„Magnolia” to popularna polska powieść o spokojnym miejscu pełnym ukrytej czułości i mężczyźnie, któremu wydawało się, że nie ma już siły na żadne uczucia. Po kilkunastu latach doczekaliśmy się jej wznowienia.
Tekst: Sylwia Skorstad

Wkrótce po tym, jak po osiemnastu latach małżeństwa opuszcza go żona, Filip dostaje zawału. Po wyjściu ze szpitala żegna się ze swoją karierą pilota i rusza w nieznane. Niczego nie zostawia za sobą, donikąd nie zmierza i na nic nie czeka. Na stacji kolejowej w Bieszczadach spotyka mężczyznę, któremu też wszystko się zawaliło. Pod wpływem impulsu kupuje od niego podupadający hotelik o nazwie Magnolia, choć budynek nie sprawia dobrego wrażenia: „Wszystko było takie toporne i jakby niedokończone. W całości wyglądało to nijak.” Największym kapitałem tego miejsca są pracujące w nim kobiety.
Przez wiele miesięcy Filip czuje się jak obserwator, ktoś, kto wprowadził sam w siebie w rodzaj emocjonalnej śpiączki farmakologicznej. Zajmuje się głównie upijaniem się. W tym czasie pracownice Magnolii, okoliczni mieszkańcy oraz pensjonariusze pensjonatu zajmują się jego nowym biznesem.
Rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady
Historia Filipa Spalskiego zaczyna się jak anegdotyczna opowieść o człowieku, który mając dosyć miejskiego życia/pracy w korporacji/problemów interpersonalnych postanawia rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady. Tam odnajduje nowy rytm, pomysł na siebie i sens życia.
W „Magnolii” jednak Filip na długi czas schodzi z pierwszego planu po przeprowadzce w Bieszczady. Na scenę wkraczają inne postacie z własnymi historiami. Jest wiecznie uśmiechnięta sąsiadka Olga, o której wszyscy plotkują, ale nic nie wiedzą. Jest dziewczynka, która dwukrotnie przeczytała wszystkie książki z biblioteki i poszukuje nowych, a w dodatku ma do opowiedzenia ciekawą historię, której nikt nie chce słuchać. Jest też lokatorka w kolorowych ubraniach i z torbą pełną pieniędzy. O tym, jak ma się biznes Filipa i co się z nim dzieje, czytelnik dowiaduje się niewiele. Główny bohater na własne życzenie pogrąża się w niebycie, by dopiero po czasie wypłynąć znów na powierzchnię.

Powrót w Bieszczady
„Zapraszam do Magnolii, gdzie zwyczajne życie ociera się o magię. Jednych po raz pierwszy, innych ponownie, dla przypomnienia. To już tyle lat minęło, odkąd Filip Spalski na nieczynnej stacji w Bieszczadach opowiedział nieznajomemu swoją historię” – napisała do swoich fanów w mediach społecznościowych Grażyna Jeromin-Gałuszka, anonsując wznowienie powieści z 2013 roku. „Magnolia” doczekała się potem kolejnych części i stała jednym z najbardziej popularnych cykli wydawniczych.
Czytelnicy polubili cykl między innymi za jego ciepły klimat emocjonalny i wyrozumiałość wobec ludzkich problemów oraz niekonwencjonalnych wyborów. Jego zaletą jest też delikatne poczucie humoru.
Kiedy główny bohater na jakiś czas włącza świadomość wydarzeń zachodzących poza swoją sypialnią, odkrywa, że w jego imieniu kucharka zatrudniła dodatkową pomoc do pensjonatu. Nowa pracownica dba o zieleń i wszędzie, ale to wszędzie, sadzi kwiaty.
„ – Nie lubię kwiatów – powtórzył Filip.
– To szkoda – odparła Czesia. – Bo za nie płacisz.”
Na tym dyskusja się kończy. Nie ma wyrzutów, pustych obietnic ani kłótni. Daleko, za górami, za lasami, dorośli ludzie zachowują się tak, jak akurat najlepiej potrafią.
Grażyna Jeromin-Gałuszka „Magnolia”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka