„Kwiaty Sajgonu” mają uzdrawiającą moc. To międzynarodowy bestseller uhonorowany nagrodą She Reads w kategorii „najlepsza powieść historyczna” oraz książka roku według wielu amerykańskich magazynów.

 Tekst: Sylwia Skorstad

książka na weekend
fot: Pexels

W 2016 roku mężczyzna imieniem Phong udaje się do amerykańskiego konsulatu w Wietnamie z nadzieją na uzyskanie wizy do USA dla siebie i swojej rodziny. Jedyny dowód, że ma do tego prawo, to jego wygląd – wyjątkowo ciemny odcień skóry, kręcone włosy, broda i 180 centymetrów wzrostu. Na pierwszy rzut oka widać, że jest potomkiem czarnoskórego Amerykanina, który w czasie wojny stacjonował w Wietnamie. To, co może się stać jego przepustką do idealizowanej Ameryki, przez całe życie było przekleństwem.

Phong przez jakiś czas dorastał w sierocińcu. Gdy ten został zamknięty, przegarnęła go jedna z sióstr zakonnych. To ona była jedyną barierą ochronną między chłopcem, a okrucieństwem wszystkich tych, którzy pogardzali dziećmi takimi jak Phong, nazywając je pogardliwie „pyłem życia”. Dopiero kiedy zmarła, chłopiec przekonał się, jak trudna może być egzystencja dziecka, które ma nieszczęście przywodzić złe wspomnienia samym swoim wyglądem. Teraz mężczyzna chciałby wreszcie znaleźć bezpieczne miejsce do życia i całą nadzieję pokłada w dobrej woli urzędników.

Czy jego losy są powiązane z wątkiem sióstr, które w 1969 roku na polu ryżowym zdecydowały się jechać do Sajgonu, aby zarobić na pokrycie długów rodziców?

Prawdziwe historie plus odrobina wiary

„Kwiaty Sajgonu” nie powstałyby, gdyby nie prawdziwa historia amerykańskiego weterana, który po czterdziestu latach powrócił do Wietnamu, aby odnaleźć tam dawną dziewczynę i ich syna. Zainspirowana nią Nguyễn Phan Quế Mai zaangażowała się w prace organizacji pomagającej Amerazjatom w poszukiwaniach krewnych. Poznała dziesiątki rodzinnych historii o młodzieńczych zauroczeniach, potwornej presji wojny oraz nielicznych próbach odkupienia. Zdobyte w organizacji doświadczenia posłużyły jej do badan naukowych i stały się częścią pracy doktorskiej. Po siedmiu latach badan powstała też właśnie ta powieść. Opisane w niej postacie są fikcyjne, ale ich losy są inspirowane prawdziwymi wydarzeniami.

W tej gorzkiej, niekiedy brutalnej historii, jest odrobina bajkowego elementu – naiwnej i poruszającej wiary w to, że po latach można się zmienić i dorosnąć na tyle, by w dawnym wrogu dostrzec wreszcie człowieka. Tak jak jeden z bohaterów, weteran imieniem Dan, próbujący zrozumieć ludzi, których jego rodacy w czasie wojny pozbawili ludzkich cech. Szukając ich człowieczeństwa, stara się odzyskać swoje.

„Napisałam tę książkę jako formę modlitwy o świat, w którym będzie więcej współczucia, pokoju, wybaczenia i uzdrowienia. Oby nasza planeta nigdy więcej nie zaznała konfliktów zbrojnych” – pisze autorka w posłowiu. Nguyễn wie, że uwypuklając niektóre sceny zaklina rzeczywistość, prosząc czytelnika, aby w nie uwierzył i po swojemu pomodlił się razem z nią. Niech tak będzie, niech tak się stanie, niech zdarzy się świat, w którym ten kto zawinił, pewnego dnia zrozumie i gorzko zapłacze.

Miłość ze starej fotografii

„Kwiaty Sajgonu” mają szczególne znaczenie dla Amerykanów, ale mądrość i inspirację może w niej znaleźć każdy. To powieść o tym, że im więcej prawdziwie kochamy i czytamy książek, tym trudniej jest złym ludziom toczyć wojny. Sceny, w których Trang uczy Dana zawiłości języka wietnamskiego i czyta mu ulubione poematy, mają w sobie wiele subtelnego piękna. Wzajemna ciekawość siebie i odmiennej kultury jest silniejsza od tragicznych okoliczności. Przynajmniej przez kilka tygodni. Trang zaczyna rozumieć, że wbrew temu, co jej mówiono, każdy amerykański żołnierz jest inny, a jeszcze, tak samo jak ona, dźwiga na barkach swoich bliskich. Dan pojmuje, że dowódca amerykańskich sił zbrojnych w Wietnamie nie miał racji, plotąc, że: „Człowiek Orientu nie przykłada takiej samej wagi do życia jak ludzie Zachodu. Życia jest pod dostatkiem, życie na Wschodzie jest tanie.”

Czytając tę powieść trudno się nie zezłościć. Na głupotę wojny, na głupotę młodych żołnierzy, na głupotę polityków, urzędników i ludzi kierujących się przesądami zamiast współczuciem. Jednocześnie trudno się nie zachwycić. Pięknem języka wietnamskiego, zdolnością do poświęcenia, umiejętnością wybaczenia lub mądrością, która przychodzi wraz z doświadczeniem.

Po wielu wojnach zostają głęboko schowane w szafie fotografie. Kto ma odwagę wydobyć je na światło dzienne, ten zyska szansę, by odnaleźć zagubioną część siebie. Oby tylko ich nie zawieruszyć, tak jak Phong, któremu po rodzicach zostały wyłącznie strzępy dawnych opowieści i… możliwość zrobienia testu DNA.

Nguyễn Phan Quế Mai „Kwiaty Sajgonu”, Wydawnictwo Albatros

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.