Wyobraź sobie, że aby przeżyć, musisz co roku wytypować kogoś, kto zginie zamiast ciebie… Miłośnicy prozy Joego Hilla czekali na jego kolejną książkę przez prawie dziesięć lat. Czy było na co? Było! „Król smutek”to jedna z tych powieści, o których ktoś kiedyś powie, że jest jego ulubioną.

 Tekst: Sylwia Skorstad

Arthur Oakes, uczeń Rackham College w Maine i dorywczy pracownik uczelnianej biblioteki, to dobry chłopak. Regularnie odwiedza w więzieniu matkę. Ta trafiła do zakładu karnego po proteście politycznym, który nie poszedł zgodnie z planem i zakończył się tragicznie. Choć nie musiała, wzięła na siebie odpowiedzialność za przypadkową śmierć człowieka.

Podczas jednego z widzeń, Arthur pożycza swoją bluzę córce innej więźniarki. Robi mu się szkoda niesfornej dziewczyny, która z powodu niewłaściwego stroju mogłaby zostać niewpuszczona na rodzinne widzenie. Ten życzliwy gest będzie go wyjątkowo drogo kosztował.

Dziewczyna odnajduje go w jego miejscu zamieszkania. Wraz z nią pojawia się jej rodzeństwo. Nie po to, by podziękować. Groźbami i szantażem zmuszają chłopaka, by kradł dla nich z biblioteki najcenniejsze woluminy. Choć Arthur i grupa jego dobrych przyjaciół są wściekli, niewiele mogą zrobić. Tak dzieje się do czasu gdy, niezupełnie na trzeźwo, przywołują na świat narzędzie zemsty – smoka.

Nie „To” i nie dla dzieci

Choć początkowo zarys fabuły nowej powieści Hilla może brzmieć jak przeznaczona dla młodzieży opowieść w stylu „To”, tak nie jest. To nie jest powieść o smokach, tylko o zbrodni i karze. Powieść mroczna i poważna w wymowie, choć miejscami lekka i zabawna w czytaniu. Kto będzie chciał, znajdzie w niej problematykę z zakresu filozofii, historii, mitologii i psychologii. Ktoś inny będzie miał frajdę w wyszukiwaniu odniesień do prozy Stephena Kinga. Szybko je znajdzie, bo wspomniany w tle wydarzeń demoniczny polityk Greg Stillson to przecież obrzydliwa polityczna figura znana z „Martwej strefy”. Choć Hill pół życia walczył, głównie z samym sobą, o wyjście z cienia figury ojca, to jak mówi, on też jest fanem książek Kinga.

W wywiadzie z Andym Burnsem autor wspomniał, że jego nową powieść można szybko przeczytać, bo „niektóre rozdziały składają się z zaledwie kilku paragrafów”. Nie wierzcie mu. Żartował. Tak, niektóre strony szybko się czyta, ale „Król smutek” to przygoda na wiele dni. Składa się z setek stron i kilku ksiąg. Różnią się one tempem akcji i treścią. Da się odczuć, że Hill pisał je w różnym czasie. Niektóre wciągają bardziej od innych, ale wszystkie są warte czasu czytelnika. Hill pisze wnikliwie, interesuje go, jak zmieniają się jego postacie i jakich wyborów moralnych dokonują. Rozpisuje ciekawe, żywe i zabawne dialogi.

Humor miesza się tam z grozą w niespodziewanych dawkach. Jeśli nie wiecie, jak znaleźć mitycznego, ale żyjącego trolla wykorzystując nowoczesne technologie, przeczytajcie fragment o tym, jak algorytm Colina zrobił to w sześć tygodni – wybuch śmiechu gwarantowany. Jeśli, z jakiegoś tajemnego powodu, potrzeba wam jednej z najbardziej obrzydliwych scen, jaką stworzyła fantasy, to… przeczytajcie kilkanaście kartek pod koniec książki.

Smok kontra samolot

„Król smutek” rozgrywa się na przestrzeni ćwierćwiecza, jest więc jednocześnie opowieścią o historii najnowszej USA. Odniesienia do polityki i światowych wydarzeń są nieuniknione, bowiem pod dyktando smoka bohaterowie muszą regularnie wybierać mu ofiarę. Może to być ktokolwiek – dyktator, seryjny morderca, terrorysta – przywołana z ciemności istota z chęcią pożre każdego i jeszcze sama po niego poleci. Komu wydaje się to wspaniałą okazją do oczyszczenia świata ze złoczyńców, ten niewiele wie o ludziach. Ani wybierający ani wybierani nie są do końca tacy, za jakich ich początkowo uważał czytelnik. Trzeba czasu, aby dobrze poznać naznaczoną smoczym piętnem grupę przyjaciół Arthura.

Smok zwany Królem Smutkiem to olbrzymie i straszne bydlę. W każdym sensie. Nie da się go przegapić na niebie, gdy próbuje strącić samolot. Nie da się nie zauważyć, gdy przy okazji polowania rozwala pół miasta. Da się może ukryć trolla pod angielskim mostem, ale nie wielotonowego smoka lecącego po ofiarę w amerykańskim miasteczku. Rozpisanie scen z udziałem takiej kreatury wymagało od autora wyjątkowego wyczucia, bo jak uczynić coś takiego wiarygodnym we współczesnym świecie? Kilka niewystarczająco dobrze dobranych słów i smok spadłby z nieba. Hillowi udało się sprawić, że poszybował i zabrał czytelnika ze sobą. Oby autor dotrzymał danej w posłowiu obietnicy i w kolejną podróż zabrał nas już wkrótce.

Joe Hill, „Król smutek”, Wydawnictwo Albatros

Recenzja przedpremierowa. Książka ukaże się na rynku 9 września. 

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.