Mikołaj, Gwiazdor, Dzieciątko, a może Aniołek? Kiedy i kto przynosi prezenty – to kwestia sporna. Ale zgadzamy się co do tego, że chcemy je dostać i za żadne skarby nie chcemy poznać Krampusa.

Tekst: Joanna Zaguła

No to zaczynamy mówić o świętach! Na razie najbliżej mamy do mikołajek. W nocy z 5 na 6 grudnia będziemy spać niespokojnie, oczekując, że gdy się obudzimy, pod poduszką znajdziemy prezenty od Mikołaja. Jeśli tam ich nie będzie, to jest jeszcze szansa, że odkryjemy je włożone do naszych butów. 6 grudnia to dzień, w którym wspominamy historyczną postać wczesnochrześcijańskiego biskupa Miry. W kościele katolickim czczony jest on jako św. Mikołaj. Są to więc imieniny Mikołaja. I tego dnia to on przynosi nam prezenty, zamiast sam je otrzymywać. To być może przykre, ale logiczne. Zupełnie nielogiczne za to jest dla to, żeby w ciągu miesiąca wracał do nas wieczorem 24 grudnia i przynosił prezenty po raz drugi. Przecież to całkiem inna okazja. Wierzenia na ten temat są jednak różne. Wiele osób w Polsce jest przekonanych, że to właśnie Mikołaj przynosi prezenty na Wigilię. Taki sąd jest też spopularyzowany globalnie poprzez popkulturowy wizerunek św. Mikołaja – wesołego starszego pana w czerwonym kubraku obszytym białym futrem. To jego postać kojarzona jest powszechnie z filmów czy bajek ze świętami Bożego Narodzenia.

Dla mnie jednak zupełnie jasne jest, że z tej okazji odwiedza nas nie kto inny, jak Christkind, czy po polsku Dzięciątko. Ma na to wpływ zapewne moje śląskie wychowanie. Wierzenie to jest obecne w Niemczech, Austrii i Szwajcarii, a także tam, gdzie silne były niemieckie wpływy kulturowe. Ale przyznajcie sami – czy to nie jest najbardziej sensowne rozwiązanie, związane z tradycją Bożego Narodzenia. Znów bowiem to jubilat przynosi nam prezenty z okazji swojego święta. Nie jest to jednak jedyna alternatywna tradycja. W innych częściach Śląska Dzieciątko jest zastępowane przez Aniołka.

W Wielkopolsce, Na Kaszubach, Warmii i Kujawach (a więc w byłym zaborze pruskim) dzieci odwiedza Gwiazdor. Dziś jest łudząco podobny do Mikołaja, ale wywodzi się nie z Miry, a z grup kolędników chodzących po wsiach z gwiazdą.

W czasach PRL niektórzy starali się uwierzyć, że prezenty rozdaje Dziadek Mróz, ale to rosyjska tradycja, którą starano się u nas zaszczepić. Poza tym przychodzi on nie w święta, a w Nowy Rok. Jego historia sięga czasów słowiańskich. Kiedyś uważano go za groźnego czarnoksiężnika, ale dziś mieszka sobie w ciszy Puszczy Białowieskiej (po białoruskiej stronie granicy) i wychodzi z domu raz do roku w towarzystwie Śnieżynki, by rozdawać podarki.

Hiszpanie wprowadzają jeszcze większy zamęt, jeśli chodzi o datę dawania prezentów. Bowiem u nich odbywa się to 6 stycznia, a przynoszą je ze sobą Trzej Królowie. Natomiast elementy grozy pojawiające się w historii Dziadka Mroza, powracają w Holandii. Tam data się zgadza, bo świętujemy 6 grudnia. A prezenty przynosi tamtejszy św. Mikołaj, czyli Sinterklaas. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jego pomocnik, Zwarte Piet, czyli Czarny Piotruś. To czarnoskóry chłopiec, który niesie za Mikołajem wór z prezentami. Bywa też niesforny. Biega po dachach i porywa niegrzeczne dzieci do Hiszpanii (skąd, zdaniem Holendrów, pochodzi Mikołaj). W jego sprawie interweniowało już nawet ONZ. Skojarzenia z pozostałościami kolonialnymi są tu bowiem nie do przeoczenia i warto się zastanowić, czy ta tradycja nie jest już nieco nie na miejscu.

Jeszcze straszniej jest zaś w Alpach. W górskich częściach Niemiec, Chorwacji, Włoch oraz na Słowenii i w Austrii pojawia się w czasie świąt absolutnie potworny Krampus. To w połowie demon, a w połowie koza. Świętuje na dzień przed Mikołajem, 5 grudnia i wtedy niech boją się niegrzeczne dzieci, bo czeka je kara. Lepiej więc wierzyć we wszystkie powyższe tradycje na raz, byle tylko uniknąć spotkania z Krampusem. Wierzcie mi.

No Comments Yet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.