Książka na weekend: „Spal tę wodę”

Wszystko to, co najciekawsze w dziedzinie chemii, podane w sposób łatwy i przyjemny. Polecamy książkę „Spal tę wodę”!

Tekst: Sylwia Skorstad

Pamiętacie ze szkoły lekcje chemii? Były zajmujące, czy nudne jak falki z olejem? Jeśli obudziły w was pasję do kwasów i zasad, to zazdroszczę, bo ja na chemii nudziłam się setnie i zwykle wykorzystywałam ten czas na zajęcia inne niż poznawanie tajemnic pierwiastków. Podobnie zresztą, jak większość mojej klasy. Nasze klasówki wyglądały zatem groteskowo. Siedzący w pierwszym rzędzie Szymon rozwiązywał zadania dla siebie i dla siedzącej za nim osoby, ta przepisywała je sobie i dwóch kolejnych kolegów. Do ostatnich rzędów kartki z rozwiązaniami przybywały późno, zatem przez pół godziny musieliśmy przybierać zamyślone wyrazy twarzy i udawać, że zapisujemy coś sensownego na kartkach.

O chemii zatem wiem prawie nic i… nie raz tego żałuję. Często brakuje mi podstawowej wiedzy, by zrozumieć świat, więc nadrabiam straty, kiedy mogę. „Spal tę wodę” to świetna okazja, by się z chemią przeprosić.

Najlepszy belfer świata

Brytyjczyk Tim James to nauczyciel, jakiego życzyłby sobie każdy nastolatek. Uczy chemii i fizyki w szkole średniej, a jednocześnie jest youtuberem, pisarzem i dziennikarzem. Daje wykłady w Instytucie Fizyki, udziela się w BBC, jest rozpoznawalny i modny. Nie przynudza nawet gdy mówi o najbardziej zawiłych tajemnicach tablicy Mendelejewa.

Na czym polega jego fenomen? Potrafi opowiadać prostym, młodzieżowym językiem o rzeczach skomplikowanych. Rysuje fajne wykresy. Operuje ciekawymi porównaniami. Coś dla przykładu:

Natomiast nitrogliceryna przypomina płaszcz wiszący na kilkumilimetrowym haczyku nad urwiskiem. Drobny impuls (powiedzmy, palący się lont), wystarczy, żeby wytrącić elektrony z orbitali, a następujący potem spadek poziomu energii jest ogromny.”

Potrafi też wynaleźć ciekawostki, które sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać, dlaczego wcześniej, u licha, nie pasjonowaliśmy się chemią.

Jednym z najdroższych materiałów na Ziemi jest z oczywistych powodów pluton o wartości 11 tysięcy dolarów za gram (…), zatem często się podaje, że to najdroższy pierwiastek. Istnieje jednak inny, o którym rzadko się dyskutuje, a który dystansuje pluton. To kaliforn, pierwiastek o liczbie atomowej 98, używany jako czynnik inicjujący pracę reaktorów jądrowych i sprzedawany za gigantyczną sumę 27 milionów dolarów za gram. Diament Pink Star waży około 12 gramów, co oznacza, że gram kalifornu kosztuje ponad pięciokrotnie więcej.”

No i jak tu nie zakochać się w chemii? Ja nie wiem.

„Spal tę wodę”, Tim James, Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Nie ma jeszcze komentarzy.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.