„Kod zabijania” to trzecia część kryminalnej serii o inspektorze Jacku Loganie, ponurym żartownisiu o szlachetnym sercu, który szczególnie nie znosi, gdy ktoś krzywdzi kobiety.

Tekst: Sylwia Skorstad

fot: Pixabay

Esme, ciężko pracująca i sympatyczna pomocnica w szpitalu, zostaje napadnięta i mocno poraniona w drodze z pracy do domu. Oprawca zaczął wycinać na jej ciele wiadomość, gdy przeszkodził mu przechodzący opodal pielęgniarz, zmierzający na swoją zmianę. Jeszcze przed godziną Esme żartowała z innymi pracownikami, by za chwilę stać się walczącą o życie pacjentką. Niestety, kolegom z pracy nie udaje się jej uratować.

Inspektor Logan i jego grupa wszczynają śledztwo. Wiele wskazuje na to, że nie była to pierwsza zbrodnia napastnika. Policjanci trafiają na trop mężczyzny, który był głównym podejrzanym w sprawie o podobnym schemacie. Jego ofiara przeżyła, ale on nie został skazany, bo miał na czas napaści nietypowe alibi. Wśród podejrzanych jest też lekarz, który czynił Esme nieodwzajemnione awanse.

Dwa metry szlachetności

Powieści J.D. Kirka o Jacku Loganie można kupować w ciemno. Nawet jeśli pisarz nie jest akurat w najlepszej formie, to i tak w lepszej niż wielu innych autorów. „Kod zabijania” nie jest powieścią oryginalną, co nie przeszkadza, by dobrze się przy niej bawić. To dobry kryminał z szybką akcją i żywymi, zabawnymi dialogami.

Największym atutem tej serii jest jej główny bohater. Jack Logan mówi wprost, co myśli, nawet w otoczeniu dziesięciolatków. Jak trzeba komuś przywalić, zrobi to bez wahania. Z równą pasją okaże też troskę. Każdy chciałby mieć takiego sąsiada, wujka albo kolegę z pracy. Może niekoniecznie męża albo ojca, ale na pewno przyjaciela.

J.D. Kirk mówi, że ta postać była obecna w jego rzeczywistości na długo przed tym, zanim zaczął o niej opowiadać czytelnikom: „Piszę o Jacku bez przerwy od ponad pół dekady, ale zdaję sobie sprawę, że czułem go gdzieś z tyłu głowy przez większość mojego dorosłego życia. Był ze mną na przykład wtedy, kiedy jako młody człowiek pracowałem w barze w Fort William, w dniu, w którym grupa osiłków zaczęła zaczepiać innego klienta. Goniłem za całą piętnastką ulicą, aż zdrowy rozsądek nakazał mi wracać do pubu, nim napastnicy zorientują, jak bardzo jestem w mniejszości. Myślę, że w tym pościgu wzdłuż High Street to Jack Logan przejął stery.”

Autor przyznaje, że z każdą kolejną częścią serii on i Jack się do siebie upodabniają, chociaż to on pozostaje tym przystojniejszym. Co prawda jest od niemal dwumetrowego inspektora o kilka centymetrów niższy, ale za to prezentuje się młodziej. Tak przynajmniej lubi o sobie powtarzać.

„O, niech Pan zobaczy, co spadło”

Inspektor policji o tak ujmujących cechach jak Logan byłby zupełnie nie do zniesienia, gdyby traktował siebie i innych z nadmierną powagą. Nie robi tego. Jego wymiana docinków ze współpracownikami to źródło nieustającej uciechy, z którego można uczyć się zasad szkockiego humoru. Im poważniejsza sprawa, tym częściej policjanci dogryzają sobie w temacie wieku, wyglądu, zdolności śledczych lub osiągnięć. Tylko dziaderskie żarty są zabronione. W niewielkim komisariacie na północy Szkocji wszyscy mają być traktowani z taką samą mieszaniną szacunku i sarkazmu, bo w ludziach mających głowę na karku nie ma co przebierać.

Gdy Logan skarży się na brak szybkich postępów na jednym z miejsc zbrodni, technik kryminalistyczny Palmer szybko przywołuje go do porządku: „Chwileczkę, tylko potrząsnę Magicznym Drzewem Kadrowym, dobrze? – Udał, że kołysze pniem niewidzialnego drzewa. – O, niech pan sam zobaczy, co spadło. Gówno.”

Dla tej ekipy i zagadek, nad którymi pracują, warto zajrzeć do deszczowego i wietrznego Highlands, gdzie miało się nic nie dziać, a dzieje się wszystko.

J.D. Kirk, „Kod zabijania”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

 

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.