Jestem kobietą

Z pozoru są zupełne inne. Pochodzą z różnych zakątków świata, mają inny kolor skóry, inaczej się ubierają, gotują, nawet poruszają. Ale ambicje, uczucia i emocje mają podobne. Zaczynamy cykl historii o kobietach, które walczą. O siebie!

Sadia z Bangladeszu

Na jej ślubie było 8 tysięcy gości. Dziś, kiedy jej małżeństwo okazało się katastrofą, każdy z nich rości sobie prawo, by ją strofować i podpowiadać, jak ma żyć.

Tekst: Sylwia Skorstad

„Miałam wiele szczęścia – opowiada dwudziestodziewięcioletnia Sadia. „Wychowałam się w pobliżu najdłuższej, najszerszej i najpiękniejszej plaży świata. Zwiemy ją Żółtym Kwiatem, a znajduje się przy Cox’s Bazar.”

W rodzinnym Bangladeszu Sadii co drugi człowiek nie potrafi czytać ani pisać. Ona, jako córka dwójki lekarzy wojskowych, otrzymała staranną edukację. Po liceum mogła studiować medycynę na Uniwersytecie Sił Zbrojnych w Dhace. Tam też jej szczęśliwa gwiazda na chwilę przygasła. Sadia poznała i pokochała Jabeda – jedynego syna innej lekarskiej i bardzo bogatej rodziny.

bangladesz 18 tysięcy uśmiechów

W Bangladeszu na wesele zaprasza się wszystkich znajomych nie tylko państwa młodych, ale też rodziców i rodzeństwa. W dwudniowej uroczystości Sadii i Jabeda uczestniczyło 8 tysięcy osób, a każdy przyniósł drobny podarek. Sadia miała na sobie kilka kilogramów złotej biżuterii, którą na tę okazję dostała od swojej rodziny. Pamięta, że była szczęśliwa. Jabed był miły i czuły. Ona dużo tańczyła. Świeciło słońce. Wszyscy się uśmiechali, życzyli jej szczęścia, dużo dzieci i bogactwa. „Szkoda, że zamiast tego nie życzyli zdrowia” – mówi dziś Sadia.

Kiedy po ślubie pan młody postanowił wyemigrować do Europy, aby tam zrobić doktorat, Sadia solidarnie wyruszyła razem z nim, choć właśnie miała rozpocząć staż w miejscowym szpitalu. Na miejscu najbardziej zszokowała ją pogoda.

„Tyle deszczu, tak zimno, tak szaro!” – Sadia wspomina swoje pierwsze wrażenia. „I ludzie niezbyt otwarci na obcych. Czułam się jak dziwadło w moich kolorowych spodniach i koszulach. Schowałam je do szafy i kupiłam ubrania o nijakim kroju.

Postanowiła wtedy zacisnąć zęby i dać z siebie wszystko. Powtarzała sobie, że miłość i małżeństwo wymagają odwagi oraz kompromisów. Że da radę, z czasem znajdzie przyjaciół i zajęcie dla siebie.

Nowy światbangladesz taniec

Jabed dostał pracę na uniwersytecie, a Sadia rozpoczęła kurs językowy. Angielski nie wystarczył, by w nowym miejscu mogła pracować jako lekarz. Mozolnie wkuwała słówka, poznawała zawiłą gramatykę, szukała w sobie zgody na to, by popełniać błędy i zaczynać edukację niejako od początku. Na zajęciach dla imigrantów nikt nie zwracał na nią uwagi. Szara myszka, która rzadko się odzywa i nieśmiało uśmiecha. Przyjaciół w nowym kraju znalazła dopiero, gdy zaprosiła ich na festiwal kulturalny organizowany przez ambasadę Bangladeszu.

Na festiwalu Sadia zatańczyła kilka tradycyjnych tańców i serwowała przygotowane własnoręcznie potrawy rodzimej kuchni. Znajomi na jej widok przecierali oczy ze zdumienia. „Tego wieczora pokazałam, kim czułam się naprawdę” – mówi Sadia z rozjaśnioną buzią. „Kocham taniec, od dziecka się go uczyłam, występowałam w zespole ludowym, z którym zwiedziłam całą Azję. Bywało, że po występie ludzie podchodzili i prosili, bym zatańczyła na ich festiwalu czy imprezie kulturalnej. Na przyjęciu w ambasadzie wszystkim smakowało moje jedzenie, a ja wreszcie mogłam się pochwalić, że uwielbiam gotować i zdobyłam kilka dyplomów na międzynarodowych konkursach kuchni azjatyckiej.”

Ten wieczór był jednym z najlepszych w jej nowym życiu. Potem było już tylko coraz gorzej.

bangladesz 3„Mój dom, moje prawo”

Po dwóch latach od przyjazdu do Europy u Sadii wykryto zaawansowaną endometriozę. Choroba sprawiła, że kobieta trafiła na kilka tygodni do szpitala. Istniało poważne ryzyko, że będzie bezpłodna. Operacja, która miała przynieść ulgę, w rzeczywistości przyniosła falę bólu. Kiedy Sadia wreszcie wróciła do domu, zauważyła, że Jabed zmienił stosunek do niej. Stał się opryskliwy i niecierpliwy. Domagał się, by jak najszybciej powróciła do gotowania i sprzątania. Tłumaczenia, że nawet wstanie z kanapy sprawia jej ból, nie pomagały. Jabed wychował się w domu, w którym wszystko za niego robiła służba. Nie nauczył się przyrządzać nawet herbaty.

