ich forma jest nieco zmieniona.

Przede wszystkim zazdrość. Matka czujnie strzeże, by przyjaźnie córki nie były zbyt bliskie. Do wszystkich ma dostęp. O przyjaciółkach córki obie kobiety wiedzą tyle samo i żadne towarzyskie spotkanie córki bez fizycznej, lub choćby symbolicznej obecności mamy się odbyć nie może. Spóźnienia nie są tolerowane. Wieczorna przedłużająca się nieobecność, podobnie jak w damsko-męskich parach, jest uważana za zdradę i łatwo stać się może nawet przyczyną rozwodu. Niejedna mieszkająca z mamą córka, wracając bez uprzedzenia po dziesiątej lub jedenastej wieczorem, zastaje matkę przy dramatycznym pakowaniu jej własnych lub mamy walizek.

Spanie razem w jednym łóżku jest w takich związkach powszechne. Trzydziesto-, czterdziesto- czy pięćdziesięcioletnie kobiety wcale nierzadko sypiają z matkami niezależnie od lokalowych warunków i mimo upływu lat kobiety przytulają się do siebie tak samo, jak w czasach, gdy młodsza z nich była dzieckiem. Symbiotycznie związane, często dzielą budżet podobnie jak para. Bywa, że matka latami utrzymuje córkę lub córka matkę – całkiem jak ci legendarni mężczyźni z dawnych czasów, co ponoć umieli zarabiać na utrzymanie swych wybranek.

Groźny mężczyzna

Pragnienia seksualne są zagrożeniem dla związku. Realizowane przez matkę, grożą powtórnym powstaniem trójkąta. Trudno powiedzieć, czy matka odczuwa frustrację, gdy ich się wyrzeka. Jeśli tak jest, rekompensuje to sobie dumą z wielkości swego poświęcenia. Kult życia dla innych, samoograniczania i wyrzeczeń jest standardowo uprawianym przez symbiotyczne matki sposobem na scementowanie związku z córką. Skoro ja się poświęcam i cierpię, inni poświęcać się winni i cierpieć podobnie. W przeciwnym razie będą niegodziwcami. Nieobecny mężczyzna przydaje się często w tym miejscu jako prototyp takiej odrażającej, pozbawionej wszelkiej przyzwoitości persony. Jako postać niegodziwa i grzeszna symbolizuje on zaspokajanie własnych potrzeb bez oglądania się na kogokolwiek.

Dla samoofiarnych nastrojów związku dwu kobiet cecha ta, gdyby któraś z nich miała ją w sobie, byłaby nie mniej destrukcyjna niż nagłe zjawienie się legendarnego nicponia i egoisty jako trzeciego wierzchołka trójkąta. Mężczyzna ten jest więc  również protoplastą wszelkich męskich postaci i ostrzeżeniem przed ciemną naturą mężczyzn jako ogółu. W alternatywnej, heroicznej wersji funkcjonuje on jako ktoś, kto poświęcił się ostatecznie lub znosił skrajne cierpienie bez skargi. Staje się więc jego  postać niedościgłym wzorem poświęceń i hartu, które matka i córka odtwarzają w hołdzie jego pamięci, nigdy nie mogąc przecież spłacić moralnego długu tworzonego przez samą obecność tak godnej szacunku figury. W takich wypadkach bywa on też owiewany tak wzniosłą legendą, że żaden żywy mężczyzna czemuś takiemu dorównać nie może. Seksualny rozwój córki bywa w takim systemie skutecznie zablokowany. Seks zagraża rozpadowi najważniejszej życiowej relacji. Jeśli więc jakiś mężczyzna pojawi się na horyzoncie, pierwszym odruchem córki będzie opowiedzieć o nim matce. Tu zwykle pojawia się rozczarowanie. Matka, choć pozornie bardzo bliska, zdaje się nie rozumieć córki całkiem w tym punkcie. Poczucie więzi ustępuje miejsca poczuciu winy i pustce. Córka otrzymuje wyraźny sygnał – bliskość z kimś spoza związku jest aktem zdrady i niewdzięczności.

Wahania emocji, zamiana ról

Niezależnie od tego, jak mocno niektórzy próbują to zmienić, musimy w ciągu życia przeżywać cały zakres naturalnych dla naszego gatunku emocji. Jeśli zatem żyjemy w układzie zamkniętym, gdzie tylko jedna osoba może być uważana za znaczącą, w odniesieniu do naszego partnera muszą pojawić się emocje sprzeczne. Matka i córka zamknięte w szczelnym kokonie same ze sobą kochają się i nienawidzą na przemian. Dzikie awantury przeplatają się z poczuciem winy i lękiem, że stało się coś nie do naprawienia. Emocje krążą w zamkniętym obiegu, bo nikt z zewnątrz do żadnej z kobiet nie może bliżej zostać dopuszczony.

