Stracona

Trzynastoletnia Julie zostaje uprowadzona ze swojego pokoju i przez wiele lat nikt nie może znaleźć je śladu. Czas nie leczy ran jej rodziny.  Dziewczyna jest wieczną nieobecną przy każdym spotkaniu.

Tekst: Sylwia Skorstad

Życie małżeństwa Whitakerów z Houston zmienia się dramatycznie w ciągu jednej nocy, gdy ktoś uprowadza ich trzynastoletnią córkę Julie. Jedynym świadkiem porwania jest najmłodsze dziecko pary, dziewięcioletnia Jane. Ukryta w szafie i sparaliżowana ze strachu dziewczynka widzi, jak nieznajomy mężczyzna grozi siostrze nożem i wyprowadza ją po cichu z sypialni. Przez kilka godzin Jane nie powiadamia nikogo o zdarzeniu, bowiem boi się ruszyć.

Potem policja uzna to uprowadzenie za bardzo nietypowe. Rzadko zdarza się, że ktoś porywa dziecko z jego domu, mimo że tuż obok śpią rodzice. W dodatku włamanie wygląda dziwnie, jakby było pozorowane. Mijają dni, tygodnie i miesiące, a po Julie Whitaker nie ma śladu. Jej rodzina stara się jakoś z tym żyć. Z naciskiem na „stara się”.

Koszmar niewiedzy

Zaginięcia to temat modny i nośny. I nic dziwnego, bo wyobrażenie, że moglibyśmy stracić z oczu ukochaną osobę, budzi w nas skrajnie silne emocje. A że każdą możliwą traumę najlepiej jest oswajać, otulając się ulubionym kocem i zagłębiając w lekturze bądź rzeczywistości serialu, to nic dziwnego, że powieści i filmy z tym motywem wyrastają w popkulturze jak grzyby po deszczu. Warto tu wspomnieć choćby wnikliwy serial „Zaginiony” braci Williamsów.

Czytelnik może traktować wątek zaginięcia jako swoisty test umiejętności pisarza. Jedni autorzy, jak na przykład Harlan Coben, potrafią z niego uczynić kopalnię złota, a inni, jak choćby ostatnio Guillaume Musso w „Dziewczynie z Brooklynu”, obnażyć swoje słabości. Zmierzenie się z tym tematem wymaga dobrej znajomości ludzkiej psychiki i umiejętnego dawkowania emocji.

Nie wystarczy zobrazować kilka smutnych truizmów, na przykład o tym, że pary, które przedwcześnie utraciły dziecko, rozwodzą się częściej od przeciętnej. Trzeba wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Żeby tego dokonać, należy mieć odwagę odwagi i ponadprzeciętną empatię. Niełatwo jest zajrzeć za zasłonę, za którą czai się najczarniejszy strach i najgłębszy smutek. Amy Gentry musi posiadać obie te cechy, bo udźwignęła ciężar trudnej historii i nie pozostawiła przy tym wrażenia, by musiała co chwila ocierać pot z czoła.

Utracona – znaleziona?

Po ośmiu latach od zniknięcia Julie Whitakerowie są zupełnie inną rodziną. Stosunki między matką a Jane układają się fatalnie, a uczucie, jakie niegdyś łączyło małżonków, ledwo się tli. Każde z nich chętnie wiele by oddałoby, by móc cofnąć czas i zmienić bieg wydarzeń. I wtedy w progu domu Whitakerów staje… Julie. Jednak czy to na pewno ona?

„Stracona”, Amy Gentry, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany