Kontrowersyjna reżyserka o sobie oraz artystycznym świecie z czasów PRL-u – „Wyklęta córka Kubiaków” to jeden wielki szok i niezwykle wciągająca lektura.

Tekst: Sylwia Skorstad

Ostatnio trafiały mi się same ciężkie lektury, miałam zatem ochotę odpocząć od zwierzeń wywołujących niełatwe emocje. Nabrałam apetytu na coś zabawnego i wymyśliłam, że kolejna książka powinna spełniać następujące kryteria: żadnych rozdzierających serce zwierzeń, wyjawiania głęboko skrywanych sekretów, żadnych psychologicznych eksperymentów.

Choć tytuł powieści redaktorki Marty Konarzewskiej zapowiadał kłopoty, to okładka napawała optymizmem, zdecydowałam się zatem dać „córce Kubiaków” kilkustronicową szansę. I choć szybko zorientowałam się, że rozmowa z Małgą Kubiak to jeszcze cięższa artyleria niż moje poprzednie lektury, nie dałam rady odłożyć jej z powrotem na półkę. A było tam wszystko, od czego wcześniej miałam ochotę odpocząć plus dużo więcej, w tym: rozmowy o winie i karze, wyznania na temat gwałtów, wspomnienia dotyczące ojca alkoholika oraz chorej psychicznie matki, zdrady, opuszczenia, niespodziewane przeprowadzki, szaleństwo, litania grzechów, ucieczki, bijatyki, dziki seks na zapomnienie, prochy, wóda i śpiew.

I wiecie co? Warto było zmienić zdanie.

(Artystyczny) chaos

Życie Małgi Kubiak, córki poety Tadeusza Kubiaka, od początku było chaosem. Rodzice traktowali ją jak dorosłą i oczekiwali od niej dorosłych decyzji. Relacja z ojcem bardziej przypominała związek kochanków niż dziecka i rodzica, w relacji z chorą matką Małga grała rolę opiekuna. Przez ten pozbawiony schematów świat non stop przewijali się znani pisarze, poeci, aktorzy i tekściarze, przeważnie kompletnie pijani i mający lepkie ręce. Można by powiedzieć, że był to taki swojski, awangardowy, dekadencki chaos, gdyby nie fakt, iż był to po prostu chaos, o jakim ktoś czasem napisał wiersz lub artykuł.

Poświęcona Małdze książka ma również inny od zwyczajowo przyjętego porządek – watki gubią się w czasie, rozmowy są przeplatane wycinkami z innych rozmów, czasem dużo więcej jest w tym wszystkim emocji niż klasycznej literatury. Małga siada i opowiada, bardziej to przypomina żywą, prawdziwą i fascynującą pogawędkę przy winie niż wywiad-rzekę, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Nie do końca wiadomo, co jest całą prawdą, tylko prawdą, a co nieprawdą, jednak to nie przeszkadza.

Jej walka o przetrwanie

Marta Konarzewska stara się nadać zwierzeniom Kubiak porządek, ale nie upiera się przy nim. Zadaje celne pytania, zdaje się wiedzieć dużo więcej o mechanizmach psychologicznych odgrywających rolę w opisywanych przez swoją rozmówczynię zdarzeniach, ale nie narzuca jej niczego. Co najważniejsze, nie ocenia.

Kto lubi moralizować i wskazywać innych palcem, temu „Wyklęta córka Kubiaków” dałaby dużo do roboty przy lekturze. Małga słyszała już pewnie w życiu wszystko. Że skandalistka, lolitka, zła córka, zła żona, zła matka, kłamczucha, uwodzicielka, pijaczka, artystka lansująca się na popularności innych i opierająca sztukę na emocjonalnej oraz faktycznej pornografii.

Może przestało jej już zależeć, co myślą inni, a może nigdy o to nie dbała, bo nie próbuje się wybielić. Znalazła własny sposób, by radzić sobie z tym, z czym żadne dziecko radzić sobie nie powinno. Nie nauczyło jej to co prawda, jak podobnego losu oszczędzić własnej córce, ale przynajmniej pozwoliło przetrwać. Trwa zatem, a przy tym kocha, poddaje się impulsom, zmienia zdanie, mężów i kraje, cierpi, płacze, starzeje się i jeszcze to wszystko nagrywa. Można zapytać po co, a można zapytać dlaczego. Na szczęście Marta Konarzewska wybrała drugą opcję, dzięki czemu jej książka to intrygujące studium nieprzeciętnej osoby, na którym każdy czytelnik może się czegoś nauczyć.

Marta Konarzewska, „Wyklęta córka Kubiaków”, Prószyński i S-ka

No Comments Yet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.