Ważnym elementem tej dwuosobowej relacji jest ciągła zamiana ról. Raz córka, raz matka jest bezradna i potrzebuje natychmiastowej pomocy. Raz córka raz matka buntuje się głupio wbrew zdrowemu rozsądkowi – nie chce jeść, kiedy powinna, nie chce czapki założyć, nie chce abonamentu tańszego wykupić, nie rozumie, co dla niej dobre. Raz też matka, a raz córka musi za tą drugą chodzić, tłumaczyć, namawiać, dbać i doglądać, by ta druga jednak zrobiła co trzeba. Całkiem jak z dzieckiem. I również jak za dziecko, obie panie za siebie na przemian czują się odpowiedzialne. Poczucie winy i własnej niewdzięczności to główny punkt nacisku w tej grze. Nie trudź się z odwożeniem, pójdę sama. To nic że pada deszcz, przecież nie będziesz wychodzić, skoro pada.. Nie, absolutnie nie wychodź; powiedziałam, że pójdę sama i tak zrobię. Tu już nie jestem potrzebna, ale to przecież naturalna kolej rzeczy… Przy każdej próbie oddalenia druga strona wydaje się całkiem bezbronna. Próba zbliżenia nieodmiennie oznacza jednak rozczarowanie, zderzanie się z krytyką i bezsilną furię.

Teoria ukrytych lojalności

Symbiotyczny związek matki i córki opisywany jest przez wiele teorii. Jedną z nich jest teoria ukrytych lojalności. Według niej w rodzinach w ciągu kolejnych pokoleń pojawia się pewna ilość niespłaconych emocjonalnych zobowiązań ludzi względem siebie. Zwolennicy tej koncepcji używają metafory rodzinnej księgi obrachunkowej, w której zobowiązania te są księgowane i rozliczane w kolejnych pokoleniach. Jednym z przykładów wyjaśnienia symbiozy matki i córki może być sytuacja, w której na pierwszym etapie dorosła córka zostaje odrzucona przez własną matkę. Ma poczucie braku równowagi w rachunku dostać-dać. Kieruje więc początkowo potrzebę wyrównania rachunku do matki. Sprawiedliwe wyrównanie nie następuje. Wówczas przekierowuje więc potrzebę wyrównania rachunku dostać-dać do własnej córki. Córka ma za zadanie wprowadzić sprawiedliwość w rodzinie przez danie własnej matce tego, czego nie dała matce jej matka. Córka, będąc lojalna, nawiązuje symbiotyczny związek z matką. I odczuwa uczucia negatywne do własnej matki za to, że ją wykorzystała. Córka ma więc również potrzebę wyrównania rachunku dostać-dać.

Symbioza kobiety z rodziną pochodzenia może być zaleczona na tyle, by mogła ona nawiązać trwałą relację, wziąć ślub i mieć dziecko, nie na tyle jednak, by związek ten mógł być udany. Konflikty między lojalnością w stosunku do rodziny pochodzenia a własnego partnera mogą trwać wiele lat, nie wytrącając systemu z pewnego rodzaju chwiejnej równowagi. Pewne zmiany sytuacji życiowej mogą jednak przechylić szalę na którąś ze stron. Na przykład śmierć ojca może spowodować, że symbiotyczne tendencje do wiązania się z matką staną się bardzo nasilone, co doprowadzi do rozpadu związku z mężem. Inną możliwą wersją jest utrzymywanie przez kobietę zdrowego dystansu wocec matki do chwili, gdy jej dziecko nie osiągnie wieku, w którym coś rozwojowo istotnego wydarzyło się w jej własnym dzieciństwie. Prowadzić to może do nasilonego przeżywania instynktownej, nieodpartej potrzeby włączenia matki w proces wychowania wnuczki. Dochodzi wówczas często nawet do powtórnego wspólnego zamieszkania, a więc i uruchomienia wszystkich dawno zapomnianych mechanizmów i odnowienia się starych konfliktów. Z punktu widzenia teorii ukrytych lojalności jest to nieświadoma próba powrotu do przeszłej trudnej sytuacji w celu jej pozytywnego rozwiązania.

Prawidłowy przebieg rozwoju charakteryzuje się pierwotnie bardzo bliskim związkiem matki i córki. Na pewnym etapie rozwojowym powinno jednak nastąpić zdecydowane odróżnienie się i odseparowanie dwu kobiet od siebie, tak by córka mogła odkryć własną, niezależną od matki tożsamość i realizować własne cele rozwojowe. Jest to niezbędny warunek przyjęcia dorosłej identyfikacji z własną płcią. Nierozwiązana symbioza z matką oznacza zatrzymanie rozwoju i utratę wielu życiowych możliwości dostępnych dla dorosłych kobiet.

5 komentarzy

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.