Zaangażowanie to taka szara eminencja miłości – niby mało eksponowany składnik, a jednak to on ma wszystko pod kontrolą.

Z Ewą Wojtyną, psychologiem i lekarzem, rozmawia Renata Mazurowska

Renata Przy innym naszym spotkaniu rozmawiałyśmy o trzech składnikach miłości, próbując ją zdefiniować, może przypomnijmy je pokrótce.

 

Ewa: Strasznie poważnie to brzmi, z tego co pamiętam paplałyśmy sobie o sztuce latania. Było latanie intymne, namiętne i zaangażowane.

 

Renata: Mówiłyśmy też, że współpraca pilotów powinna być obustronna, że każdy powinien być odpowiedzialnym partnerem w tym locie i że można nawzajem od siebie się uczyć.

 

Ewa: Tak. To tak, jakby za sterami posadzić dwójkę ludzi, z których każdy zna tylko część instrukcji obsługi – dopiero razem polecą tam, gdzie chcą.

 

Renata: Porozmawiajmy dziś o zaangażowaniu. Mam wrażenie, że chłopcy często boją się tego elementu – oni chcieliby tak sobie polatać, podczas gdy dla dziewczyny zazwyczaj to właśnie zaangażowanie decyduje o jakości intymnej więzi.

 

Ewa: Bo ja wiem, moje obserwacje są różne. Zaangażowanie to taka szara eminencja lotów – niby mało eksponowany składnik, a jednak to on ma wszystko pod kontrolą.

 

Renata: Ale co to znaczy: zaangażować się?

 

Ewa: Zaangażować się to znaczy podejmować każdego dnia decyzję, że lecę tym samolotem dalej, nawet jeśli pojawiły się nowe modele maszyny albo ciekawsza trasa. Inaczej mówiąc zaangażowanie to podejmowanie świadomych działań, by dbać o trwałość związku.

 

Renata: A w codziennym życiu? Czy mam dzwonić i pytać o samopoczucie? Robić kanapki na wspólny wyjazd? Dbać, by założył ciepły sweter?

 

Ewa: Tak, to między innymi te wszystkie przyziemne sprawy.

 

Renata: A może w ten sposób przedobrzę? Dziewczyny mają ciągły dylemat – zadzwonić czy czekać aż on zadzwoni, bo może pomyśli, że się narzucam?

 

Ewa: To temat na inną rozmowę

 

Renata: Skąd mam więc wiedzieć, czy ta druga strona jest zaangażowana?

 

Ewa: Jeśli chodzi o to narzucanie… Jeżeli poruszamy się w obszarze zaangażowania, to na celu mamy trwałość związku. Tym samym jest to obszar, w którym uczymy się sztuki kompromisu, rozmawiania ze sobą i ustalania zadowalających obie strony zasad. Jeżeli pojawia się problem narzucania się – to trzeba o tym pogadać i ustalić, co z tym zrobić. Np. „czuję się trochę osaczony, kiedy dzwonisz do mnie 3 razy w ciągu godziny – ale byłoby dla mnie do zniesienia, jeżeli dzwoniłabyś raz na dwie godziny”. NEGOCJACJE, Renatko, negocjacje tu w grę wchodzą.

 

Renata: Obawiam się, że to trudne na początku latania.

 

Ewa: Ale jeśli na początku latania – jeszcze na lotnisku – nie ustali się pewnych zasad, to dopiero trudne to będzie w powietrzu.

 

Renata: No właśnie. Ale do negocjacji potrzebny jest czas i uważność OBU stron.

 

Ewa: No i właśnie po tym poznasz, że ktoś jest zaangażowany.

 

Renata: Można na lotnisku sobie wszystko wyjaśnić – jasne, ale w trakcie lotu wiele może się zdarzyć, np. niespodziewane załamanie pogody, turbulencje.

 

Ewa: Dlatego zaangażowanie jest tak trudne. I tak jest też w życiu – ale znacznie łatwiej jest poradzić sobie zgranym pilotom, którzy wiedzą, co do kogo należy, niż gdyby każdy z pilotów ciągnął za stery po swojemu. W obszarze intymności poznajemy się wzajemnie, swoje mocne i słabe strony. Po gotowości do kompromisu i do ciężkiej pracy nad związkiem poznasz zaangażowanie. Osoba zaangażowana potrafi poświęcić coś swojego – cennego – dla dobra sprawy, patrzy bardziej długofalowo, a nie skupia się tylko na chwilowych korzyściach.

 

Renata: Co przecież nie oznacza, że musi poświęcić wszystko. Nie o to chodzi, to nawet źle, gdy wszystko się poświęca, prawda?

 

Ewa: Kiedy się wszystko poświęci – czas, karierę, przyjaciół, zdrowie, hobby – to przestaje się być sobą.

 

Renata: Ale nie da się zachować do końca własnej autonomii, gdy decydujemy się na bycie z kimś.

 

Ewa: Nie – dlatego podkreślam rolę kompromisu. Część autonomii trzeba poświęcić dla dobra związku, ale część nadal musi być naszym własnym obszarem, gdzie można realizować swoje cele, marzenia, pasje.

 

Renata: Więc bycie z kimś, zaangażowanie to po części rezygnacja z własnych celów na rzecz celów WSPÓLNYCH?

 

Ewa: Tak, po części. Czasami wcale nie jest to nam na rękę.

 

Renata: I co wtedy?

 

Ewa: I – znowu się powtórzę – dlatego to jest takie trudne. Wtedy trzeba sobie zrobić bilans – co się bardziej opłaca na dłuższą metę: lecę dalej w sprawdzonym, choć wcale nie idealnym dla mnie zespole (czy w ogóle są ideały?), czy się ewakuuję i wyskakuję ze spadochronem? Wybór sprawdzonej załogi to właśnie decyzja człowieka zaangażowanego. Wybór ewakuacji to kierowanie się namiętnościami.

 

Renata: No, a jeśli stwierdzę, że ta druga osoba nie jest zaangażowana, to angażować się dalej licząc na zmianę, czy lepiej szykować spadochron?

 

Ewa: To wtedy trzeba sobie zadać pytanie: czy pasuje mi taki układ, czy ma sens dalej latać razem. Można dać szansę na naprostowanie się, ale jeśli nadal cały obowiązek pilotowania spoczywa na nas, to może warto zmienić załogę.

Renata: No bo może się okazać, że będziemy latać tylko tam, gdzie chce jeden pilot.

 

Ewa: A to się zwykle źle kończy.

 

Renata: Czyli za zaangażowaniem stoi świadoma decyzja.

 

Ewa: Zawsze.

 

Renata: Chcę latać właśnie z nim/ z nią i nawet jeśli są chwilowe przeszkody, to mam wolę, by je pokonać.

 

Ewa: I dlatego uczę jego/ją, jeśli potrafię coś więcej i też jestem otwarty na naukę. Wiem, kiedy mogę oddać stery tej drugiej osobie, a kiedy to ja powinienem wziąć się bardziej do roboty. A kiedy są przeszkody, to nastawiam się na współpracę, nawet kosztem moich własnych spraw.

 

Renata: Ale jeśli mój wysiłek nie przynosi skutków to powinnam jednak rozważyć inny kurs pilotażu… albo zejść na ziemie.

 

Ewa: Dokładnie. Zrobić sobie urlop.

 

Renata: To miękkiego lądowania życzymy chyba?

 

Ewa: Lepiej regularnych kursów, bez opóźnień i bez odwoływania lotów.

 

Renata: Ależ byłoby pięknie .
Ewa: I tytułu załogi roku albo wielu lat. Bo kiedy się ma zgraną załogę i wiadomo, że nas partner nie nabije w butelkę, to można bezpiecznie się czuć i spokojnie realizować także i swoje cele.

Rozmowę opublikowano w czasopiśmie Cogito.
28 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.