Punkt G, czyli ginekologiczne UFO

Punkt G to ziemia obiecana kochanków, mapa do orgazmu. Kto go odnajdzie, ten zdobędzie sprawność przeznaczoną dla osób szczególnie wyróżniających się w łóżku. Tylko czy aby na pewno?

Tekst: Iza Kołodziej

Nazwa „punkt G” pochodzi od pierwszej litery nazwiska niemieckiego ginekologa Ernsta Grafenberga, który jako pierwszy (dokładnie siedemdziesiąt osiem lat temu) opisał istnienie bardzo wrażliwych stref na przedniej ścianie pochwy. „Punktem G” ochrzczono go w roku 1980 i od tamtej pory zyskiwał on coraz większą popularność, stając się niemal Świętym Graalem kochanków. Nikt go nigdy nie widział, ale wszyscy o nim słyszeli i ponoć daje on kobietom pierwszorzędne orgazmy.

Ginekologiczne UFO?

W powszechnej wiedzy punkt G jest to obszar nie większy niż 1,5-2 cm i znajdujący się około 5 centymetrów od ujścia pochwy. Jeszcze w 2012 roku w jednym z prestiżowych amerykańskich pism naukowych można było znaleźć pracę dowodzącą, iż jest osobną strukturą anatomiczną. Jednak nie wszyscy się z tym zgodzili.

Obecnie wśród seksuologów i lekarzy nie ma nawet zgody co do tego, czy punkt G w ogóle istnieje. Spór o to, czy jest to faktycznie osobna struktura anatomiczna i jakie ma być jej biologiczne oraz ewolucyjne zdanie, sprawił, że zaczęto go nazywać „ginekologicznym UFO”.

Badanie przeprowadzone przez trójkę lekarzy, którego wyniki opublikowano w oficjalnym czasopiśmie Międzynarodowego Towarzystwa Medycyny Seksualnej „The Journal of Sexual Medicine” dowodzi, że prawda o punkcie G może być inna, niż nam się przez dziesięciolecia zdawało.

Znikający punkt

Trójka lekarzy przeegzaminowała… kobiece zwłoki. Z 13 ciał wycięto przednie ściany pochwy i poddano je szczegółowej analizie. Poszukiwano opisywanych wcześniej gąbczastych lub „erektogennych” struktur. Nie znaleziono niczego niezwykłego, jedynie włókna elastyczne, tkankę łączną, błonę mięśniową i błonę śluzową. Przednia ściana pochwy nie posiada żadnego niezwykłego elementu, jakiego nie posiadałyby inne części tego odcinka dróg rodnych.

Czy oznacza to, że osławiony punkt G w ogóle nie istnieje? Wiemy już na pewno, że nie jest on osobną strukturą anatomiczną, jednak nie możemy tym samym stwierdzić, iż to definitywny koniec jego zawrotnej kariery. W omawianym badaniu nie przeprowadzono analizy mikroskopowej tkanek. A poza tym punkt G może być czymś trudnym do znalezienia przez szkiełko i oko, czyli po prostu… naszym ulubionym miejscem pieszczot. A to, jak wiadomo, każdy może mieć odrobinę gdzie indziej.

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.