„Krystyno, uspokój się” to komedia fantastyczna o znudzonej południcy, która dostarcza przynajmniej tyle samo uciechy, co spłatanie niewinnego figla nielubianemu towarzystwu.
Tekst: Sylwia Skorstad

Wiejskie Święto Prawdziwka i wybory Grzybiarki Roku przebierają nieoczekiwany obrót, gdy jedna z uczestniczek zaczyna się nudzić. Krystyna postanawia rozruszać senne towarzystwo, bo nie może już dłużej słuchać przebojów Zespołu Pieśni i Tańca Rumiane Jabłuszka. Zarządza orgię oraz pijatykę. Za sprawą jednego zaklęcia mieszkańcy powiatu oddają się takim rozrywkom, o których zwykle nawet mówić nie wypada.
Południca Krystyna wszystko już widziała, więc wszystko ją nudzi. Przeżyła wielkie zlodowacenie, epokę kamienia łupanego, upadek matriarchatu, chrystianizację Polski, palenie świętych gajów i palenie czarownic. Miała chwilowe romanse, szybkie numerki i diabelskie pomysły na seks grupowy. Jeździła na zjazdy wszelkich istot magicznych, uciekała prześladowcom, obserwowała historię z bliska. Odkąd zdecydowała się przejść na emeryturę, życie straciło dla niej smak. Najchętniej zaszywa się w swoim domku w Jabłonkowie, ogląda pod kocem serial „Wspaniałe stulecie” i objada pizzą. Czy jej upiorni znajomi znajdą na to jakąś radę?
Na kryzys wieku każdego
„Krystyno, uspokój się” to powieść zadziorna i z charakterem. Tak, jak jej główna bohaterka. Południca przeklina, źle się prowadzi, nie słucha dobrych rad i żyje niezdrowo. Ucha nadstawia głównie wtedy, gdy ktoś zaczyna mówić o seksie albo dobrej zabawie. Nie znosi, gdy ktoś z lekceważeniem traktuje kobiety, wykazuje objawy alergii na świętoszkowatość i nie toleruje miałkich rozmów. Ma serce, nerwy i pęcherz z żelaza. Tylko pomysłu na swoje przemijanie nie ma.
Najnowsza książka Sylwii Dec to zabawna, świetnie napisana opowieść. Nie ma w niej nieuzasadnionych zdrobnień, nietrafionych przymiotników ani infantylnych opisów. Jest wciągająca akcja, pieprzny język i dużo śmiechu. To żywa, czerpiąca ze słowiańskiej mitologii historia, w której naprawdę wszystko może się zdarzyć. Wampiry z demencją grają tam w badmintona, magiczny zegarek zmusza do wprowadzania w życie idiotycznych pseudoporad z prasy kolorowej, strzyga prowadzi sanatorium dla upiorów, a zombie Piotruś maluje się na Brada Pitta. Humor w takich dawkach może pomóc na kryzys wieku starszego, średniego i dwudziestego pierwszego.

Zabierz mnie do sanatorium
Za sprawą interwencji znajomych Krystyna trafia do „Żagielka” – sanatorium dla upiorów. Choć początkowo robi wszystko, by uciec i uważa, że pachnie tam trupem, powoli zaczyna odkrywać zalety przebywania w towarzystwie innych istot nadprzyrodzonych.
W „Krystyno, uspokój się” Sylwia Dec konfrontuje czytelnika z typowymi (i bardzo nietypowymi) reakcjami na zmianę. Południca, wiedźma, czy córka człowiecza – każdej trudno jest znaleźć pomysł na siebie w kolejnej fazie życia. Każda potrzebuje z kimś pogadać, aby lepiej zrozumieć własne potrzeby. Czasem w tym celu warto się udać nawet do sanatorium. Kto wie, może uda się tam znaleźć Zbereźnotekę? Będąc w sanatorium koniecznie zajrzyjcie na biblioteczne półki!
Sylwia Dec „Krystyno, uspokój się”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka