Amy. Moja córka.


Obdarzona cudownie głębokim kontraltem Amy Winehouse zmarła w wieku 28 lat na skutek zatrucia alkoholowego. Nie urodziła wymarzonego dziecka, nie zagrała koncertów w Europie Wschodniej. Nie spełniła też obietnicy danej ojcu na kilka tygodni przed śmiercią: „Za dużo się martwisz. Wszystko będzie dobrze”.

Tekst: Sylwia Skorstad 

 

Amy Winehouse była pierwszą Brytyjką, która w ciągu jednej nocy zdobyła pięć nagród Grammy, w tym dla najlepszej artystki roku, za płytę oraz piosenkę roku. Sprzedała 22 miliony egzemplarzy płyt, choć za życia wydała jedynie dwa albumy. Miała zaledwie dwadzieścia osiem lat na zrobienie zawodowej kariery i to udało się jej jak mało komu. Podbiła europejskie i amerykańskie listy niespotykanym głosem oraz świetnymi, szczerymi do bólu tekstami piosenek. Nie udało się jej jednak ani poukładać życia osobistego, ani wygrać z chorobą alkoholową. Ci, którzy szukają odpowiedzi na pytanie, co położyło się cieniem na życiu genialnej artystki, powinni sięgnąć po książkę napisaną przez jej ojca Mitcha.

Fałszywy obraz 

Książki, podobnie jak filmy, coraz częściej zaczynają się mocnym uderzeniem. Muszą od pierwszej strony przykuć uwagę, byśmy wbici w fotel nie odeszli do jednej z dziesiątek przyjemności, które potencjalnie na nas czekają. W przypadku tej pozycji jest inaczej. Pierwsze rozdziały to najsłabsza część zwierzeń Mitcha Winehouse’a. Można w nich wyczuć fałsz, bo ojciec Amy wyraźnie nie dzieli się z czytelnikiem tym, co niewygodne. Opowiada o dzieciństwie córki, rysując ją jako roześmianą, beztroską dziewczynkę, której niczego nie brakowało. Kreślony przez niego portret mógłby pasować niemal do każdego dziecka. Kiedy zaczynają się problemy Amy w szkole, Mitch nawet nie próbuje wyjaśnić ich źródła, jakby notoryczne spóźnienia, aroganckie zachowanie wobec nauczycieli czy niechęć do nauki były normalne dla dziesięcio-dwunastolatek. Jego zdaniem fakt, iż opuścił wtedy rodzinę, właściwie nie miał wpływu na rozwój psychiczny córki.

Ocalić dziecko 

Jakiekolwiek błędy rodzicielskie popełnił Mitch Winehouse, ich cena okazała się wysoka i okrutna. Opowieść o dorosłym życiu Amy to coraz bardziej dramatyczna i przejmująca relacja człowieka, który usilnie próbuje ocalić ukochaną osobę przed upadkiem i nie ze swojej winy wciąż na nowo zawodzi. Kiedy w 2007 roku na koncercie w Birmingham publiczność wygwizdała pijaną Amy, Mitch za kulisami popłakał się z bezradności. Mimo palącego wstydu, po tej porażce przytulił córkę i po raz kolejny stanął po jej stronie. Z subiektywnego opisu Mitcha wynika, że każdy dzień z Amy był walką. Z uzależnieniem od narkotyków, z ciągotami do zimnych drani, z atakami tremy, zapaściami, uzależnieniem od alkoholu, tendencją do mówienia ludziom rzeczy obraźliwych, z żenującymi wyskokami w programach na żywo. Na niektóre kłopoty córki mógł coś poradzić, na przykład dosłownie wykopać jej naćpanego męża za drzwi albo chronić ją przed dealerami, wymyślając hasła, dzięki którym tylko osoby bliskie mogły wchodzić do szpitala, w którym na odtruciach spędzała długie tygodnie. Na inne, takie jak problemy z poczuciem własnej wartości, niewiele.

Wypchany portfel 

Czytając wspomnienia Mitcha można zadać pytanie o granice ludzkiej wytrzymałości psychicznej. Tylko ludzie, którzy znają problemy uzależnionych z autopsji, domyślają się, ile energii trzeba, by odciągać od narkotyków czy wódki kogoś, kto nie ma ochoty zerwać z nałogiem. Mitch Winehouse słusznie zauważa, że jego walka i tak była łatwiejsza niż w przypadku innych rodzin, bo miał na nią pieniądze. Nie załatwiały wszystkiego, ale ułatwiały wiele praktycznych spraw. Kilku ochroniarzy stale pilnowało, by Amy nie ćpała, nie pobiła nikogo w napadzie szału, nie kupiła narkotyków, a piosenkarce i tak udawało się wszystkich przechytrzyć. Jak trudno musi być tym, którzy nie mają wypchanego portfela? Amy miała środki na prywatne leczenie, najlepsze kliniki, egzotyczne wakacje. I tak niewiele to pomogło.

Brukowce mogą wszystko?

Na marginesie opowieści Mitcha czai się czarny charakter. Demoniczny, nienasycony i niezwykle potężny. To nie teściowie Amy i nawet nie jej mąż Blake Civil, którego fani artystki obwiniają o jej upadek. To brukowa prasa. Brukowce musiały zarobić na wywlekaniu brudów Amy Winehouse krocie, nawet jeśli odliczymy opłaty dla informatorów. Zdaniem Mitcha Winehouse’a dziennikarze „News of the World” płacili wszystkim, którzy mieli coś do powiedzenia o jego córce bez względu na to, czy była to prawda, czy wyssane z palca historie. Kiedy brakowało skandali, tworzyli je. Mitch twierdzi, że to nikt inny jak właśnie „News of the World” wysłał na salę sądową nieznaną nikomu piękność, aby podrywając męża Amy stworzyła poczytny news. Te wspominane mimochodem kulisy działania tabloidów są niemal tak samo wstrząsające jak relacje z kolejnych niebezpiecznych dla życia zapaści artystki.

Zyskami ze sprzedaży książki „Amy, moja córka” Mitch Winehouse zamierza zasilić konto Fundacji Amy Winehouse. O działalności i celach fundacji można przeczytać na oficjalnej stronie internetowej: www.amywinehousefoundation.org

W Polsce książkę wydało Wydawnictwo Sine Qua Non

 

140 komentarzy

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.