Z czasem Jabed był coraz bardziej niemiły. Im więcej czasu Sadia spędzała na badaniach, zabiegach i konsultacjach lekarskich, tym większa była jego złość. W codziennych rozmowach z rodziną w Bangladeszu zaczął wspominać, że Sadia się zmieniła – pije alkohol, chce wychodzić na spotkania towarzyskie i tańczyć z mężczyznami, jak to robią jej europejskie koleżanki. Zaczął napomykać, że powinna się wyprowadzić z „jego” domu, czyli mieszkania udostępnionego mu przez uniwersytet. „Pod moim dachem panuje moje prawo!” – krzyczał często.

W końcu wrzeszczał na nią już z byle powodu, bo padało, bo znalazł pyłek na podłodze, bo nie szło mu przy pisaniu artykułu naukowego.

8 tysięcy połajanek

Po kilku miesiącach Sadia czuła się tak zmęczona humorami Jabeda i walką z chorobą, że w akcie desperacji poprosiła o pomoc uniwersytet, na którym jakiś czas wcześniej podjęła naukę. Udało się znaleźć dla niej mały pokój. Wyniosła się z domu męża. Ten w odwecie opowiadał wszystkim znajomym i rodzinie o jej wyimaginowanych winach. W ich oczach stała się kobietą, która opuściła męża w potrzebie. „Codziennie ktoś z Bangladeszu: ciotka, wuj, znajoma matki czy siostra teściowej, pisał do mnie list przekonując, bym znalazła w sobie wolę kompromisu i wróciła do Jabeda potrzebującego u swym boku kobiety” – mówi ze smutkiem Sadia. „Miałam ochotę roześmiać się i zapytać, jak wyobrażają sobie kompromis z mężczyzną, który wyrzuca mnie z domu. Spać na jego werandzie? Nie powiedziałam jednak tego głośno. W Bangladeszu sprzeciw wobec „dobrej rady” starszego człowieka to przejaw zasługującej na potępienie buty.”

Zła żona

bangladesz 4Sadia wpadła w depresję. Bywało, że płakała non stop przez wiele godzin. Nad sobą, nad dziećmi, których nigdy nie będzie miała, nad niesprawiedliwością ze strony męża. Tabletki i leczenie nie pomagały. Europejski lekarz nie potrafił zrozumieć jej problemów. Na przykład tego, jak wielką przykrość sprawiają jej komentarze znajomych. Po leczeniu hormonalnym Sadia przytyła 10 kilogramów, co dla Azjatki jest trudne do przyjęcia. Choć w oczach Europejczyka wciąż wyglądała na szczupłą, znajomi z rodzimej diaspory witali ją słowami: „Aleś ty się spasła!”. Z czasem przestali w ogóle się odzywać. Na jej widok w autobusie czy na ulicy odwracali głowę. W ich oczach była „złą żoną”. Słuchając o tym jej lekarz tylko się śmiał i rzucał beztroskie: „Chyba powariowali, nie przejmuj się”.

Pół roku męki

Gdy stan zdrowia Sadii nieco się poprawił, sprzedała jeden ze ślubnych naszyjników i kupiła bilet do Bangladeszu. Dopiero, gdy spotkała się z rodzicami i rodzeństwem osobiście, opowiedziała im swoją wersję całej historii. Matka się popłakała, a ojcu z gniewu pociemniały oczy. Zaraz zadzwonili do Jabeda, by przypomnieć mu, że gdy rozwiedzie się z Sadią, będzie musiał oddać sowity posag, który wniosła do związku. Zapewnili, że córka od razu wniesie o rozwód, jeśli Jabed nie obieca poprawy. Mąż Sadii momentalnie złagodniał i prosił o jej powrót.

Sadia musiała wrócić do Europy, bo w Bangladeszu nie było dla niej zawodowej przyszłości. Nigdy nie praktykowała medycyny i aby nadrobić zaległości, musiałaby na kilka lat wznowić edukację. W Europie zaś pozostało jej tylko zdać ostatni egzamin językowy, aby móc rozpocząć pracę w szpitalu.

bangladesz 5Dziś Sadia znowu mieszka z Jabedem. Mówi, że musi z nim wytrzymać tylko pół roku, bo tyle będą czekać na rodzinne pozwolenie na pobyt stały w nowym kraju. Gdyby wniosła o separację, jej małżeńska wiza straciłaby moc prawną. Mieszka więc z człowiekiem, którego nienawidzi. Stara się w jego obecności nie odzywać. Kiedy tylko może, wychodzi z mieszkania na spacer po okolicy. Uczy się w parkach, w kawiarniach, w przychodniach. W weekendy rano zabiera kanapki i wychodzi z domu na dwunastogodzinny spacer.

Teraz nadchodzi jesień. Sadia martwi się, że gdy nadejdą deszcze i wiatry, trudniej jej będzie uciekać z domu męża.

„Ale potem wszystko się zmieni, ja wiem” – mówi jakby sama do siebie. „Znowu wyjdzie słońce.”

 

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.