Wilgotne miejsca

Opowiada o hemoroidach, seksie analnym i masturbacji. Kaleczy się, aby rodzice mogli stać się znowu małżeństwem. Wzrusza, gdy otoczona zostaje opieką. W „Wilgotnych miejscach” poznacie Helen ekshibicjonistkę, córkę, kobietę. Ale przede wszystkim, przekroczycie granice „dobrego smaku”. Choć w przypadku tej powieści to sformułowanie może znaczyć coś zupełnie innego.

 

Charlotte Roche urodziła się w 1978 r. w High Wycombe w Anglii, a wychowała się w Niemczech, gdzie znana jest jako kontrowersyjna prezenterka w telewizji Viva Zwei. Nie bez powodu więc pojawiły się spekulacje, czy jej odważna, powieść pornograficzna odniosłaby tak wielki sukces (pół miliona sprzedanych egzemplarzy), gdyby Charlotte Roche nie była osobą publiczną. W Polsce powieść ukazała się w sierpniu 2009 r. W jednej z recenzji przeczytałam, że „Wilgotne miejsca” są podróżą do ostatnich tabu współczesności. W przypadku tej książki, stwierdzenie to jest niesamowicie trafne.

W poszukiwaniu przesłania

Helen Memel, bohaterka powieści, gdy tylko skończyła osiemnaście lat, poddała się zabiegowi sterylizacji. Żeby nie przekazywać dalej swojego losu. Jej sytuacja rodzinna nie jest prosta, a doświadczenia nie do pozazdroszczenia. Rodzice są rozwiedzeni, matka próbowała odebrać życie sobie i małemu wówczas synkowi. Uratowała ich Helen. Dziś leży na szpitalnym łóżku i snuje plany połączenia rodziców w szczęśliwą rodzinę. To zewnętrzna warstwa książki. Oczywiście, możnaby zastanowić się nad wpływem sytuacji domowej na eksperymenty seksualne Helen (o których zaraz), ale nie o to w powieści  „Wilgotne miejsca” chodzi.

Przewracając kartki, czytelnik przedziera się przez wulgaryzmy i morze zapachów. Pogrąża w szukaniu wyjaśnień i ukrytych podtekstów, dzięki którym mógłby wytłumaczyć sobie przesłanie lektury. Chodzi o feminizm, przełamywanie tabu własnego ciała – jego zapachów i wydzielin? W porządku. Ale czy kobieta może akceptować swoje ciało z całym jego dobrodziejstwem fizjologicznym bez jednoczesnego konsumowania wszystkiego, co się z niej wydobywa? Helen nie tylko opisuje szczegółowo konsystencję, zapach i smak własnych wydzielin, opowiada też jak zjada wągry i smarki, jak pije swoje wymiociny i nosi używany przez koleżankę tampon. Helen wącha odchody i smakuje wyhodowany dzięki niemyciu pochwy „twarożek”. Szuka wymyślnych określeń mówiąc „kalafior” na hemoroidy i „mięsne farfocle” na wargi sromowe. Gdyby pokusić się o rys psychologiczny Helen, zapewne znalazłoby się trochę miejsca dla ekshibijonizmu, fetyszyzmu lub przynajmniej – zaburzenia osobowości. Powstaje pytanie – czy droga do przekazu – „akceptuj siebie” musi być aż tak skrajna?

Dochodowy fetysz

Przez cały czas trwania powieści, Helen leży w szpitalu. Jest po operacji odbytu. W dzieciństwie mama mówiła jej, że kobiecie nie przystoi puszczać gazów. Że to wstyd, jak zresztą wszystko co wiąże się z obytem. Dziś Helen bez skrępowania prosi pielęgniarza, aby zrobił jej z bliska zdjęcie rany. Jest to tak naturalna prośba, że płynne przejście do podrywania go i opowiadania pikantnych szczegółów z randek właściwie nie dziwi. A jest co opowiadać. Helen szczegółowo opisuje swoje praktyki masturbacyjne włącznie z wlewaniem wody do pochwy i odbytu, wychwala seksualne przygody. I o tym między innymi opowiada pielęgniarzowi, który dopiero co widział jej ziejącą ranę na odbycie. Przesłanie całkiem zrozumiałe. Ludzie często boją się odsłaniać swoje ciało, nazywać części intymne po imieniu. Wstydzą się swoich odgłosów i zapachów – a więc wszystkiego tego, co naturalne i przede wszystkim – będące częścią nas. Boją się tego, że nie zostaną zaakceptowani. Kobiety obawiają się, że hemoroidy zdyskwalifikują ich kobiecość, a upodobanie do seksu analnego odebrane zostanie jako przejaw zboczenia. Zgadzam się, że pewne tematy są unikane i wciąż uznawane za wstydliwe. Racja, że powinno się otwarcie rozmawiać o budowie pochwy, o masturbacji i dolegliwościach odbytu. Charlotte Roche stworzyła powieść, która – owszem – zwraca uwagę, że wciąż bulwersujemy się mówiąc o tym, co „ludzkie”. Sądzę jednak, że ukryte cele jej obrazoburczych opisów, których uparcie doszukujemy się (bo to przecież uspokaja naszą wizję świata), po prostu nie istnieją.

 

tekst: MF

 

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.