Ten kanadyjski bestseller zyskał tyle entuzjastycznych recenzji, że aż trudno uwierzyć. Jest się czym emocjonować, bo pochwały są zasłużone. Powieść „Szukając Jane” Heather Marshall jest ciekawa, poruszająca i warta twojego czasu.
Tekst: Sylwia Skorstad

W roku 1960 dwie ciężarne nastolatki trafiają do Domu Świętej Agnieszki, czyli prowadzonego przez zakonnice ośrodka dla „upadłych kobiet”. Jedna zaszła w ciążę w wyniku gwałtu, druga oczekuje potomka narzeczonego, który zmarł, zanim zdążyli się pobrać. Obie zostały wysłane do przybytku przez członków swoich rodzin, aby tam się ukryły, a następnie oddały dzieci do adopcji. Choć jest to zakazane, osadzone (bo takim mianem określa je personel), zaprzyjaźniają się ze sobą. Nie mają pojęcia, co je czeka.
W roku 1980 dwudziestoletnia Nancy przez przypadek odkrywa, że nie jest biologiczną córką swoich rodziców. W wyniku tego doświadcza spadku nastroju, zaniedbuje studia i chcąc zapomnieć o problemach zaczyna chodzić na randki. Wkrótce zachodzi w niechcianą ciążę. Nie kocha swojego partnera i nie czuje się gotowa na dziecko. Przypomina sobie wtedy zasłyszane kiedyś w szpitalu zdanie, że dziewczyny „w kłopotach” powinny pytać lekarzy o Jane.
W roku 2017 pracująca w sklepie ze starociami Angela znajduje w biurku list, który nigdy nie trafił do adresata. Wyznanie matki piszącej do odebranego jej dziecka rozdziera serce. Choć Angela ma własne kłopoty, postanawia spełnić ostatnie życzenie umierającej kobiety i odnaleźć adresatkę listu. Gdzie po latach może podziewać się Jane?
Po właściwej stronie
„Powiedziałaś, że podczas tamtego protestu nie mogli was wszystkich aresztować, bo mieli za mało kajdanek, tak?” – pyta jedną z głównych bohaterek powieści jej mąż w trakcie dyskusji o perspektywie dołączenia do podziemia aborcyjnego. Czytając sceny takie jak ta, ma się ochotę być częścią czegoś większego, stanąć we właściwej chwili po właściwej stronie, bo po prostu tak należy. Nawet, jeśli to niebezpieczne albo niedozwolone. Heroizm kobiet, które były gotowe zjeść listę pacjentek podczas policyjnego nalotu, robi wrażenie.
W „Szukając Jane” jest wiele scen, które chwytają i za serce i za gardło tak, że aż z trudem przełyka się ślinę. Są bliskie temu, co znamy z własnego podwórka. Wśród Polek wiele jest kobiet, które albo dzielą podobne wspomnienia, albo znają takie historie ze swojego otoczenia. Pamiętacie ogłoszenia zamieszczane w gazetach o ginekologach, którzy „przywracają miesiączki”? W rzeczywistości stworzonej przez Heather Marshall Kanadyjki spotykają się rzekomo w kole robótek ręcznych, a w rzeczywistości tworzą podziemie aborcyjne. Kto go potrzebuje, ten znajdzie pomoc rozpytując lekarzy o Jane.
I choć to tylko fikcja częściowo oparta na faktach, to wierzy się jej w każde słowo. Bohaterki wydają się (czasem do bólu) prawdziwe. W chwilach, gdy tracą poczucie sprawczości, współodczuwa się z nimi, a gdy zyskują kontrolę nad własnymi decyzjami, celebruje wraz z nimi poczucie wolności.
Sama autorka mówi, że jest to powieść o aborcji, ale tylko w wielkim uproszczeniu. „Przede wszystkim jest to książka o kobietach wspierających się nawzajem w chwilach, gdy muszą dokonać trudnych wyborów, i o konsekwencjach tych wyborów.”

O poczuciu sprawczości i wolności wyboru
W wywiadzie z Lisą Haselton autorka „Szukając Jane” powiedziała, że odnalazła swoich biologicznych rodziców, gdy miała 30 lat. Zrodziło to w niej wiele pytań: „Kim jestem i co właściwie mnie ukształtowało? Na ile prawdziwa jest narracja o nas samych, w jaką wierzymy? Czy czas, miejsce i ludzie, wśród których dorastamy, definiują nas? I czy można zmienić własne postrzeganie siebie?”
Po poznaniu biologicznych rodziców Marshall dużo czytała o doświadczeniach adopcji. Zapragnęła o tym opowiedzieć. Tak narodził się pierwszy impuls do napisania tej powieści, potem przyszły kolejne. Kiedy zaczęła poznawać historię domów matki i dziecka w Kanadzie oraz innych krajach, wiedziała, że to temat, który koniecznie należy przybliżyć innym. Jak twierdzi w posłowiu swojej pierwszej powieści, niestety, opisane przez nią praktyki stosowane w takich placówkach, nie są przesadą. Podobnie z historiami o podziemiu aborcyjnym. Z czasem zrozumiała, iż te dwa główne tematy – zakamuflowane fabryki adopcji oraz tajne gabinety aborcyjne – to dwie strony tego samego problemu.
Kiedy po wielkim sukcesie „Szukając Jane” w Kanadzie dziennikarze pytali ją, z jakiego powodu na temat debiutanckiej powieści wybrała tak trudne wątki, odparła, że eksplorowała wszystkie sytuacje i emocje wiążące się z macierzyństwem. Ostatecznie bowiem jest to powieść o wolności wyboru.
Heather Marshall, „Szukając Jane”, Wydawnictwo Albatros