Dokumenty muzyczne

Polecamy filmy, w których muzyka gra pierwsze skrzypce – czasem dziwne, czasem dowcipne, czasem po prostu hipnotyzujące dokumenty muzyczne.

Tekst: Joanna Zaguła

Zdjęcie: Wiki Commons

Pisaliśmy już o filmach fabularnych o muzykach. Były już wzruszenia i wielkie emocje. Trudne życiorysy, dramaty, zwroty akcji. A w tle miłość do muzyki. Tym razem chcemy, żeby to muzyka grała pierwsze skrzypce, więc prezentujemy dokumenty muzyczne. Te filmy dokumentalne są mniej lub bardziej znane, każdy jednak inspirujący na tyle, że po ich obejrzeniu w mojej playliście pojawia się mnóstwo nowych utworów.

Buena Vista Social Club

Obejrzałam ten film jako młoda dziewczyna, nawet nie wiedząc, że nakręcił go Wim Wenders. Zakochałam się wtedy w kubańskiej muzyce i słuchałam jej za każdym razem, gdy chciałam przenieść się w jakieś ładniejsze miejsce na Ziemi. Poza tym to film krzepiący, bo opowiada historię grupy starszych panów, grających ludową muzykę, którymi nagle zachwyca się cały świat.

All Tomorrow’s Parties

To transowy niemal film Johnatana Caouette’a (gorąco polecam jego świetne „Tarnation”), który pokazuje kulisy festiwalu nazwanego za piosenką The Velvet Underground. Impreza odbywała się w Anglii od końca lat 90. Szalona atmosfera i jednocześnie zupełny luz, ale przede wszystkim obsesja na punkcie muzyki. A w kadrze The Gossip, Belle&Sebastian, Grinderman, Yeah Yeah Yeahs. Chce się tańczyć.

Sugarman

Na pewno słyszeliście o tym filmie, który parę lat temu zgarnął morze nagród na festiwalach i odkrył dla świata postać songwritera, Sixto Rodrigueza. Jeśli go do tej pory nie widzieliście, zobaczcie koniecznie. Nie tylko dla genialnej muzyki, która zostaje w głowie na długo potem, ale dlatego, że to świetny i mądry film. Zadaje pytania omechanizmy tworzenia gwiazd, fenomen sławy, znaczenie autentyczności.

The White Stripes: pod zorzą polarną

To zapis trasy koncertowej zespołu w Kanadzie. Oczywiście można posłuchać trochę ich muzyki. Ale oglądamy ten film dla dowcipnych komentarzy Jacka i Meg, intymnych rozmów, ukradkowych ujęć i emocji na koncertach.

I tak nie zależy nam na muzyce

Być może i wam nie zależy na japońskiej scenie noisowej, ani na muzyce industrialnej, minimalu i avant-popie z tego kraju. Ale jeśli zależy wam na ciekawym kinie, to pozycja bardzo ciekawa. Hit jednej z edycji festiwalu Nowe Horyzonty, który wtedy oglądali i mówili o nim wszyscy fajni ludzie. Dziwny, wciągający, mroczny, ale też po prostu mówiący sporo o realiach branży.

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.